niedziela, 8 października 2017

Rozdział XI - "Sen i pułapka"

Dziewczyna ponownie otworzyła oczy,  tym razem znajdowała się w swoim pokoju,  miała świeżo zmieniony opatrunek i przemytą jeszcze raz ranę, aby nie dostała zakażenia. 
Widziała już o wiele wyraźniej, niż przedtem pomimo to nadal nie za dobrze się czuła,  dopiero teraz zauważyła jak coś, albo raczej ktoś poruszył się w cieniu kąta.  Czarnowłosy powolnym krokiem kroczył w jej kierunku, z grobową miną, która mówiła dosłownie wszystko.
- Dlaczego się nie posłuchałaś? - Zapytał chłodno mierząc ją wzrokiem. - Ciągle łamiesz moje zakazy, pozwoliłaś się złapać Itachiemu. - W tym momencie, w głowie dziewczyny zaczęły krążyć różne myśli.
- Zostawiłeś go z Madarą!  On go zabije...  Po za tym coś ukrywasz!  Słyszałam Twoją rozmowę z Orochimaru! - Sasuke zbladł słysząc te słowa.
- Nawet nie waż się z nim spotykać...  Zrozumiano? 
- Zrobię i tak jak zechcę.. W końcu odziedziczyłam charakter po TATUSIU. - Zaakcentowała ostatnie słowo odwracając się do niego plecami. Naprawdę była zdenerwowana... Nie lubiła kiedy Sasuke coś przed nią ukrywał...  Nienawidziła wręcz.  
W tym momencie poczuła gniewny wzrok ojca na swoim ciele, wzdrygnęła się, odruchowo kuląc ze strachu. 
Spojrzała niepewnie w jego tęczówki które wyrażały bezsilność w owej sytuacji. 
- Co przede mną ukrywasz?- Zapytała cichutko mrużąc przy tym oczy. 
- Zapomnij o tym, skarbie. - Usiadł na brzegu łóżka spoglądając na jej poranione ciało.- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. - Szepnął jej do ucha pomagając jej się z powrotem położyć na miękkie łóżko.- Odpoczywaj.- Dodał cicho i pogłaskał ją po głowie. Kiedy wyszedł dziewczyna po raz kolejny się wymknęła z domu. Tym razem jednak zamierzała w kierunku Otogakure, do Orochimaru, podróż się trochę przedłużyła ze względu na jej beznadziejny stan zdrowia. Tuż przy wejściu przywitał ją Kabuto, który uśmiechnął się z politowaniem w jej kierunku, jednak nie zatrzymywał jej.Dobrze wiedział po co przyszła, nie spodziewał się też tego że Orochimaru powie jej prawdę, kłamał na każdym kroku, aby tylko zdobyć to czego chciał. 
Uchiha niepewnie wędrowała korytarzami, kiedy nagle za nią znikąd pojawił się Orochimaru. 
- Czyżbyś szukała mnie? - Zapytał z miłym uśmiechem na twarzy, w którym mimo wszystko było coś niepokojącego. 
- Możliwe. Chciałam Ci po prostu zadać kilka pytań. 
- Rozumiem. A więc pytaj.- Spojrzał głębiej w jej oczy, a przerażający uśmiech z jego twarzy cały czas nie znikał. 
- Ym... Tata coś przede mną ukrywa, ale nie wiem co. Możesz mi to wyjaśnić? 
- Teoretycznie nie powinnaś o tym wiedzieć, ale w końcu jesteś już na tyle duża, że być może ta informacja odmieni Twoje życie. Twoją matką nie była Teruko Uchiha. - Zaczął. - Ja nią jestem. - Dodał bez namysłu szokując w ten sposób młodą dziewczynę. 
- Kłamiesz...-Szepnęła. 
- Ależ, skarbie, jakbym mógł? - Zaśmiał się dotykając jej bladego policzka. 
- Kłamiesz!- Odtrąciła jego rękę zaczynając cicho pochlipiwać. 
- Dla Mitsukiego też jestem matką i ojcem jednocześnie. -Dodał poważnie.- Sugerujesz, że takie rzeczy nie są możliwe dla wielkiego sannina? 
- Nie mam pojęcia czy mówisz prawdę!  Jak mam Ci wierzyć?  Dlaczego tata mnie cały czas okłamywał?
- Skąd mam wiedzieć?  To już nie moja sprawa, ale spokojnie...- W tym momencie straciła przytomność, obudziła się dopiero na stole operacyjnym, przykuta do niego. Rozejrzała się ostrożnie po pomieszczeniu, mnóstwo urządzeń służących do nie wiadomo czego. Orochimaru rozcinał jej bandaż na brzuchu, który się przykleił do rany, nie było to ani trochę  przyjemne uczucie, jednakże zacisnęła pięści i starała się wytrzymać owy ból. 
- Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś?! - Krzyknęła prawie płacząc z bólu. 
- Tak wyszło, Yoshiko.- Powiedział zrywając delikatnie bandaż wraz ze skrzepniętą krwią, co wywołało napad gwałtownego płaczu u młodej Uchihy. W tym momencie tęczówki dziewczyny zaczęły czernieć, mężczyzna od razu zauważył, że coś jest nie tak, ale z głupim uśmiechem postanowił zbadać owe doujutsu. Chwycił za skalpel... 
Nagle Yoshiko otworzyła oczy, spojrzała na Madarę, który z pytającym wyrazem twarzy wpatrywał się w nią swoim chłodnym wzrokiem. 
- Coś nie tak?- Zapytał spokojnie spoglądając co chwila na nią. 
- Ym.. Ja.. Miałam naprawdę dziwny i skomplikowany sen.- Wyszeptała cicho. - A właściwie koszmar.- Madara umilkł, wpatrując się w nią i zaczynając gładzić po głowie.- Dziadku? 
- Powiedz mi jak się czujesz? - Zapytał tym razem z troską, odsłaniając jej błękitne oczy. 
- Chyba już lepiej.- Nagle poczuła jak ręka zjeżdża na jej czoło. 
-  Nie masz gorączki.- Położył rękę na swoim kolanie, dalej jej się przyglądając.- Podam Ci zaraz leki.- Powiedział znikając za futryną drzwi, po chwili wracając ze strzykawką, co wywołało u niej dreszcze. 
- Skąd masz takie leki? 
- Hashirama kiedyś nauczył mnie robić, ze względu na moją córkę. - Odpowiedział i kazał jej się położyć. Miękki materiał kołdry został odsunięty z jej ciała, mężczyzna ostrożnie podciągnął koszulkę wnuczki i wbił między żebra, głęboko jak tylko się dało igłę, co wywołało u niej pomruk niezadowolenia. To uczucie jednak szybko minęło, kiedy zobaczyła że strzykawka jest pusta ale mimo wszystko napełnia się powoli krwią. Uchiha powoli wyjął igłę tamując od razu krwotok. 
- Poleż jeszcze trochę.- Odrzekł po czym wyszedł z pokoju, aby zająć się swoimi sprawami. Madara stwierdził, że Yoshiko odziedziczyła piękne oczy po prababce, które to tak bardzo ją przypominały. 
Młoda Uchiha niespokojnie się wierciła czując jak jej płuca wypełnia niepokojące ciepło, które praktycznie nie pozwalało jej oddychać. Szybko jednak opanowała sytuację. 

                                   ~*~

Kula Ogoniastej Bestii przemknęła nad pustym polem i uderzyła gdzieś w dal. Madara stał i wpatrywał się w ową technikę i uśmiechnął się pod nosem zadowolony. 
Zaraz po tym koło niego stanęła dziewczyna, która jeszcze sekundę temu przybrała postać ogromnego kota o dwóch ogonach. 
- I jak? - Zapytała uważnie mu się przyglądając. 
- Znakomicie. - Odparł ze zdumieniem. - Nie spodziewałem się po Tobie aż takiej mocy. - Dodał nie patrząc na nią, chociaż głupi uśmieszek nie znikał mu z twarzy, co zaniepokoiło czarnowłosą. Spojrzała w bok, delikatnie mrużąc przy tym oczy, starszy Uchiha uważnie przyglądał się zniszczeniom.- Zastanawia mnie jedno. Jakbyś kontrolowała Dziesięcioogoniastego.- Dziewczyna drgnęła i cofnęła się w zamierze ucieczki. Została jednak sprawnie zablokowana i ogłuszona, a oczy otworzyła gdzieś w jakiejś jaskini skutecznie unieruchomiona, Madara wyszedł z cienia nie odrywając od niej wzroku 




wtorek, 4 lipca 2017

Rozdział X- ,,A czas goni..."

Sasuke rozejrzał się po otoczeniu, pies kilka razy zgubił trop, przez wcześniejszy deszcz, ale szybko, jakimś cudem go odzyskiwał. Ojciec coraz bardzo się niecierpliwił, musiał się jak najszybciej dostać do córki, teraz, natychmiast! Taiyou, westchnął ciężko, jego siostra zawsze była uparta do tego stopnia, że była w stanie się pokroić na salami dla misji.
- Nic jej nie będzie, ojcze.- Zapewnił Uchiha spoglądając na niego.- Wiem, że to głupio zabrzmi w tej chwili, ale ona sobie poradzi.- Wyszeptał zerkając na Sasuke, którego twarz nie wyrażała w tej chwili żadnych emocji. Nawet nie wiedzieli jak może się to dla niej tragicznie skończyć...

~*~

Czarnowłosa podniosła się z fuutona rozglądając się dookoła... nikogo nie zauważyła, więc postanowiła już wrócić do domu, w sumie to nie wiedziała jeszcze jak znajdzie trop Itachi'ego czy Sasuke, ale nie mogła znieść faktu, że mieszka w domu zabójcy... który zamordował jej pra babkę, powoli po cichu zaczęła iść w kierunku wyjścia kiedy nagle...
- Yoshiko? Co ty robisz?- Odezwał się niezadowolony Madara, przebił na wylot jej duszę chłodnym wzrokiem Sharingana. Zanim jednak zdążył do niej doskoczyć, ta momentalnie ruszyła jak z procy w głąb lasu.- Ty mała zdziro!- Usłyszała za sobą, po dłuższej chwili coś przykuło jej uwagę, odwróciła głowę w tamtym kierunku i nagle uderzyła z impetem w drzewo, aż jej się na chwilę ciemno przed oczami zrobiło. Po chwili poczuła przeszywający ból w okolicach brzucha, spojrzała do dołu widząc jak katana ją przebija na wylot, a potem ostrze utknęło głęboko w drewnie.
- Dziadku... dlaczego?- Jęknęła, wykrztuszając kolejne słowa wraz ze strugami krwi. Było jej mnóstwo... wokół nich zrobiła się wielka szkarłatna kałuża. Uchiha przyłożył dłoń do jej brzucha, chcąc uwolnić Kyuubiego z pieczęci, ale przeszkodził mu w tym.. Itachi. Znalazł ją! Spojrzała w jego kierunku, ale obraz przed jej oczami był dosłownie rozmazany, kiedy już poczuła, że może bezpiecznie wyciągnąć ostrze z brzucha zrobiła to.
- Yosh-chan, uciekaj!- Te słowa dotarły do niej jakby właśnie tonęła w oceanie... płynęły do niej powoli i były niezrozumiałe... Po kilku powtórzeniach, wreszcie je usłyszała i spowolnionym nieco biegiem zaczęła uciekać. Nie chciała zostawiać wujka... nie z tym psychopatą... ale nie chciała też zostawiać ojca samego, nadal była jego małym oczkiem w głowie, bardzo się kochali.
Opadała już z sił praktycznie tracąc film, ale nagle ktoś ją złapał...  Poczuła silny uścisk na ramieniu,  stanowczo za silny, ale po chwili złagodniał. 
- Yoshiko? - Zapytał cicho znajomy głos, ale był oddalony...  O wiele oddalony,  a przynajmniej jej się tak wydawało...  Poczuła dotyk na swoim policzku, podniosła wzrok na czarne tęczówki, które wypełniły się łzami na widok jej buzi. - Nigdy więcej tak nie rób! - Zawołał Sasuke przytulając ją do siebie. 
- Wujek... - Szepnęła cicho upadając na ziemię, ale zanim to się stało, Uchiha złapał ją w pasie. 
- Już Ci nie zagrozi, kochanie. Jesteś bezpieczna. - Zmrużył delikatnie oczy przyglądając się jej uważnie, dopiero teraz zauważając, iż krwawi. - Yosh?  Krwawisz...  
- Tato.. Wujek... Stryj i Madara.- Wyszeptała i nagle z powodu utraty dużej ilości krwi, po prostu zemdlała, spod jej powiek poleciały ciemne stróżki, które pozostawały karmazynowe plamy na w miarę suchej ziemi, która jeszcze nie przesiąkła jej krwią. Sasuke zadziałał instynktownie... Ale też niezbyt mądrze. 

                                  ~*~

Orochimaru, bardzo szybko uporał się z niebezpiecznym krwotokiem, sprawdził jedynie tętno i westchnął ciężko, czując na sobie podejrzliwy wzrok Sasuke, który wręcz przebijał jego duszę na wylot. 
- Jej stan jest stabilny. Będzie żyć. - Stwierdził odwracając się do niego z obojętnym wzrokiem, który jednak krył coś niepokojącego. Orochimaru odkaszlnął dość poważnie i nagle on przebił swoim chłodnym spojrzeniem  złotych oczu,  Sasuke który nieco odwrócił głowę, aby nie łapać zbytniego kontaktu wzrokowego,mruknął coś cicho pod nosem.- Powiedziałeś jej? - Zapytał, ale Uchiha zacisnął jedynie zęby żeby powstrzymać się od przywalenia mu w twarz. 
- Nie. 
- Dlaczego?  Jak długo jeszcze zamierzasz to przed nią ukrywać?!- W tym momencie Uchiha stracił cierpliwość,  zrzucił to co było na stole powodując huk i uderzył pięścią w ciemny blat. 
- Nie może się dowiedzieć prawdy.- Odparł chłodno. - Nie zbliżaj się do niej, inaczej powyrywam Ci nogi z tyłka. - Orochimaru odpowiedział jedynie wrednym uśmiechem. 
- Yoshiko sama kiedyś prędzej czy później dowie się prawdy. - Wymienili się groźnymi spojrzeniami, w tym czasie nastolatka delikatnie uchyliła powieki,  widziała rozmazany obraz, a głosy były jakby oddalone, czuła się dokładnie tak  jak wtedy podczas zranienia, jednak nikt nie zauważył tego, przez co słyszała kawałek rozmowy...  Dziewczyna niezmiernie się zdziwiła ich dialogiem, nie bardzo wiedziała o co chodzi Orochimaru, który ostro odbijał piłeczkę w kierunku Sasuke. 
- Wracam z nią do Konoha. - Oznajmił spoglądając na niego nieufnie. 
- Bez mojej pomocy, Yoshi umrze. - Odpowiedział patrząc na niego z góry.  Czarnowłosy westchnął ciężko i wstał podchodząc do łóżka i dotykając dłonią czoła dziewczyny. 
- Obudziła się. - Stwierdził z lekkim podłamanym głosem, zestresowany, że jego córka mogła coś usłyszeć. Orochimaru uśmiechnął się jedynie i odwrócił głowę w inną stronę zadowolony ze swoich poczynań, sprytnie ułożył sobie w głowie swój niecny plan jak odwrócić córkę Sasuke przeciwko niemu. 
- Bardzo dobrze. Wiadomo przynajmniej, że będzie żyć. - Zakpił i nagle usłyszał dźwięk zatrzaskiwanych drzwi, zerknął kątem oka w kierunku pustego łóżka. - Spokojnie Sasuke, ona sama do mnie przyjdzie. - Wyszeptał pod nosem wychodząc z pomieszczenia 

środa, 8 lutego 2017

Rozdział IX- ,,Madara"

Itachi stał nad nią z miską ryżu, którą potem położył na komodzie by pomóc jej usiąść na łóżku. Zaraz po tym podał jej śniadanie i usiadł obok bawiąc się pudełkiem z lekami.
Yoshiko niechętnie zjadła posiłek i spojrzała w dół, chyba już miała dość leżenia w łóżku, a jej wuj zaczął jej się uważnie przyglądać. Podał jej leki i powiedział, że musi pójść coś załatwić, dlatego dziewczyna została sama. Rozmyślała tak,  kiedy nagle w ciemnym kącie zobaczyła sylwetkę mężczyzny, zesztywniała na jego widok...wychodząc z cienia Madara nie spuszczał z niej wzroku, doskonale wiedziała kim był. Postanowił skorzystać z okazji gdy Itachiego nie było w pobliżu i ją uprowadzić, Uchiha powoli stawiał kroki, w ten sposób jeszcze potęgując napiętą atmosferę jak i strach Yoshiko. Chciała krzyknąć, jednak Madara był tak szybki, że zanim zdążyła wypowiedzieć choćby słówko, znalazł się obok jej łóżka ręką zasłaniając dziewczynie usta. Zaraz po tym objął ją drugą ręką w pasie i wyskoczył przez okno, uciekając z Wioski.  Dopiero w lesie nieco zwolnił kroku, a czując jak młoda Uchiha kaszle krwią zabrał rękę z jej ust, ale mimo wszystko nie puszczał jej. Nie miała za bardzo siły by się wyrwać, zwłaszcza komuś takiemu jak Madara, w końcu dotarli do jakiejś niewielkiej chaty,  wylądowała na ziemi cicho kaszląc, cofnęła się widząc przed sobą nogi Uchihy.
- Nie bój się, nic Ci nie zrobię.- Wyszeptał kucając przed nią i gładząc po policzku rozsmarowując krew, którą co chwilę wykaszlała.- Yoshiko.- Mruknął widząc jak zaczyna drżeć ze strachu.
- Zabiłeś... własne dziecko...- Zaczęła kiedy nagle poczuła, na sobie jego rękę i zmarła.
-Nie wiesz jak było naprawdę... -Wyszeptał gładząc jej usmarowany krwią policzek.- Yoshiko, kochanie, nie bój się. Obiecuję że nie zrobię Ci nic złego... -  Mimowolnie objął ją ramieniem i ucałował jej czoło, na co ta posłała mu zdziwione spojrzenie, ale Madara milczał przez chwilę głaszcząc jej głowę i patrząc w podłogę.
-Kim dla mnie jesteś?... -Zapytała niepewnie.
-Pra pra dziadkiem, słonko. -Uśmiechnął się z lekka co wyglądało dość przerażająco. Czarnowłosa przez chwilę siedziała w bezruchu, sparaliżowana strachem. Palcem starł krew, która popłynęła ciurkiem z jej kącika ust. - Od jak dawna chorujesz? -Zapytał przyglądając się uważnie jej sinym rękom, co było skutkiem brania dużej ilości leków.
- Od kilku lat...
-Bardzo boli? -Kolejne pytanie, ale tym razem nieco ściszonym głosem. Kiedy pokiwała głową westchnął ciężko, bez słowa podniósł ją i położył na fuutonie. Gdy ją dotykał czuł potężną chakrę Ogoniastej Bestii...powoli odsłonił jej brzuch na co ta gwałtownie się podniosła. -Spokojnie. Chcę tylko obejrzeć.-Kiedy poczuł jak dziewczyna się kładzie, delikatne dotknął jej pieczęci wypuszczając w to miejsce nieco chakry by znaki pieczęci się pojawiły. Widząc ją Madara nieco się zdziwił i widać było to na jego twarzy. - To dość skomplikowana pieczęć. -Mruknął pod nosem dokładnie jej się przyglądając.- Kochanie... Mogę coś sprawdzić...?  -Zapytał niepewnie spoglądając na nią, kiedy dziewczyna pokiwała głową, zdjął czarną rękawiczkę i ugryzł się w palec, którym rozsmarował krew na dłoni. Następnie dotknął ręką podłogi na której pojawiła się charakterystyczna pajęczynka - Kuchiyose no jutsu.- Po chwili Yoshi złapała się za brzuch gwałtownie się kuląc. Znalazła się w swojej podświadomości, część Yin Kyuubiego przebudziła się, ale nie był zbyt zadowolony czując chakrę Uchihy Madary.
-*Skąd dziadek wiedział o Kyuubim...? * -Wyszeptała w myślach kuląc się z bólu. Madara dotknął jej policzka, a potem jej brzucha wypuszczając tam jeszcze trochę chakry by wzmocnić pieczęć.
-Ta pieczęć może i jest dobra dla jednego Bijuu jak Nibi. Ale nie dla dwóch. -Mruknął cicho, ale widziała w jego oczach jakieś przerażające iskierki, dlatego nieco się zaniepokoiła. - Czy kontrolujesz jednego z nich?
- Tylko Nibiego... -Powiedziała cicho. -Dziadku... Skąd wiedziałeś o Kyuubim...? -Zapytała niepewnie, a ten posłał jej nieco chłodne spojrzenie.
-Chakra Kyuubiego jest dość charakterystyczna, kochanie. Zostaniesz ze mną, ale teraz odpoczywaj.
-Cały czas leżę.. -Te słowa nieco zdziwiły Madarę, ale mimo to zaśmiał się cicho.
 - Jesteś jeszcze osłabiona. Powinnaś leżeć i zbierać siły,  tym bardziej, że chorujesz dość poważnie. - Widząc jej nieco zmieszane spojrzenie dodał. - Twoja pra babcia też chorowała. -Powiedział ściszonym głosem.- Chciała, abym ją zabił, ponieważ nie mogła znieść już dłużej bólu fizycznego jak i psychicznego. Oskarżano mnie o znęcanie się nad własnym dzieckiem, chociaż to nie była prawda, leki rozrzedzały jej krew i wystarczyło lekkie ściśnięcie by powstał siniak.
- Jak u mnie.- Mruknęła wsłuchując się w jego opowiadanie.
- Kiedy nadszedł ten dzień który przeszedł do historii, Yoshiko próbowała mnie powstrzymać, ale nim to zrobiła choroba ją wykończyła, ponieważ jej organizm był tak wyniszczony, że w końcu zmarła, ale widocznie nie byliśmy jedynymi Uchiha na polu bitwy. Bo albo Hashirama wymyślił, że ja ją zabiłem... w co wątpię bo Pierwszy praktycznie nigdy nie kłamał. A druga opcja bardziej prawdopodobna to genjutsu rzucone na świadków tego zdarzenia... czyli Hashiramę i jego syna.
- Czy...ona została pochowana w Dolinie Końca?- Zapytała niepewnie, a Uchiha położył się obok niej z cichym westchnięciem.
- Tak.- Odpowiedział.
- Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz...?-  Mruknęła spoglądając w bok kiedy nagle poczuła jak chwyta ją za podbródek i zmusza by spojrzała mu w oczy.
- Czy widać, żebym kłamał?- Zapytał z poważnym wyrazem twarzy.- Możesz mi pogrzebać we wspomnieniach.- Dodał po chwili puszczając ją. Dziewczyna uznała, że nie ma sensu grzebać mu w głowie, ale musiała sobie wszystko dokładnie poukładać. Genjutsu? Rzucone tylko na Senju? Chyba, że Madara i Yoshiko wydostali się spod iluzji, co było bardzo możliwe, Uchihom było w końcu nieco łatwiej wybrnąć spod genjutsu. Po chwili poczuła jak jej powieki stają się ciężkie i mimowolnie zasnęła coraz bardziej zmęczona tą chorobą.

Obserwatorzy