niedziela, 8 października 2017

Rozdział XI - "Sen i pułapka"

Dziewczyna ponownie otworzyła oczy,  tym razem znajdowała się w swoim pokoju,  miała świeżo zmieniony opatrunek i przemytą jeszcze raz ranę, aby nie dostała zakażenia. 
Widziała już o wiele wyraźniej, niż przedtem pomimo to nadal nie za dobrze się czuła,  dopiero teraz zauważyła jak coś, albo raczej ktoś poruszył się w cieniu kąta.  Czarnowłosy powolnym krokiem kroczył w jej kierunku, z grobową miną, która mówiła dosłownie wszystko.
- Dlaczego się nie posłuchałaś? - Zapytał chłodno mierząc ją wzrokiem. - Ciągle łamiesz moje zakazy, pozwoliłaś się złapać Itachiemu. - W tym momencie, w głowie dziewczyny zaczęły krążyć różne myśli.
- Zostawiłeś go z Madarą!  On go zabije...  Po za tym coś ukrywasz!  Słyszałam Twoją rozmowę z Orochimaru! - Sasuke zbladł słysząc te słowa.
- Nawet nie waż się z nim spotykać...  Zrozumiano? 
- Zrobię i tak jak zechcę.. W końcu odziedziczyłam charakter po TATUSIU. - Zaakcentowała ostatnie słowo odwracając się do niego plecami. Naprawdę była zdenerwowana... Nie lubiła kiedy Sasuke coś przed nią ukrywał...  Nienawidziła wręcz.  
W tym momencie poczuła gniewny wzrok ojca na swoim ciele, wzdrygnęła się, odruchowo kuląc ze strachu. 
Spojrzała niepewnie w jego tęczówki które wyrażały bezsilność w owej sytuacji. 
- Co przede mną ukrywasz?- Zapytała cichutko mrużąc przy tym oczy. 
- Zapomnij o tym, skarbie. - Usiadł na brzegu łóżka spoglądając na jej poranione ciało.- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. - Szepnął jej do ucha pomagając jej się z powrotem położyć na miękkie łóżko.- Odpoczywaj.- Dodał cicho i pogłaskał ją po głowie. Kiedy wyszedł dziewczyna po raz kolejny się wymknęła z domu. Tym razem jednak zamierzała w kierunku Otogakure, do Orochimaru, podróż się trochę przedłużyła ze względu na jej beznadziejny stan zdrowia. Tuż przy wejściu przywitał ją Kabuto, który uśmiechnął się z politowaniem w jej kierunku, jednak nie zatrzymywał jej.Dobrze wiedział po co przyszła, nie spodziewał się też tego że Orochimaru powie jej prawdę, kłamał na każdym kroku, aby tylko zdobyć to czego chciał. 
Uchiha niepewnie wędrowała korytarzami, kiedy nagle za nią znikąd pojawił się Orochimaru. 
- Czyżbyś szukała mnie? - Zapytał z miłym uśmiechem na twarzy, w którym mimo wszystko było coś niepokojącego. 
- Możliwe. Chciałam Ci po prostu zadać kilka pytań. 
- Rozumiem. A więc pytaj.- Spojrzał głębiej w jej oczy, a przerażający uśmiech z jego twarzy cały czas nie znikał. 
- Ym... Tata coś przede mną ukrywa, ale nie wiem co. Możesz mi to wyjaśnić? 
- Teoretycznie nie powinnaś o tym wiedzieć, ale w końcu jesteś już na tyle duża, że być może ta informacja odmieni Twoje życie. Twoją matką nie była Teruko Uchiha. - Zaczął. - Ja nią jestem. - Dodał bez namysłu szokując w ten sposób młodą dziewczynę. 
- Kłamiesz...-Szepnęła. 
- Ależ, skarbie, jakbym mógł? - Zaśmiał się dotykając jej bladego policzka. 
- Kłamiesz!- Odtrąciła jego rękę zaczynając cicho pochlipiwać. 
- Dla Mitsukiego też jestem matką i ojcem jednocześnie. -Dodał poważnie.- Sugerujesz, że takie rzeczy nie są możliwe dla wielkiego sannina? 
- Nie mam pojęcia czy mówisz prawdę!  Jak mam Ci wierzyć?  Dlaczego tata mnie cały czas okłamywał?
- Skąd mam wiedzieć?  To już nie moja sprawa, ale spokojnie...- W tym momencie straciła przytomność, obudziła się dopiero na stole operacyjnym, przykuta do niego. Rozejrzała się ostrożnie po pomieszczeniu, mnóstwo urządzeń służących do nie wiadomo czego. Orochimaru rozcinał jej bandaż na brzuchu, który się przykleił do rany, nie było to ani trochę  przyjemne uczucie, jednakże zacisnęła pięści i starała się wytrzymać owy ból. 
- Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś?! - Krzyknęła prawie płacząc z bólu. 
- Tak wyszło, Yoshiko.- Powiedział zrywając delikatnie bandaż wraz ze skrzepniętą krwią, co wywołało napad gwałtownego płaczu u młodej Uchihy. W tym momencie tęczówki dziewczyny zaczęły czernieć, mężczyzna od razu zauważył, że coś jest nie tak, ale z głupim uśmiechem postanowił zbadać owe doujutsu. Chwycił za skalpel... 
Nagle Yoshiko otworzyła oczy, spojrzała na Madarę, który z pytającym wyrazem twarzy wpatrywał się w nią swoim chłodnym wzrokiem. 
- Coś nie tak?- Zapytał spokojnie spoglądając co chwila na nią. 
- Ym.. Ja.. Miałam naprawdę dziwny i skomplikowany sen.- Wyszeptała cicho. - A właściwie koszmar.- Madara umilkł, wpatrując się w nią i zaczynając gładzić po głowie.- Dziadku? 
- Powiedz mi jak się czujesz? - Zapytał tym razem z troską, odsłaniając jej błękitne oczy. 
- Chyba już lepiej.- Nagle poczuła jak ręka zjeżdża na jej czoło. 
-  Nie masz gorączki.- Położył rękę na swoim kolanie, dalej jej się przyglądając.- Podam Ci zaraz leki.- Powiedział znikając za futryną drzwi, po chwili wracając ze strzykawką, co wywołało u niej dreszcze. 
- Skąd masz takie leki? 
- Hashirama kiedyś nauczył mnie robić, ze względu na moją córkę. - Odpowiedział i kazał jej się położyć. Miękki materiał kołdry został odsunięty z jej ciała, mężczyzna ostrożnie podciągnął koszulkę wnuczki i wbił między żebra, głęboko jak tylko się dało igłę, co wywołało u niej pomruk niezadowolenia. To uczucie jednak szybko minęło, kiedy zobaczyła że strzykawka jest pusta ale mimo wszystko napełnia się powoli krwią. Uchiha powoli wyjął igłę tamując od razu krwotok. 
- Poleż jeszcze trochę.- Odrzekł po czym wyszedł z pokoju, aby zająć się swoimi sprawami. Madara stwierdził, że Yoshiko odziedziczyła piękne oczy po prababce, które to tak bardzo ją przypominały. 
Młoda Uchiha niespokojnie się wierciła czując jak jej płuca wypełnia niepokojące ciepło, które praktycznie nie pozwalało jej oddychać. Szybko jednak opanowała sytuację. 

                                   ~*~

Kula Ogoniastej Bestii przemknęła nad pustym polem i uderzyła gdzieś w dal. Madara stał i wpatrywał się w ową technikę i uśmiechnął się pod nosem zadowolony. 
Zaraz po tym koło niego stanęła dziewczyna, która jeszcze sekundę temu przybrała postać ogromnego kota o dwóch ogonach. 
- I jak? - Zapytała uważnie mu się przyglądając. 
- Znakomicie. - Odparł ze zdumieniem. - Nie spodziewałem się po Tobie aż takiej mocy. - Dodał nie patrząc na nią, chociaż głupi uśmieszek nie znikał mu z twarzy, co zaniepokoiło czarnowłosą. Spojrzała w bok, delikatnie mrużąc przy tym oczy, starszy Uchiha uważnie przyglądał się zniszczeniom.- Zastanawia mnie jedno. Jakbyś kontrolowała Dziesięcioogoniastego.- Dziewczyna drgnęła i cofnęła się w zamierze ucieczki. Została jednak sprawnie zablokowana i ogłuszona, a oczy otworzyła gdzieś w jakiejś jaskini skutecznie unieruchomiona, Madara wyszedł z cienia nie odrywając od niej wzroku 




wtorek, 4 lipca 2017

Rozdział X- ,,A czas goni..."

Sasuke rozejrzał się po otoczeniu, pies kilka razy zgubił trop, przez wcześniejszy deszcz, ale szybko, jakimś cudem go odzyskiwał. Ojciec coraz bardzo się niecierpliwił, musiał się jak najszybciej dostać do córki, teraz, natychmiast! Taiyou, westchnął ciężko, jego siostra zawsze była uparta do tego stopnia, że była w stanie się pokroić na salami dla misji.
- Nic jej nie będzie, ojcze.- Zapewnił Uchiha spoglądając na niego.- Wiem, że to głupio zabrzmi w tej chwili, ale ona sobie poradzi.- Wyszeptał zerkając na Sasuke, którego twarz nie wyrażała w tej chwili żadnych emocji. Nawet nie wiedzieli jak może się to dla niej tragicznie skończyć...

~*~

Czarnowłosa podniosła się z fuutona rozglądając się dookoła... nikogo nie zauważyła, więc postanowiła już wrócić do domu, w sumie to nie wiedziała jeszcze jak znajdzie trop Itachi'ego czy Sasuke, ale nie mogła znieść faktu, że mieszka w domu zabójcy... który zamordował jej pra babkę, powoli po cichu zaczęła iść w kierunku wyjścia kiedy nagle...
- Yoshiko? Co ty robisz?- Odezwał się niezadowolony Madara, przebił na wylot jej duszę chłodnym wzrokiem Sharingana. Zanim jednak zdążył do niej doskoczyć, ta momentalnie ruszyła jak z procy w głąb lasu.- Ty mała zdziro!- Usłyszała za sobą, po dłuższej chwili coś przykuło jej uwagę, odwróciła głowę w tamtym kierunku i nagle uderzyła z impetem w drzewo, aż jej się na chwilę ciemno przed oczami zrobiło. Po chwili poczuła przeszywający ból w okolicach brzucha, spojrzała do dołu widząc jak katana ją przebija na wylot, a potem ostrze utknęło głęboko w drewnie.
- Dziadku... dlaczego?- Jęknęła, wykrztuszając kolejne słowa wraz ze strugami krwi. Było jej mnóstwo... wokół nich zrobiła się wielka szkarłatna kałuża. Uchiha przyłożył dłoń do jej brzucha, chcąc uwolnić Kyuubiego z pieczęci, ale przeszkodził mu w tym.. Itachi. Znalazł ją! Spojrzała w jego kierunku, ale obraz przed jej oczami był dosłownie rozmazany, kiedy już poczuła, że może bezpiecznie wyciągnąć ostrze z brzucha zrobiła to.
- Yosh-chan, uciekaj!- Te słowa dotarły do niej jakby właśnie tonęła w oceanie... płynęły do niej powoli i były niezrozumiałe... Po kilku powtórzeniach, wreszcie je usłyszała i spowolnionym nieco biegiem zaczęła uciekać. Nie chciała zostawiać wujka... nie z tym psychopatą... ale nie chciała też zostawiać ojca samego, nadal była jego małym oczkiem w głowie, bardzo się kochali.
Opadała już z sił praktycznie tracąc film, ale nagle ktoś ją złapał...  Poczuła silny uścisk na ramieniu,  stanowczo za silny, ale po chwili złagodniał. 
- Yoshiko? - Zapytał cicho znajomy głos, ale był oddalony...  O wiele oddalony,  a przynajmniej jej się tak wydawało...  Poczuła dotyk na swoim policzku, podniosła wzrok na czarne tęczówki, które wypełniły się łzami na widok jej buzi. - Nigdy więcej tak nie rób! - Zawołał Sasuke przytulając ją do siebie. 
- Wujek... - Szepnęła cicho upadając na ziemię, ale zanim to się stało, Uchiha złapał ją w pasie. 
- Już Ci nie zagrozi, kochanie. Jesteś bezpieczna. - Zmrużył delikatnie oczy przyglądając się jej uważnie, dopiero teraz zauważając, iż krwawi. - Yosh?  Krwawisz...  
- Tato.. Wujek... Stryj i Madara.- Wyszeptała i nagle z powodu utraty dużej ilości krwi, po prostu zemdlała, spod jej powiek poleciały ciemne stróżki, które pozostawały karmazynowe plamy na w miarę suchej ziemi, która jeszcze nie przesiąkła jej krwią. Sasuke zadziałał instynktownie... Ale też niezbyt mądrze. 

                                  ~*~

Orochimaru, bardzo szybko uporał się z niebezpiecznym krwotokiem, sprawdził jedynie tętno i westchnął ciężko, czując na sobie podejrzliwy wzrok Sasuke, który wręcz przebijał jego duszę na wylot. 
- Jej stan jest stabilny. Będzie żyć. - Stwierdził odwracając się do niego z obojętnym wzrokiem, który jednak krył coś niepokojącego. Orochimaru odkaszlnął dość poważnie i nagle on przebił swoim chłodnym spojrzeniem  złotych oczu,  Sasuke który nieco odwrócił głowę, aby nie łapać zbytniego kontaktu wzrokowego,mruknął coś cicho pod nosem.- Powiedziałeś jej? - Zapytał, ale Uchiha zacisnął jedynie zęby żeby powstrzymać się od przywalenia mu w twarz. 
- Nie. 
- Dlaczego?  Jak długo jeszcze zamierzasz to przed nią ukrywać?!- W tym momencie Uchiha stracił cierpliwość,  zrzucił to co było na stole powodując huk i uderzył pięścią w ciemny blat. 
- Nie może się dowiedzieć prawdy.- Odparł chłodno. - Nie zbliżaj się do niej, inaczej powyrywam Ci nogi z tyłka. - Orochimaru odpowiedział jedynie wrednym uśmiechem. 
- Yoshiko sama kiedyś prędzej czy później dowie się prawdy. - Wymienili się groźnymi spojrzeniami, w tym czasie nastolatka delikatnie uchyliła powieki,  widziała rozmazany obraz, a głosy były jakby oddalone, czuła się dokładnie tak  jak wtedy podczas zranienia, jednak nikt nie zauważył tego, przez co słyszała kawałek rozmowy...  Dziewczyna niezmiernie się zdziwiła ich dialogiem, nie bardzo wiedziała o co chodzi Orochimaru, który ostro odbijał piłeczkę w kierunku Sasuke. 
- Wracam z nią do Konoha. - Oznajmił spoglądając na niego nieufnie. 
- Bez mojej pomocy, Yoshi umrze. - Odpowiedział patrząc na niego z góry.  Czarnowłosy westchnął ciężko i wstał podchodząc do łóżka i dotykając dłonią czoła dziewczyny. 
- Obudziła się. - Stwierdził z lekkim podłamanym głosem, zestresowany, że jego córka mogła coś usłyszeć. Orochimaru uśmiechnął się jedynie i odwrócił głowę w inną stronę zadowolony ze swoich poczynań, sprytnie ułożył sobie w głowie swój niecny plan jak odwrócić córkę Sasuke przeciwko niemu. 
- Bardzo dobrze. Wiadomo przynajmniej, że będzie żyć. - Zakpił i nagle usłyszał dźwięk zatrzaskiwanych drzwi, zerknął kątem oka w kierunku pustego łóżka. - Spokojnie Sasuke, ona sama do mnie przyjdzie. - Wyszeptał pod nosem wychodząc z pomieszczenia 

środa, 8 lutego 2017

Rozdział IX- ,,Madara"

Itachi stał nad nią z miską ryżu, którą potem położył na komodzie by pomóc jej usiąść na łóżku. Zaraz po tym podał jej śniadanie i usiadł obok bawiąc się pudełkiem z lekami.
Yoshiko niechętnie zjadła posiłek i spojrzała w dół, chyba już miała dość leżenia w łóżku, a jej wuj zaczął jej się uważnie przyglądać. Podał jej leki i powiedział, że musi pójść coś załatwić, dlatego dziewczyna została sama. Rozmyślała tak,  kiedy nagle w ciemnym kącie zobaczyła sylwetkę mężczyzny, zesztywniała na jego widok...wychodząc z cienia Madara nie spuszczał z niej wzroku, doskonale wiedziała kim był. Postanowił skorzystać z okazji gdy Itachiego nie było w pobliżu i ją uprowadzić, Uchiha powoli stawiał kroki, w ten sposób jeszcze potęgując napiętą atmosferę jak i strach Yoshiko. Chciała krzyknąć, jednak Madara był tak szybki, że zanim zdążyła wypowiedzieć choćby słówko, znalazł się obok jej łóżka ręką zasłaniając dziewczynie usta. Zaraz po tym objął ją drugą ręką w pasie i wyskoczył przez okno, uciekając z Wioski.  Dopiero w lesie nieco zwolnił kroku, a czując jak młoda Uchiha kaszle krwią zabrał rękę z jej ust, ale mimo wszystko nie puszczał jej. Nie miała za bardzo siły by się wyrwać, zwłaszcza komuś takiemu jak Madara, w końcu dotarli do jakiejś niewielkiej chaty,  wylądowała na ziemi cicho kaszląc, cofnęła się widząc przed sobą nogi Uchihy.
- Nie bój się, nic Ci nie zrobię.- Wyszeptał kucając przed nią i gładząc po policzku rozsmarowując krew, którą co chwilę wykaszlała.- Yoshiko.- Mruknął widząc jak zaczyna drżeć ze strachu.
- Zabiłeś... własne dziecko...- Zaczęła kiedy nagle poczuła, na sobie jego rękę i zmarła.
-Nie wiesz jak było naprawdę... -Wyszeptał gładząc jej usmarowany krwią policzek.- Yoshiko, kochanie, nie bój się. Obiecuję że nie zrobię Ci nic złego... -  Mimowolnie objął ją ramieniem i ucałował jej czoło, na co ta posłała mu zdziwione spojrzenie, ale Madara milczał przez chwilę głaszcząc jej głowę i patrząc w podłogę.
-Kim dla mnie jesteś?... -Zapytała niepewnie.
-Pra pra dziadkiem, słonko. -Uśmiechnął się z lekka co wyglądało dość przerażająco. Czarnowłosa przez chwilę siedziała w bezruchu, sparaliżowana strachem. Palcem starł krew, która popłynęła ciurkiem z jej kącika ust. - Od jak dawna chorujesz? -Zapytał przyglądając się uważnie jej sinym rękom, co było skutkiem brania dużej ilości leków.
- Od kilku lat...
-Bardzo boli? -Kolejne pytanie, ale tym razem nieco ściszonym głosem. Kiedy pokiwała głową westchnął ciężko, bez słowa podniósł ją i położył na fuutonie. Gdy ją dotykał czuł potężną chakrę Ogoniastej Bestii...powoli odsłonił jej brzuch na co ta gwałtownie się podniosła. -Spokojnie. Chcę tylko obejrzeć.-Kiedy poczuł jak dziewczyna się kładzie, delikatne dotknął jej pieczęci wypuszczając w to miejsce nieco chakry by znaki pieczęci się pojawiły. Widząc ją Madara nieco się zdziwił i widać było to na jego twarzy. - To dość skomplikowana pieczęć. -Mruknął pod nosem dokładnie jej się przyglądając.- Kochanie... Mogę coś sprawdzić...?  -Zapytał niepewnie spoglądając na nią, kiedy dziewczyna pokiwała głową, zdjął czarną rękawiczkę i ugryzł się w palec, którym rozsmarował krew na dłoni. Następnie dotknął ręką podłogi na której pojawiła się charakterystyczna pajęczynka - Kuchiyose no jutsu.- Po chwili Yoshi złapała się za brzuch gwałtownie się kuląc. Znalazła się w swojej podświadomości, część Yin Kyuubiego przebudziła się, ale nie był zbyt zadowolony czując chakrę Uchihy Madary.
-*Skąd dziadek wiedział o Kyuubim...? * -Wyszeptała w myślach kuląc się z bólu. Madara dotknął jej policzka, a potem jej brzucha wypuszczając tam jeszcze trochę chakry by wzmocnić pieczęć.
-Ta pieczęć może i jest dobra dla jednego Bijuu jak Nibi. Ale nie dla dwóch. -Mruknął cicho, ale widziała w jego oczach jakieś przerażające iskierki, dlatego nieco się zaniepokoiła. - Czy kontrolujesz jednego z nich?
- Tylko Nibiego... -Powiedziała cicho. -Dziadku... Skąd wiedziałeś o Kyuubim...? -Zapytała niepewnie, a ten posłał jej nieco chłodne spojrzenie.
-Chakra Kyuubiego jest dość charakterystyczna, kochanie. Zostaniesz ze mną, ale teraz odpoczywaj.
-Cały czas leżę.. -Te słowa nieco zdziwiły Madarę, ale mimo to zaśmiał się cicho.
 - Jesteś jeszcze osłabiona. Powinnaś leżeć i zbierać siły,  tym bardziej, że chorujesz dość poważnie. - Widząc jej nieco zmieszane spojrzenie dodał. - Twoja pra babcia też chorowała. -Powiedział ściszonym głosem.- Chciała, abym ją zabił, ponieważ nie mogła znieść już dłużej bólu fizycznego jak i psychicznego. Oskarżano mnie o znęcanie się nad własnym dzieckiem, chociaż to nie była prawda, leki rozrzedzały jej krew i wystarczyło lekkie ściśnięcie by powstał siniak.
- Jak u mnie.- Mruknęła wsłuchując się w jego opowiadanie.
- Kiedy nadszedł ten dzień który przeszedł do historii, Yoshiko próbowała mnie powstrzymać, ale nim to zrobiła choroba ją wykończyła, ponieważ jej organizm był tak wyniszczony, że w końcu zmarła, ale widocznie nie byliśmy jedynymi Uchiha na polu bitwy. Bo albo Hashirama wymyślił, że ja ją zabiłem... w co wątpię bo Pierwszy praktycznie nigdy nie kłamał. A druga opcja bardziej prawdopodobna to genjutsu rzucone na świadków tego zdarzenia... czyli Hashiramę i jego syna.
- Czy...ona została pochowana w Dolinie Końca?- Zapytała niepewnie, a Uchiha położył się obok niej z cichym westchnięciem.
- Tak.- Odpowiedział.
- Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz...?-  Mruknęła spoglądając w bok kiedy nagle poczuła jak chwyta ją za podbródek i zmusza by spojrzała mu w oczy.
- Czy widać, żebym kłamał?- Zapytał z poważnym wyrazem twarzy.- Możesz mi pogrzebać we wspomnieniach.- Dodał po chwili puszczając ją. Dziewczyna uznała, że nie ma sensu grzebać mu w głowie, ale musiała sobie wszystko dokładnie poukładać. Genjutsu? Rzucone tylko na Senju? Chyba, że Madara i Yoshiko wydostali się spod iluzji, co było bardzo możliwe, Uchihom było w końcu nieco łatwiej wybrnąć spod genjutsu. Po chwili poczuła jak jej powieki stają się ciężkie i mimowolnie zasnęła coraz bardziej zmęczona tą chorobą.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Rozdział VIII- ,,Prawda o Yoshi cz.2"

*90 lat wcześniej,Konoha*
Izuna i młoda sześcioletnia Yoshiko siedzieli spokojnie pod jednym z drzew sakury. Wuj ostrożnie rozejrzał się i teraz patrzył prosto na młodą Uchihę, która posłała mu nieco niepewne spojrzenie.
Pogładził delikatnie jej policzek i uśmiechnął się. Była jeszcze młoda i głupiutka nie rozumiała niektórych rzeczy, i pewnie nawet jej do głowy nie przyszło by kiedyś  poprosić swojego ojca, aby ją zabił. Izuna ucałował czule jej czubek głowy, sam chciał mieć dzieci, jednak nie miał partnerki, dlatego bardzo często opiekował się Yoshiko, pod nieobecność Madary, który wojował z klanem Senju.
Jedyną Uchihą, która przyjaźniła się z kimś z wrogiego klanu była właśnie Yoshiko, jednakże... ani Madarze ani Izunie to się nie podobało.
Próbowali jej przymówić do rozsądku, tłumaczyli, że ich klan przelał wiele krwi przez wojnę z Senju. Mimo to młoda Uchiha wiedziała swoje i postanowiła się tego trzymać.
- Powinnaś dać sobie już  tym spokój. - Odrzekł poważnym głosem Izuna. Yoshiko spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
- Nie rozumiem, stryjku. - Odpowiedziała cichutko, nie wiedząc za bardzo o co mu może chodzić.
- O klan Senju dokładniej o syna Hashiramy. - Zerknął na nią. - Twój ojciec może zginąć przez nich. - Odparł po chwili. Yoshiko zamilkła, ale po chwili wyczuła dość potężną i znajomą chakę i podniosła się podekscytowana.
- Tata! - Krzyknęła podbiegając do poturbowanego Madary, pomimo iż wszystko go bolało i był przeraźliwe zmęczony, ucieszył się na widok córki. Pogładził ją po włosach, klękając przed nią by był na wysokości jej twarzy. Zaraz po tym ucałował ją w policzek, a ta wtuliła się w ojca szczęśliwa, że go widzi.
Izuna podszedł do brata i zmierzył go wzrokiem.
- Dobrze się czujesz, bracie? - Zapytał z troską, jednak Madara pokiwał przecząco głową.
- Bywało gorzej. - Powiedział przy tym biorąc rozweseloną córkę na ręce. -Lepiej mi powiedz czy podpadła. - Zaśmiał się cicho, zerkając w ciemne tęczówki oczu Yoshiko.
- Nie. - Izuna powoli usiadł pod drzewem sakury, a Madara zadowolony, że pod jego nieobecność wszystko działo się po jego myśli dołączył do niego. Jego córka cały czas siedziała mu na kolanach i zrywała kwiatki, z których potem zrobiła kolorowy wianek . - Musiałem jej jednak przemówić do rozsądku. - Powiedział, a Madara zmrużył oczy.
- Co zrobiła? - Zapytał marszcząc brwi.
- Tak jak już mówiłem nic nie zrobiła. Pouczyłem ją, że nie może chodzić do Senju i tyle.
Madara powoli skinął głową patrząc gdzieś w dal. W końcu stwierdził, że pora wrócić do domu, kiedy wszedł do środka zastał...porządek...o dziwo.
Spojrzał w kierunku Yoshiko zadowolony z  tego, że pomaga w domowych obowiązkach i pocałował ją w głowę.W tej chwili dostała silnego napadu kaszlu z krwiopluciem i dusznościami, Izuna podbiegł do niej nie wiedząc co się dzieje, jego brat przytrzymał młodą gdy ta upadała i  delikatnie położył ją na ziemi podtrzymując głowę.
- Sprowadź medyka. - Polecił mu Madara.

*Kilka lat później*

- Zabij mnie. - Wyszeptała cicho. - Zrób to tak jakbyś mnie nienawidził.
Madara patrzył na córkę w szoku. Czy ona właśnie poprosiła go by ten ją zabił?
- Leki rozrzedzają mi krew. - Spuściła głowę. - Wszyscy myślą, że się nade mną znęcasz... nawet Hashirama. - Dodała po chwili cicho.
- Nie obchodzi mnie zdanie innych! Yoshiko, ja tego nie zrobię! Nie mogę Cię zabić...Yumi... - Urwał, gdy ta postanowiła się wciąć mu w zdanie.
- Skróć mi cierpienia. Ulżyj mi, proszę... - Spuściła wzrok. - Ja... ja już nie chcę tak dalej żyć.. Mama...też by nie chciała bym cierpiała, prawda? - Spojrzała teraz ojcu w oczy, w których dostrzegła łzy. Pierwszy raz widziała jak płakał, dlatego początkowo Madara mógł dostrzec jej zdziwione spojrzenie. 
- Nie chciałaby... - Odszepnął jej  opierając czoło o jej. - Ale z pewnością nie chciałaby patrzeć na śmierć swojego jedynego dziecka. - Pogładził jej policzek.
Yoshiko milczała, zamknęła oczy.
- Jeżeli tego nie zrobisz podczas walki...
- Przestań! - Warknął Madara, łapiąc ją boleśnie za nadgarstki na co ona nie zwróciła za bardzo uwagi.
- ...zabiję się sama. - Dokończyła poprzednie zdanie, które jej przerwał. Spojrzała mu prosto w oczy, które tym razem były zalane łzami. Yoshiko pokiwała przecząco głową i westchnęła.
- Proszę... - Mężczyzna się w nią wtulił z cichym szlochem. Skierowała na niego zaskoczony wzrok.-...przestań... - Pokiwała przecząco głową i odsunęła się od niego wychodząc z domu. Mogła jeszcze usłyszeć swoje imię...właściwie wykrzyczane w taki sposób jakby ktoś rozczłonkowywał Madarze ciało. Westchnęła jedynie i poszła przed siebie. Gdzieś w oddali zobaczyła Hashiramę wraz z jego synem- Yosuke.
- *Wybacz... to już ostatni raz.*- Pomyślała i odeszła tylko sobie znanym kierunku.
Kilka dni później tak jak chciała, zmarła, ale z powodu choroby i dużych zniszczeń w organizmie. Na jej twarzy tuż przed śmiercią malował się uśmiech, ból ustąpił i pomimo iż zbliżał się jej koniec uśmiechała się... pierwszy raz tak od serca...nie sztucznie.

wtorek, 26 lipca 2016

Rozdział VII- ,,Prawda o Yoshiko"

~80 lat temu, Konoha~

Nastał kolejny piękny dzień, były to początki Wioski Liścia i wciąż się rozbudowywała. Uchiha powoli wstała z futonu i przetarła oczy, skrzywiła się po chwili z bólu, miała posiniałe ciało od ostatniego treningu z ojcem i wolała mu dziś nie wchodzić w drogę, ponieważ pod koniec nieco się pokłócili. W drodze do kuchni cały czas się krzywiła i w duchu się modliła by nie spotkać Madary. Jej nadzieje zniknęły, kiedy zobaczyła Uchihę spokojnie jedzącego śniadanie przy stole. Stanęła jak wryta, jakby ktoś wylał na nią litr betonu.
- Stoisz czy jesz? - Mruknął do niej wskazując na miskę z posiłkiem. Yoshiko westchnęła ciężko po czym usiadła przy stole, w milczeniu jadła śniadanie wpatrując się w podłogę. - Zawiodłem się. - Spojrzał na nią z wyrzutem. - Oczekiwałem, że będziesz po mojej stronie, a nie po Senju. - Yoshiko wstała położyła ręce na stole, a w kuchni rozległ się huk.
- Chcę pokoju! Nie wojny! Kiedy wreszcie pojmiesz, że Hashirama chce dla Konohy dobrze?! - Warknęła zła.
- Chcę chronić klan. - Odpowiedział spokojnym głosem.
- Chcesz władzy. -Poprawiła go, po czym wyszła z kuchni, położyła się na swoim posłaniu zamykając oczy. Ból nie ustępował, w końcu kaszlnęła krwią. Nie liczyła na pomoc Madary, szczerze to nienawidziła go za to co robił, ale z drugiej strony bardzo go kochała. Postanowiła odwiedzić swojego przyjaciela- Yosuke. Tak więc wymknęła się z domu i pobiegła do domostwa klanu Senju. Powoli zamknęła oczy, a kiedy w drzwiach stanęła Mito Uzumaki jakoś zrobiło jej się cieplej na sercu.
- Wejdź Yoshiko. - Uśmiechnęła się do niej, jednak widząc jej siniaki zrobiło jej się żal Uchihy. Ta jedynie zamknęła oczy, wchodząc do środka. Napotkała wzrok ciemnych tęczówek Hashiramy i zielonych jego syna Yosuke. Chłopak wstał i powoli wyszedł z nią na zewnątrz dotykając jej lekko fioletowego policzka. - Hashirama... - Wyszeptała Mito ze spuszczoną głową.
- Wiem. - Odpowiedział jej wychodząc na dwór za swoim potomkiem. - Yosuke, zostaw nas na chwile samych. - Polecił, a kiedy jego syn zniknął gdzieś w korytarzach domu, usiadł przy Yoshi patrząc w niebo. - Jeżeli masz jakiś problem, możesz tu zawsze przyjść i mi powiedzieć. - Odrzekł teraz patrząc na nią.
- Nie mam żadnych problemów. - Spuściła wzrok nie patrząc na niego. - Mimo to dziękuję za troskę Hokage-sama.
- Yoshiko. - Zaczął Hashirama. - Wiem o wszystkim. O tym, że Madara się nad Tobą znęca i ma wobec Ciebie pewne oczekiwania. Przykro mi z tego powodu, może uda mi się z nim porozmawiać...
- Proszę nic nie mówić mojemu ojcu. - Spuściła wzrok. - Już i tak mam wystarczające kłopoty. - Westchnęła ciężko.- Po za tym... ojciec się nade mną nie znęca.- Chwila milczenia i wątpliwości w oczach Hashiramy, które pozostały z Senju do końca życia młodej Uchiha.
- Rozumiem, jednak...
- Hokage-sama...ja sobie poradzę. - Uśmiechnęła się lekko. - Jeszcze raz dziękuję za troskę. - Hashirama uśmiechnął się lekko.
- Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży... i za kilka lat może doczekam się wnuków! - Roześmiał się cicho.
- Kto wie... - Uśmiechnęła się.

~*~

Ojciec stał naprzeciwko córki z ponurą miną, która nie wyrażała żadnych uczuć.
- Nie pozwolę Ci zniszczyć Wioski. - Powiedziała chłodnym głosem. Madara powoli zamknął oczy.
- Jestem od Ciebie silniejszy, Yoshiko. Zrezygnuj z tego. - Odpowiedział jej. - Po za tym pójdziesz ze mną. Masz zapieczętowanego Nibiego, więc... - Urwał kiedy zobaczył Pierwszego Hokage.
- Więc? - Zmierzył go wzrokiem. Zawiał chłodny wiatr, który rozwiał im włosy niosąc za sobą liście. Hashirama uważnie się przysłuchiwał... i przypatrywał całej tej sytuacji... Ale to nie była prawda...to była iluzja... tylko genjutsu rzucone na Pierwszego i jego syna... rzeczywistość była...nieco inna, niż to co widzieli Senju. 
Madara powoli podszedł do niej.
- Nienawidzę Cię, to wszystko Twoja wina, że Yumi nie żyje... Nie powinnaś się narodzić. - Wyszeptał cicho do jej ucha.
- Madara! - Wrzasnął Hashirama po czym go zaatakował, rozpoczęła się walka, w której uczestniczyła także Yoshiko. Była po stronie Hashiramy. W końcu osłoniła  Senju przed atakiem Madary, osuwając się na ziemię. Uchiha z niewzruszonym wyrazem twarzy wyciągnął z jej brzucha katanę. Zszokowany Pierwszy chciał ją wyleczyć jednak jego przeciwnik mu nie pozwolił. Przybiegł Yosuke, chwytając ją za zimną rękę.
- Yoshi... -Wyszeptał cicho.
- Wybacz Yosuke, to... nasze ostatnie spotkanie. - Wyszeptała dławiąc się krwią, czuła jak zaczyna ją gładzić po głowie, a po jej twarzy kapnęło parę łez jej partnera. - Płaczesz? - Zapytała z uśmiechem. - Będę przy Tobie... nie martw się, kiedyś się jeszcze spotkamy... - Powoli zasnęła. a Hashirama korzystając z okazji kiedy nieco unieszkodliwił Madarę podbiegł do Yoshiko i korzystając z medycznego ninjutsu zaczął ją leczyć, jednak nie dał rady jej ocalić. Spojrzał z szokiem w kierunku Uchihy... nie mógł uwierzyć, że to zrobił. Jeden z założycieli powoli wstał.
- Wielka szkoda. Przydałaby mi się. - Westchnął ciężko Madara.
Zaraz potem zaczęła się walka na poważnie, z której zwycięsko wyszedł Hashirama, ciało Yoshiko wrzucono do wody ,która wciąż się podnosiła. Hashirama odszedł z bólem w sercu z tego miejsca wraz z synem , który w tej chwili myślał o śmierci. Zaś Madara, który symulował śmierć podniósł się i kiedy się upewnił, że nikogo już nie ma, podszedł do córki , której ciało powoli się zanurzało. Pogłaskał ją po policzku, a jego oczy przepełniły łzy.
- Wybacz mi Yoshiko...naprawdę nie chciałem. - Ucałował ją w czoło i zaraz wyprostował się. - Niedługo będziesz ze swoją mamą, dobranoc. - Wyszeptał po czym odszedł. Tak naprawdę Yoshiko zaplanowała z Madarą całe to zdarzenie. Stwierdziła, że chce umrzeć, a ten znajdzie kogoś innego kto będzie nosił w sobie Nibiego... Ale Madara się nie zgodził, tak naprawdę choroba zniszczyła córkę Madary. Taka była prawda o pierwszej Yoshiko, której historia przeszła do legendy klanu Uchiha.

sobota, 23 lipca 2016

Rozdział VI- ,,Yoshi"

Znów ten sam sen. Posiniałe i zmasakrowane ciało dziewczyny no i Madara stojący nad nią, gdzieś z boku kucał wykończony Pierwszy Hokage zszokowany zachowaniem założyciela. Nie mógł pojąć jak Madara mógł zabić własne dziecko. Postać Madary jednak zmieniła się na postać Sasuke, a Hashiramy...na Naruto.
Natychmiast otworzyła oczy podrywając się, ciężko oddychała i kaszel z krwiopluciem się nasilił. Itachi słysząc to od razu się obudził i podszedł do jej łóżka, masując po plecach. Uważnie ją obserwował, a zaraz po tym przyłożył jej dłoń do czoła. Gorączka cały czas rosła, nawet gdy w dzień ją trochę rozbił ta nadal rosła. Zmrużył oczy siadając obok niej, odgarnął delikatnie jej kosmyk włosów. Czuł się winny, za bardzo ją przemęczał,dlatego źle się czuła.
- Odpocznij jeszcze. - Zaproponował patrząc na nią spokojnym wzrokiem.
- Nie. - Wysapała cicho. - Nie zasnę...
- Dlaczego? - Zapytał zdziwiony Uchiha.
- Co noc mi się śni..ta dziewczyna...którą zabił Madara. - Wyszeptała łapiąc się za głowę i próbując jakoś o tym zapomnieć. Itachi  otworzył szerzej oczy.
- Śni Ci się córka Madary? - Dziewczyna spojrzała na niego pytającym wzrokiem. Itachi powoli zamknął oczy.
- Ok 80 lat temu Madara prowadził wojnę z klanem Senju. Jednak...mało kto wie, że miał córkę. Podobno urodziła się z potężnymi złożami chakry, Uchiha wierzył, że będzie szła jego śladami, jednak, tak się nie działo. Ona...często spotykała się z jednym z synów Hashiramy- Yosuke. Twój przyjaciel, który dzieli z Tobą chakre Nibiego ma po nim imię.- Zerknął na nią, po czym odwrócił głowę w bok.- Madara tego nie tolerował, dlatego był wobec niej surowy i nie okazywał jej uczuć. Często się nad nią znęcał, dlatego ona sama żywiła do niego urazę i nienawiść. Chciała pokoju w przeciwieństwie Madary. W końcu kazał zapieczętować w niej Bijuu- Nibiego. Stała się jednym z pierwszych Jinchūriki. Madara chciał wykorzystać córkę w swoim planie, był gotów ją zabić dla swoich ambicji. I pewnego dnia spotkali się w miejscu gdzie rozegrała się słynna bitwa założycieli. Ona chroniąc Hashiramę przed atakiem zginęła, podobno jej ciało wrzucono do wody i teraz spoczywa na dnie miejsca które zwie się dziś Doliną Końca. Twierdziła, że woli poświęcić swoje życie dla Wioski niż ją zniszczyć, ona...nie kontrolowała Nibiego. Ale wypełniła Wolę Ognia. - Spojrzał teraz w górę. - Nazywała się Yoshiko Uchiha. -Wyszeptał trochę ciszej, a widząc jak młoda ściska kołdrę dodał. - Ale większość może być tylko plotkami. Nie jest powiedziane, że nie istniała i że rzeczywiście zginęła od ręki ojca jednakże...przynajmniej jedna rzecz może być nieprawdą. Tego nikt nie wie. - Uśmiechnął się do niej. Zobaczył jak spuszcza powoli wzrok, domyślił się o co chodzi.- Twój ojciec Cię kocha i nigdy by Cię nie skrzywdził, nie żywi do Ciebie urazy i do niczego Cię nie zmusza, szanuje Twoje decyzje i stara się byś wyrosła na silną kunoichi.- Yoshi podniosła na niego wzrok, coraz bardziej tęskniła za ojcem, jednak uśmiech Itachiego sprawiał, że robiło jej się jakoś cieplej na sercu.
-Dziękuję,stryjku. - Powoli się do niego przysunęła i przytuliła się. Itachi zdziwiony tym gestem przez chwilę nie odwzajemniał uścisku, jednak potem wtulił ją w siebie.Uchiha powoli zasnęła trzymając głowę na jego kolanach. Itachi również tęsknił za swoim bratem, co jak co ,ale był do niego bardzo przywiązany, w końcu...byli rodzeństwem.
Gładził jej czarne włosy co jakiś czas odgarniając kosmyk i zakładając go za ucho. Wcześniej, tam na moście widział jej ogromne ilości chakry...bez korzystania mocy Bijuu. Zmrużył oczy zastanawiając się nad tym. Czyżby Yoshiko była reinkarnacją córki Madary? I czy założyciel Liścia nadal żyje? Tego nie był do końca pewien, jednak jego bratanica była w niebezpieczeństwie i chciał ją chronić za wszelką cenę- dla Sasuke. Przez chwilę pomyślał też o Shisuim- jego dawnym przyjacielu, którego traktował jak starszego brata. Miał też młodsza siostrę imieniem Teruko Uchiha. To właśnie ona była matką Yoshiko, tak słyszał, jednak już od dawna nie żyje. Przez tego przeklętego Sannina Orochimaru. Itachi zagryzł wargę, nie mógł dłużej o tym myśleć, dlatego teraz skierował wzrok na Uchihę, która aktualnie spała, była już o wiele spokojniejsza, nawet jej chakra już się nieco uspokoiła i nie buzowała tak jak podczas ich podróży, jej mięśnie były rozluźnione, widocznie powoli przyzwyczajała się do jego obecności i stwierdziła, że nie ma już dla niej żadnego zagrożenia.
Bynajmniej nie z Itachim.
Starszy Uchiha wyczuł, że coś jest nie tak, w pokoju ktoś jeszcze był, zerknął w kierunku cienia dostrzegając w nim postać.
- Kim jesteś? - Zapytał spokojnym głosem uważnie patrząc na ową sylwetkę mężczyzny. Z cienia wyszedł...Madara.  Teorię Itachiego się sprawdzały, ale pomimo widoku założyciela Konohy nie ruszył się nawet o milimetr. Madara szedł powolnym krokiem w jego kierunku, wbijając wzrok w córkę Sasuke. Itachi drgnął. - Nie pozwolę Ci.
- Nie mam zamiaru, przynajmniej nie teraz. - Odparł zimnym głosem przerywając mu. - Pilnujesz jej. Jednak nie zdołasz jej uratować przede mną , jedyny który może się ze mną równać jest Twój brat, czyż nie Itachi?
- Tak masz rację, nie jestem taki jak Sasuke. -Odwrócił się w jego kierunku - Jednak będę chronił Yoshiko za wszelką cenę, Madara. Nie pozwolę Ci jej skrzywdzić.
Uchiha powoli zmrużył oczy.
-Yoshiko..to imię...przypomina mi kogoś. - Wyszeptał. - Kogoś kogo zabiłem.
- Dla Ciebie to był tylko ,,ktoś" ? - Zapytał zszokowany Itachi.
- Była nikim, słabeusz który nie zasługuje by być moim dzieckiem. - Zmrużył oczy. - To jej wina, że jej matka nie żyje, że  Yumi...- Urwał po chwili spuszczając wzrok.
- To nie była wina dziecka. - Itachi w końcu zirytował się. Zacisnął lekko dłonie na ramionach swojej bratanicy. - Zabiłeś ją bezpodstawnie, oskarżając ją za coś czego nie zrobiła!
- Mylisz się. - Itachi był zszokowany jego słowami. Madara spojrzał przez okno po czym je otworzył  stanął na parapecie. - Do zobaczenia, Itachi.- Wyszeptał i zaraz wyskoczył z budynku.
Uchiha w dalszym ciągu był zdenerwowany obecnością Madary. Nie podobało mu się to jak patrzył na Yoshiko, nadal chciał wprowadzić swój plan w życie, jednak...tak jak powiedział tylko Sasuke może się z nim równać. Młodsza Uchiha zaraz kaszlnęła krwią. Powoli z płaszcza wyciągnął pudełko a z niego listek leków. Przechylił jej głowę tak by wszystko połknęła, nie był pewny czy może brać taką dawkę, dlatego tabletki skruszył na pół a drugą połowę wziął dla siebie. Mimo to kaszel nie ustępował co go zmartwiło. Od razu nie zadziałają, ale wypluwała ogromne ilości krwi...przy tym stado wampirów pewnie by się najadło. Gładził jej włosy delikatnie i zerkał w jej uchylone oczy. Były matowe i pozbawione blasku. Potrzebowała więcej czasu na odpoczynek. Jednak Madara wiedział gdzie są... Postanowił jednak przedłużyć kwaterę dla jej dobra.

wtorek, 19 lipca 2016

Rozdział V- ,,Ojciec i córka"

Uchiha Madara stał kilka metrów przed dziewczyną, bardzo podobną do niego. Mierzyli się wzrokami, ale nie aktywowali swoich Kekkei Genkai, mężczyzna nie drgnął nawet o milimetr, ich włosy rozwiewał wiatr ,który niósł za sobą zielone liście. Atmosfera była wyraźnie napięta i czuć ją było na tej niewielkiej...polance, na której się obecnie znajdowali. Nawet ptaki już nie ćwierkały... żadne zwierze nie śmiało pisnąć słówkiem. Madara powoli zaczął iść w jej kierunku, zatrzymał tuż się koło niej, ta w dalszym ciągu się nie ruszała. Jakby ktoś na nią wylał wosk, jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Gdyby nie ty, Twoja matka na pewno by żyła. Nienawidzę Cię, wolałbym, żeby Cię tu nigdy nie było.- Wychrypiał w końcu. Wyciągnął katanę, jednak w porę zainterweniował Hashirama.
Rozegrała się tu znana bitwa założycieli Wioski Liścia, którą wygrał Pierwszy Hokage. Dziewczyna została zabita przez swojego ojca, ciało wyrzucono do wody a miejsce to nazwano później Doliną Końca.


Sasuke powoli szedł w kierunku Doliny Końca. Stanął na posągu Madary, zaś naprzeciwko niego- na posągu Hashiramy- stała Yoshiko. Chwilę mierzyli się wzrokiem, po czym ojciec postanowił się ruszyć z miejsca i szedł w jej kierunku. Jednym susem przeskoczył wodospad i znalazł się przy swojej córce.
- To Twoja wina...nienawidzę Cię. - Wyszeptał.
Sasuke obudził się oddychając ciężko... po jego czole spływał zimny pot. Co za sen!
- Moje dziecko...- Wyszeptał wycierając kropelki spływające po jego czole, Kakashi poklepał go po plecach.
- Naaa... Sasuke...już wszystko w porządku to tylko sen. - Uśmiechnął się lekko przez maskę.
- Był taki dziwny... - Odszepnął patrząc na dawnego mistrza. - Ja..chyba zabiłem Yoshiko. - Ledwo przeszło mu to przez gardło. Kakashi milczał przez chwilę.
- Uchiha Madara podobno zabił swoją córkę. Chciała go powstrzymać przed zniszczeniem Konohy. - Stwierdził. - Ale nie wiem, może to tylko plotki... w zwojach klanu może będzie o tym wzmianka.
- Madara...śnił mi się. - Sasuke przełknął ślinę.
- Nie martw się Sasuke, to tylko sen. One nie zawsze się spełniają. - Powiedział spokojnie. - Po za tym raczej byś nie skrzywdził własnego dziecka?
- Kiedyś twierdziłem, że nie tknę nigdy starszego brata, że nie zrobię mu krzywdy. - Zauważył Sasuke. - Ludzie się zmieniają Kakashi.
Hatake spochmurniał, zaczął myśleć nad słowami Sasuke wpatrując się w gwiazdy migoczące na niebie. Sasuke zaś cały czas myślał o swojej córce. Wstał powoli gasząc ognisko, Kakashi spojrzał na niego zaskoczony.
- Sasuke co ty robisz? - Zapytał zdziwiony. - Jest środek nocy.
- Chcę znaleźć moje dziecko. - Warknął do niego odwracając się.
- Powinieneś odpocząć. - Stwierdził patrząc na niego.
- Nie chcę, nie zasnę póki jej nie znajdę. - Zmierzył go wzrokiem. Sai nagle wstał ze śpiworu, na którym spał.
- Kakashi- san ma racje, Sasuke- kun. Powinieneś odpocząć. - Sasuke spiorunował go wzrokiem swojego Rinnegana.
- Albo wstajecie, albo idę sam, spowalniacie mnie. - Mruknął niezadowolony.
- Jesteśmy zmęczeni, Sasuke. - Stwierdził Yamato budząc się. - Drużyna siódma potrzebuje odpoczynku - Zerknął na śpiących chłopaków.
- Tato ma racje. Nie wiadomo co Itachi planuje wobec Yoshiko. - Taiyou nagle wstał, a jego brązowe włosy rozwiał wiatr. - W dodatku jest poważnie chora i w każdej chwili jej stan może się pogorszyć. Najgorsze jest to, że wyszła- jak twierdzi Oto-san*- z prawie czterdziesto stopniową gorączką. A po za tym nie ma leków. - Zmarszczył brwi patrząc na pozostałych. Zwrócił się teraz do Sasuke. - Ojcze pójdę z Tobą. - Sasuke skinął głową, bardzo się cieszył, że mógł liczyć na syna. A co najważniejsze, że martwił się o swoją młodsza siostrę. Mimo protestów pozostałej trójki wyruszyli w samotne poszukiwanie.
Taiyou przegryzł palec i czując spływającą krew po kciuku, od razu wykonał serię ręcznych pieczęci. Następnie przyłożył dłoń do ziemi, na której pojawiła się jakby pajęczynka (aut: nwm jak to lepiej i dokładniej opisać), a w kłębie dymu pojawiły się ninkeny Taiyou. Rozkazał im szukać jakichkolwiek śladów Itachiego lub Yoshiko.
Sasuke powoli usiadł niecierpliwie czekając. Po dłuższej chwili w lesie rozległo się wycie. Natychmiast się zerwali i kilkoma susami byli już na drzewach. Kiedy dotarli na miejsce ujrzeli niewielkie kleksy krwi na ziemi. Sasuke i jego syn się przerazili. Były dwie opcje: Albo dostała ataku, albo ktoś ją zaatakował.
Zaczęli iść za śladami krwi razem z ninkenem. Reszta psów się wycofała.


~*~

Naruto wstał wczesnym rankiem, przeciągnął się ziewając i mlaskając przy tym. Chciał pospać jeszcze trochę ,ale jego instynkt Shinobi podpowiadał mu, że coś jest nie tak. Powoli usiadł na brzegu łóżka, które pozostawił w nieładzie. Poszedł do kuchni siadając przy stole i robiąc sobie ramen... właściwie zupkę błyskawiczną. Wystarczy zalać gorącą wodą i ta da! Zachwycony jadł dalej, delektując się smakiem ramenu... z proszku. O wiele bardziej wolał ramen z Ichiraku. Pomasował brzuch mrucząc cicho. Chciał jednak więcej. Powinien dużo jeść! Treningi go wyczerpywały i odbierały energię, mimo to nadal chciał zostać Hokage, było to jego marzenie. Po skończonym dużym śniadaniu postanowił przejść się do Doliny Końca. Tutaj też zmierzył się z Sasuke, kiedy ten chciał odejść do Orochimaru. Przypomniał sobie stare czasy i lekko zesztywniał na te wspomnienia. Pamiętał jak bardzo chciał by Sasuke wrócił do Konohy, pamiętał puste obietnice , które składał Sakurze, jej łzy, ból... a teraz Uchiha został ojcem i jednocześnie głową klanu. Naruto uśmiechnął się na tą myśl, Sasuke wreszcie był szczęśliwy i miał powód do życia. No i ...Teruko. Wielka szkoda, że nigdy nie poznał wielkiej miłości swojego przyjaciela i jednocześnie matki jego córki. Wiedział, że to był ogromny cios dla Sasuke ze strony Orochimaru, a najbardziej martwiła go sprawa Yoshiko, która przysięgła zemstę na Sanninie. Naruto powoli szedł przez las, aż w końcu dotarł na miejsce. Usiadł na klifie wpatrując się w posąg Pierwszego Hokage i wsłuchując się w szum wodospadu. Było tu jednak... cicho... to znaczy... nie widać tu było ani żywej duszy. Nawet ptaki nie ćwierkały, zdziwiło to Uzumakiego. Spojrzał w dół, w rzekę i przypomniał sobie pewną historię... a dokładniej o Madarze i jej córce, którą zabił właśnie tu- w Dolinie Końca. Nazywała się... Yoshiko Uchiha.

*
Oto-san - jest to forma zwrotu ( w tym przypadku z szacunkiem ) do ojca.

Obserwatorzy