W końcu otworzył drewniane drzwi i wyszedł na korytarz, zaczął iść w tylko dla niego znanym kierunku. Po drodze spotkał Kabuto. Białowłosy zerknął na niego z kamiennym wyrazem twarzy.
- Wiesz jak się mają sprawy we Wiosce Liścia?-Zapytał sannin schrypniętym głosem.
- Z tego co wiem Yoshiko szybko dojrzewa. Jest już silną kunoichi....Po za tym Akatsuki ją szuka...-Urwał, ponieważ Orochimaru mu przerwał.
- Wiem...chce mieć i Sasuke i Yoshiko.- Kąciki jego ust delikatnie się podniosły, po czym się oblizał.- Akatsuki mi nie przeszkodzi.-Dodał, po chwili pewny wygranej. Kabuto spojrzał na mistrza niepewnie, ale słowem się nie odezwał. Od razu wiedział, że ten pomysł nie wyjdzie...Sasuke posiadał już Rinnegana w lewym oku...całkiem od niedawna,mimo to potrafił go już używać na tyle, by bez problemu pokonać Orochimaru. Okularnik coraz bardziej się martwił o sannina. Był zbyt pewny siebie, tego, że wygra.
- Czy...udało Ci się go ożywić?- Zapytał zmieniając temat.
-A od kiedy tym się tak interesujesz, co Kabuto?- Roześmiał się cicho.- Tak udało mi się, zresztą nie powinno to Cię dziwić.- Skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
Kabuto zamilkł i stwierdził, że już sobie pójdzie, więc powoli zaczął odchodzić...
- Kabuto...-Wychrypiał Orochimaru.- Zajrzyj do niego później.- Białowłosy jedynie skinął głową, poprawił okulary i odszedł znikając za drzwiami jakiegoś pomieszczenia. Sannin patrzył w miejsce gdzie przed chwilą stał Yakushi, zmrużył delikatnie oczy i pokręcił głową.- Coś w nie sosie dziś jesteś.- Wyszeptał, po czym znów zaczął iść.
***
U Yoshiko ten dzień oznaczał dzień pełen....marudzenia ojca. Jej stan zdrowia pogorszył się, a Sasuke najzwyczajniej w świecie się o nią martwił. Yoshiko jednak skrzyżowała ręce na piersi siedząc na łóżku przykryta kołdrą.
- Chcę iść na misję! -Powiedziała stanowczo.- Beze mnie Yamato odwoła ta misję i wyślą inną drużynę, a ja tak bardzo nie chcę siedzieć w domu, tu jest nudno!- Ciągnęła dalej. Sasuke stał nad jej łóżkiem z poważnym wyrazem twarzy, a jego oczy stanowczo mówiły ,,nie".
- Kiepskie argumenty. -Pokręcił głową.- Zaniepokoiło mnie Twoje krwioplucie i wysoka gorączka.- Młoda Uchiha w dalszym ciągu była na niego zła. Wyraz twarzy Sasuke nagle złagodniał, pochylił się nad nią całując w czubek głowy.- Po prostu martwię się o Ciebie, ponieważ Cię kocham.-Yoshiko w końcu odpuściła.
- No dobrze.- Westchnęła ciężko.- Przemęczę się parę dni w domu i najwyżej pójdę na inną...- Burknęła niezadowolona. Uchiha uśmiechnął się leciutko i usiadł na brzegu jej łóżka. Nastolatka zamyśliła się na chwilę, wpatrzyła się w ojca...i przypomniało jej się, że Sasuke miał brata...nazywał się Itachi. Wiedziała o nim tyle co jej przyjaciel Yosuke- czyli praktycznie nic.
Ojciec jej mówił jedynie, że wybił klan zostawiając jego... a potem Sasuke go zabił. Zastanawiała się jaki był... Jak wyglądał i czy mają jakieś wspólne cechy... Jej stryj zawsze ją interesował... Ale ojciec niewiele jej mówił, był to dla niego trudny temat i raczej często go nie poruszali, podobnie jak temat matki.
- Jesteś rozkojarzona.- Zauważył Sasuke.- Coś jest nie tak?
- Wiesz...właściwie zastanawiam się nad...w sumie nie ważne...-Przegryzła niepewnie wargę.
- Skoro już zaczęłaś to dokończ. Przecież nie gryzę.- Złapał ją delikatnie za rękę.
- Ym...no bo chodzi o...mamę.- Momentalnie dłoń Sasuke lekko wycofała się, pomimo tego nadal ją delikatnie trzymał, a kciukiem zataczał delikatne kręgi na jej nadgarstku.- Przepraszam, ja nie powinnam...-Speszyła się i spuściła nieco wzrok.
- Spokojnie.- Przerwał jej.- To normalne, że chcesz wiedzieć coś o swojej matce.- Usiadł nieco bliżej obok niej. Oparł się plecami o poduszkę i spojrzał na nią.- Twoja mama zginęła za Ciebie...i za mnie.- Zaczął niepewnie Sasuke.- Orochimaru ją zabił... ale to już wiesz. Twoja mam przeżyła masakrę klanu...ponieważ w tym czasie była w innej wiosce. Ja byłem wtedy jeszcze u Orochimaru, poznaliśmy się przy pewnym starciu...w sumie uratowała mi życie. Opiekowałem się już wtedy Twoim starszym bratem... No i jakoś tak wyszło, że potem spotykaliśmy się, nie często, ale jednak. Potem Teruko zaszła w ciążę, a kiedy Orochimaru się o tym dowiedział...koniecznie chciał mieć kolejnych Uchiha do swoich chorych pomysłów. Tak więc wszystko sobie zaplanował, kilka tygodni przed porodem zniknąłem bez śladu w Otogakure, opiekowałem się Twoją matką ,a kiedy doszło do porodu Orochimaru wykorzystał okazję i was zabrał... Doszło do starcia w którym zginęła ona.-Położył się na boku i pogładził ją po policzku.- Ona i ja nadaliśmy Ci imię ,,Yoshiko".- Uchiha powoli spuściła głowę, Sasuke uważnie jej się przyjrzał.- Kochanie?
- Gdyby nie ja to ona by żyła...- Wyszeptała.- Tak samo Yasuhiro by żył... Ja...Nie powinnam nigdy przyjść na świat.- Zacisnęła ręce na kołdrze,a do oczu napłynęły jej się kolejne łzy. Uchiha poczuł drobne ukłucie w sercu, mocno przytulił córkę do siebie i po chwili sam uronił kilka łez.
- Nawet tak nie mów.- Wyszeptał cicho tuląc ją.- Jesteś dla mnie całym światem...kocham Cię.- Wyszeptał gładząc ją po czarnych włosach. Przegryzła delikatnie wargę i wtuliła się w niego mocniej.
Chwilę jeszcze tak leżeli, aż w końcu Sasuke poszedł do kuchni coś zjeść, powoli wstała i podeszła do drzwi, zaczęła nasłuchiwać... Sasuke z pewnością był w kuchni. Od razu sięgnęła pod łóżko i wyciągnęła swoją pojemną torbę, w której oczywiście wszystko miała już spakowane. Jeszcze się tylko przebrała, ogarnęła trochę włosy, spięła je w wysoki kucyk i otworzyła okno wyskakując z niego, chwyciła się gałęzi drzewa sakury i wylądowała zgrabnie w ogrodzie. Teraz wystarczyło się przemknąć niezauważona do wyjścia, co oczywiście poszło jej jak z płatka. Następnie pobiegła na miejsce spotkania drużyny. Yamato i Yosuke już czekali. Zwolniła kroku stając przy przyjacielu, który na jej widok uśmiechnął się szeroko.
- Gotowi?
- Hai!
Nie czekając dłużej wybiegli z Konohy... Mieli znaleźć lokalizację nowej kryjówki Orochimaru.
- Chcę iść na misję! -Powiedziała stanowczo.- Beze mnie Yamato odwoła ta misję i wyślą inną drużynę, a ja tak bardzo nie chcę siedzieć w domu, tu jest nudno!- Ciągnęła dalej. Sasuke stał nad jej łóżkiem z poważnym wyrazem twarzy, a jego oczy stanowczo mówiły ,,nie".
- Kiepskie argumenty. -Pokręcił głową.- Zaniepokoiło mnie Twoje krwioplucie i wysoka gorączka.- Młoda Uchiha w dalszym ciągu była na niego zła. Wyraz twarzy Sasuke nagle złagodniał, pochylił się nad nią całując w czubek głowy.- Po prostu martwię się o Ciebie, ponieważ Cię kocham.-Yoshiko w końcu odpuściła.
- No dobrze.- Westchnęła ciężko.- Przemęczę się parę dni w domu i najwyżej pójdę na inną...- Burknęła niezadowolona. Uchiha uśmiechnął się leciutko i usiadł na brzegu jej łóżka. Nastolatka zamyśliła się na chwilę, wpatrzyła się w ojca...i przypomniało jej się, że Sasuke miał brata...nazywał się Itachi. Wiedziała o nim tyle co jej przyjaciel Yosuke- czyli praktycznie nic.
Ojciec jej mówił jedynie, że wybił klan zostawiając jego... a potem Sasuke go zabił. Zastanawiała się jaki był... Jak wyglądał i czy mają jakieś wspólne cechy... Jej stryj zawsze ją interesował... Ale ojciec niewiele jej mówił, był to dla niego trudny temat i raczej często go nie poruszali, podobnie jak temat matki.
- Jesteś rozkojarzona.- Zauważył Sasuke.- Coś jest nie tak?
- Wiesz...właściwie zastanawiam się nad...w sumie nie ważne...-Przegryzła niepewnie wargę.
- Skoro już zaczęłaś to dokończ. Przecież nie gryzę.- Złapał ją delikatnie za rękę.
- Ym...no bo chodzi o...mamę.- Momentalnie dłoń Sasuke lekko wycofała się, pomimo tego nadal ją delikatnie trzymał, a kciukiem zataczał delikatne kręgi na jej nadgarstku.- Przepraszam, ja nie powinnam...-Speszyła się i spuściła nieco wzrok.
- Spokojnie.- Przerwał jej.- To normalne, że chcesz wiedzieć coś o swojej matce.- Usiadł nieco bliżej obok niej. Oparł się plecami o poduszkę i spojrzał na nią.- Twoja mama zginęła za Ciebie...i za mnie.- Zaczął niepewnie Sasuke.- Orochimaru ją zabił... ale to już wiesz. Twoja mam przeżyła masakrę klanu...ponieważ w tym czasie była w innej wiosce. Ja byłem wtedy jeszcze u Orochimaru, poznaliśmy się przy pewnym starciu...w sumie uratowała mi życie. Opiekowałem się już wtedy Twoim starszym bratem... No i jakoś tak wyszło, że potem spotykaliśmy się, nie często, ale jednak. Potem Teruko zaszła w ciążę, a kiedy Orochimaru się o tym dowiedział...koniecznie chciał mieć kolejnych Uchiha do swoich chorych pomysłów. Tak więc wszystko sobie zaplanował, kilka tygodni przed porodem zniknąłem bez śladu w Otogakure, opiekowałem się Twoją matką ,a kiedy doszło do porodu Orochimaru wykorzystał okazję i was zabrał... Doszło do starcia w którym zginęła ona.-Położył się na boku i pogładził ją po policzku.- Ona i ja nadaliśmy Ci imię ,,Yoshiko".- Uchiha powoli spuściła głowę, Sasuke uważnie jej się przyjrzał.- Kochanie?
- Gdyby nie ja to ona by żyła...- Wyszeptała.- Tak samo Yasuhiro by żył... Ja...Nie powinnam nigdy przyjść na świat.- Zacisnęła ręce na kołdrze,a do oczu napłynęły jej się kolejne łzy. Uchiha poczuł drobne ukłucie w sercu, mocno przytulił córkę do siebie i po chwili sam uronił kilka łez.
- Nawet tak nie mów.- Wyszeptał cicho tuląc ją.- Jesteś dla mnie całym światem...kocham Cię.- Wyszeptał gładząc ją po czarnych włosach. Przegryzła delikatnie wargę i wtuliła się w niego mocniej.
Chwilę jeszcze tak leżeli, aż w końcu Sasuke poszedł do kuchni coś zjeść, powoli wstała i podeszła do drzwi, zaczęła nasłuchiwać... Sasuke z pewnością był w kuchni. Od razu sięgnęła pod łóżko i wyciągnęła swoją pojemną torbę, w której oczywiście wszystko miała już spakowane. Jeszcze się tylko przebrała, ogarnęła trochę włosy, spięła je w wysoki kucyk i otworzyła okno wyskakując z niego, chwyciła się gałęzi drzewa sakury i wylądowała zgrabnie w ogrodzie. Teraz wystarczyło się przemknąć niezauważona do wyjścia, co oczywiście poszło jej jak z płatka. Następnie pobiegła na miejsce spotkania drużyny. Yamato i Yosuke już czekali. Zwolniła kroku stając przy przyjacielu, który na jej widok uśmiechnął się szeroko.
- Gotowi?
- Hai!
Nie czekając dłużej wybiegli z Konohy... Mieli znaleźć lokalizację nowej kryjówki Orochimaru.