Itachi stał nad nią z miską ryżu, którą potem położył na komodzie by pomóc jej usiąść na łóżku. Zaraz po tym podał jej śniadanie i usiadł obok bawiąc się pudełkiem z lekami.
Yoshiko niechętnie zjadła posiłek i spojrzała w dół, chyba już miała dość leżenia w łóżku, a jej wuj zaczął jej się uważnie przyglądać. Podał jej leki i powiedział, że musi pójść coś załatwić, dlatego dziewczyna została sama. Rozmyślała tak, kiedy nagle w ciemnym kącie zobaczyła sylwetkę mężczyzny, zesztywniała na jego widok...wychodząc z cienia Madara nie spuszczał z niej wzroku, doskonale wiedziała kim był. Postanowił skorzystać z okazji gdy Itachiego nie było w pobliżu i ją uprowadzić, Uchiha powoli stawiał kroki, w ten sposób jeszcze potęgując napiętą atmosferę jak i strach Yoshiko. Chciała krzyknąć, jednak Madara był tak szybki, że zanim zdążyła wypowiedzieć choćby słówko, znalazł się obok jej łóżka ręką zasłaniając dziewczynie usta. Zaraz po tym objął ją drugą ręką w pasie i wyskoczył przez okno, uciekając z Wioski. Dopiero w lesie nieco zwolnił kroku, a czując jak młoda Uchiha kaszle krwią zabrał rękę z jej ust, ale mimo wszystko nie puszczał jej. Nie miała za bardzo siły by się wyrwać, zwłaszcza komuś takiemu jak Madara, w końcu dotarli do jakiejś niewielkiej chaty, wylądowała na ziemi cicho kaszląc, cofnęła się widząc przed sobą nogi Uchihy.
- Nie bój się, nic Ci nie zrobię.- Wyszeptał kucając przed nią i gładząc po policzku rozsmarowując krew, którą co chwilę wykaszlała.- Yoshiko.- Mruknął widząc jak zaczyna drżeć ze strachu.
- Zabiłeś... własne dziecko...- Zaczęła kiedy nagle poczuła, na sobie jego rękę i zmarła.
-Nie wiesz jak było naprawdę... -Wyszeptał gładząc jej usmarowany krwią policzek.- Yoshiko, kochanie, nie bój się. Obiecuję że nie zrobię Ci nic złego... - Mimowolnie objął ją ramieniem i ucałował jej czoło, na co ta posłała mu zdziwione spojrzenie, ale Madara milczał przez chwilę głaszcząc jej głowę i patrząc w podłogę.
-Kim dla mnie jesteś?... -Zapytała niepewnie.
-Pra pra dziadkiem, słonko. -Uśmiechnął się z lekka co wyglądało dość przerażająco. Czarnowłosa przez chwilę siedziała w bezruchu, sparaliżowana strachem. Palcem starł krew, która popłynęła ciurkiem z jej kącika ust. - Od jak dawna chorujesz? -Zapytał przyglądając się uważnie jej sinym rękom, co było skutkiem brania dużej ilości leków.
- Od kilku lat...
-Bardzo boli? -Kolejne pytanie, ale tym razem nieco ściszonym głosem. Kiedy pokiwała głową westchnął ciężko, bez słowa podniósł ją i położył na fuutonie. Gdy ją dotykał czuł potężną chakrę Ogoniastej Bestii...powoli odsłonił jej brzuch na co ta gwałtownie się podniosła. -Spokojnie. Chcę tylko obejrzeć.-Kiedy poczuł jak dziewczyna się kładzie, delikatne dotknął jej pieczęci wypuszczając w to miejsce nieco chakry by znaki pieczęci się pojawiły. Widząc ją Madara nieco się zdziwił i widać było to na jego twarzy. - To dość skomplikowana pieczęć. -Mruknął pod nosem dokładnie jej się przyglądając.- Kochanie... Mogę coś sprawdzić...? -Zapytał niepewnie spoglądając na nią, kiedy dziewczyna pokiwała głową, zdjął czarną rękawiczkę i ugryzł się w palec, którym rozsmarował krew na dłoni. Następnie dotknął ręką podłogi na której pojawiła się charakterystyczna pajęczynka - Kuchiyose no jutsu.- Po chwili Yoshi złapała się za brzuch gwałtownie się kuląc. Znalazła się w swojej podświadomości, część Yin Kyuubiego przebudziła się, ale nie był zbyt zadowolony czując chakrę Uchihy Madary.
-*Skąd dziadek wiedział o Kyuubim...? * -Wyszeptała w myślach kuląc się z bólu. Madara dotknął jej policzka, a potem jej brzucha wypuszczając tam jeszcze trochę chakry by wzmocnić pieczęć.
-Ta pieczęć może i jest dobra dla jednego Bijuu jak Nibi. Ale nie dla dwóch. -Mruknął cicho, ale widziała w jego oczach jakieś przerażające iskierki, dlatego nieco się zaniepokoiła. - Czy kontrolujesz jednego z nich?
- Tylko Nibiego... -Powiedziała cicho. -Dziadku... Skąd wiedziałeś o Kyuubim...? -Zapytała niepewnie, a ten posłał jej nieco chłodne spojrzenie.
-Chakra Kyuubiego jest dość charakterystyczna, kochanie. Zostaniesz ze mną, ale teraz odpoczywaj.
-Cały czas leżę.. -Te słowa nieco zdziwiły Madarę, ale mimo to zaśmiał się cicho.
- Jesteś jeszcze osłabiona. Powinnaś leżeć i zbierać siły, tym bardziej, że chorujesz dość poważnie. - Widząc jej nieco zmieszane spojrzenie dodał. - Twoja pra babcia też chorowała. -Powiedział ściszonym głosem.- Chciała, abym ją zabił, ponieważ nie mogła znieść już dłużej bólu fizycznego jak i psychicznego. Oskarżano mnie o znęcanie się nad własnym dzieckiem, chociaż to nie była prawda, leki rozrzedzały jej krew i wystarczyło lekkie ściśnięcie by powstał siniak.
- Jak u mnie.- Mruknęła wsłuchując się w jego opowiadanie.
- Kiedy nadszedł ten dzień który przeszedł do historii, Yoshiko próbowała mnie powstrzymać, ale nim to zrobiła choroba ją wykończyła, ponieważ jej organizm był tak wyniszczony, że w końcu zmarła, ale widocznie nie byliśmy jedynymi Uchiha na polu bitwy. Bo albo Hashirama wymyślił, że ja ją zabiłem... w co wątpię bo Pierwszy praktycznie nigdy nie kłamał. A druga opcja bardziej prawdopodobna to genjutsu rzucone na świadków tego zdarzenia... czyli Hashiramę i jego syna.
- Czy...ona została pochowana w Dolinie Końca?- Zapytała niepewnie, a Uchiha położył się obok niej z cichym westchnięciem.
- Tak.- Odpowiedział.
- Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz...?- Mruknęła spoglądając w bok kiedy nagle poczuła jak chwyta ją za podbródek i zmusza by spojrzała mu w oczy.
- Czy widać, żebym kłamał?- Zapytał z poważnym wyrazem twarzy.- Możesz mi pogrzebać we wspomnieniach.- Dodał po chwili puszczając ją. Dziewczyna uznała, że nie ma sensu grzebać mu w głowie, ale musiała sobie wszystko dokładnie poukładać. Genjutsu? Rzucone tylko na Senju? Chyba, że Madara i Yoshiko wydostali się spod iluzji, co było bardzo możliwe, Uchihom było w końcu nieco łatwiej wybrnąć spod genjutsu. Po chwili poczuła jak jej powieki stają się ciężkie i mimowolnie zasnęła coraz bardziej zmęczona tą chorobą.