Ich drużyna została rozdzielona od opiekunów. Utakata i Sai mimo poszukiwań nie znaleźli nastolatków. Pomimo iż byli już chuuninami, wiedzieli, że z nim nie mają szans.
W tym czasie trójka przyjaciół przystanęła. Rozejrzeli się uważnie, czy aby na pewno uciekli, nikogo nie było, cisza i spokój. Nie na długo, znaleźli ich, w końcu doszło do starcia posypało się masę pieczęci i technik, ale pomimo tego nie dali rady. Dziewczyna poczuła jak jej miękną nogi, zaraz po tym złapała upadającego rannego przyjaciela, wszystko działo się powoli...i pomimo uciskania rany i udzielenia pierwszej pomocy...Odszedł. Była w takim szoku, że dosłownie nie umiała wyronić nawet łzy, nie mogła uwierzyć, że on,zabił jej jednego z najlepszych przyjaciół. Poczuła duży przypływ chakry, pod wpływem silnych emocji aktywowała Mangekyou Sharingana, w końcu znaleźli ich Utakata i Sai...dopiero teraz coś w niej pękło, zaczęła płakać, ciszę w lesie przerwał jej krzyk. Patrzyła przez chwilę na ziemię... W końcu podniosła wzrok na niego... na tego jak go nazywają... ,,genialnym sanninem". I to właśnie od tamtej pory znienawidziła go jeszcze bardziej, przysięgła zemsty...
- Yasuhiro...
Obudziła się zrywając się z łóżka, jej oddech przyśpieszył, po jej czole spływał zimny pot, słyszała bicie własnego serca. Sasuke siedział obok niej na łóżku, wbijając w nią wzrok ciemnych oczu...dopiero teraz go zauważyła.
- Wszystko dobrze?-Wyszeptał lekko schrypniętym głosem. Dopiero co wstał...
Chwilę dochodziła do siebie, po czym spojrzała na niego i pokiwała przecząco głową, nie odpowiadając na jego pytanie. Przysunął się bliżej, przytulając dziewczynę do siebie i masował ją po plecach.- Znów ten sen?- Zdał kolejne pytanie bardziej ściszonym głosem.
- Hai...- Odszepnęła lekko zdławionym głosem,łzy znów jej się cisnęły do oczu, minęły już dwa lata,a ona dalej się nie pogodziła ze stratą przyjaciela.
- Zapomnij o tym.-W tym momencie nastolatka odsunęła się od niego. Przybrała ponury wyraz twarzy, dokładnie jak on, byli tacy do siebie podobni.
Sasuke uważnie ją obserwował, wiedział, że zaraz posypie się masę wyzwisk i wypominania jak to on stracił rodzinę i planował zabić swojego brata, ale tak się nie stało. Uchiha jedynie siedziała z kamienną twarzą świdrując go zimnym wzrokiem, ale po chwili złagodniała.
Wtuliła się w niego mocno zamykając oczy, a spod jej powiek wypłynęły łzy.
- Potrzebuję Cię, tato.- Wyszeptała cicho, Sasuke delikatnie oparł brodę na jej głowie i spojrzał w ścianę, jakby wzrokiem chciał ją zburzyć....ze złości...do Orochimaru.
- Jestem tu, Yoshi- chan.- Ucałował ją w czoło uspokajająco. Po chwili przyszedł chłopak o brązowych włosach i złotych tęczówkach oczu. Uśmiechnął się czule na widok ojca i siostry, odkaszlnął lekko, a oni nieco zdziwieni jego obecnością skierowali na niego wzrok.
- Ja już idę na misję.- Podrapał się niepewnie w tył głowy. Sasuke i Yoshiko rzucili sobie spojrzenia, powoli wstali z łóżka i zaczęli się żegnać z chłopakiem.
Podczas śniadania Sasuke i Yoshi milczeli. Atmosfera nie był napięta... bardziej depresyjna, pomimo tego, iż pogoda była piękna.
- Nie zapomnij wziąć leków.- Przypomniał jej pijąc herbatę.
- Myślisz, że wróci?- Zapytała zmieniając nagle temat. Uchiha postawił kubek na stole i wpatrzył się w swoje odbicie w zielonej cieczy.
- Taiyou jest silnym shinobi, poradzi sobie.- Zapewnił ją. Skinęła jedynie głową, popiła tabletki herbatą i wpatrzyła się w podłogę.
- Tato...-Sasuke spojrzał na nią i wyciągnął rękę by pogładzić ją po policzku.
- Tak?
- A jeżeli nie wróci?- Przegryzła wargę, czarnowłosy westchnął ciężko.
- Yoshiko...-Zaczął zamykając oczy.- Wiem, że się o niego martwisz, w końcu to Twój brat, ale nie powinnaś widzieć jakiś czarnych scenariuszy. Wróci, zobaczysz. A teraz zagrajmy w Shougi.- Uśmiechnął się lekko, wstając.
Yoshi uważnie skupiła wzrok na planszy, spojrzała na pionki Sasuke, po czym wykonała kolejny ruch. Uchiha uśmiechnął się lekko, od razu wiedział, że zbije mu pionka.
- Haaa....to Climbing Silver?- Zapytała z uśmiechem.- Myślałam, że nie lubisz tak grać...zresztą jak Shikamaru...
- Bo nie lubię, ale czasem trzeba coś poświęcić....żeby wygrać.-Wykonał kolejny ruch.- Szach mat,córeczko.
- No nieee...znów mnie ograłeś...- Spojrzała na ojca z wyrzutem. Pogładził ją po głowie po czym poszedł do domu.
W tym czasie Yoshiko poszła się przejść po Wiosce, by trochę porozmyślać. Ten sen...powtarzał się prawie co noc, nie mogła się uwolnić od przeszłości, chociaż bardzo chciała. Ale miała jeszcze ich ojca, brata i ...
- Yoshi-chan! -Usłyszała wrzask za sobą. Momentalnie odwróciła się do czarnowłosego chłopaka o zielonych oczach. Uśmiechnęła się najszerzej jak mogła, po czym podeszła do niego, od razu mocno go przytuliła.
- Yosuke...- Wyszeptała cicho.- Strasznie tęskniłam.- Dodała po chwili.
- Poważnie? -Zaśmiał się, drapiąc się w tył głowy.- Nie widziałaś mnie jeden dzień.
Mina Yoshi....bezcenna. Nic tylko zrobić jej zdjęcie i powiesić nad łóżkiem na pamiątkę.
- Damare Yosuke!*- Wrzasnęła mu do ucha.
- Jakiś problem?- Usłyszeli znajomy głos. Był to Utakata- ich sensei. Pomachał im na przywitanie i podszedł bliżej.- Nie kłóćcie się już. Postawię wam ramen,ale przestańcie.
- Nie lubię ramen i słodyczy...-Burknęła Yoshi, z pewnością większość rzeczy odziedziczyła właśnie po ojcu. Min. to, że właśnie nie lubiła ramen i słodyczy. Uwielbiała jednak dango.
- Ale ja chętnie! -Wypalił Yosuke.- Jak można nie lubić ramen?!
- Normalnie i po ludzku- Westchnęła Uchiha. Po chwili byli już w Ichiraku. Siedziała z dziwnym grymasem na twarzy i wpatrywała się w ścianę. W końcu po długich naleganiach Yamato zgodziła się na niewielką miskę ramenu.
Powoli wzięła pałeczki do ręki.
-Itadakimasu**-Uśmiechnęła się do nich po czym złamała je i zaczęła jeść powoli makaron. Nie było takie złe. Yosuke wcinał szybko,jakby jedzenia nie widział przez tydzień. Uwielbiał ramen...była to jego ulubiona potrawa.
-Hej,hej! Spokojnie,bo się udławisz!-Uśmiechnął się sensei. Yosuke wciągnął makaron do ust po czym uśmiechnął się uroczo.
***
Jego czarny płacz z czerwonymi chmurami powiewał na wietrze.
- Gdzie jest Nibi?- Zapytał mężczyzna lekko schrypniętym głosem.
- W Konoha.- Odpowiedział drugi.- Jest rozdzielony na dwie chakry... Tak mówią.
- W Konoha.- Odpowiedział drugi.- Jest rozdzielony na dwie chakry... Tak mówią.
-Konoha...dawno nie widziałem Konohy...od czasu mojej rzekomej śmierci.- Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć...Powoli zaczęli iść w kierunku Kraju Ognia....
* damare- znaczy tyle co zamknij się
** itadakimasu- mniej więcej Z pokorą przyjmę ten posiłek czyli tyle co nasze Smacznego
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz