Znów ten sam sen. Posiniałe i zmasakrowane ciało dziewczyny no i Madara stojący nad nią, gdzieś z boku kucał wykończony Pierwszy Hokage zszokowany zachowaniem założyciela. Nie mógł pojąć jak Madara mógł zabić własne dziecko. Postać Madary jednak zmieniła się na postać Sasuke, a Hashiramy...na Naruto.
Natychmiast otworzyła oczy podrywając się, ciężko oddychała i kaszel z krwiopluciem się nasilił. Itachi słysząc to od razu się obudził i podszedł do jej łóżka, masując po plecach. Uważnie ją obserwował, a zaraz po tym przyłożył jej dłoń do czoła. Gorączka cały czas rosła, nawet gdy w dzień ją trochę rozbił ta nadal rosła. Zmrużył oczy siadając obok niej, odgarnął delikatnie jej kosmyk włosów. Czuł się winny, za bardzo ją przemęczał,dlatego źle się czuła.
- Odpocznij jeszcze. - Zaproponował patrząc na nią spokojnym wzrokiem.
- Nie. - Wysapała cicho. - Nie zasnę...
- Dlaczego? - Zapytał zdziwiony Uchiha.
- Co noc mi się śni..ta dziewczyna...którą zabił Madara. - Wyszeptała łapiąc się za głowę i próbując jakoś o tym zapomnieć. Itachi otworzył szerzej oczy.
- Śni Ci się córka Madary? - Dziewczyna spojrzała na niego pytającym wzrokiem. Itachi powoli zamknął oczy.
- Ok 80 lat temu Madara prowadził wojnę z klanem Senju. Jednak...mało kto wie, że miał córkę. Podobno urodziła się z potężnymi złożami chakry, Uchiha wierzył, że będzie szła jego śladami, jednak, tak się nie działo. Ona...często spotykała się z jednym z synów Hashiramy- Yosuke. Twój przyjaciel, który dzieli z Tobą chakre Nibiego ma po nim imię.- Zerknął na nią, po czym odwrócił głowę w bok.- Madara tego nie tolerował, dlatego był wobec niej surowy i nie okazywał jej uczuć. Często się nad nią znęcał, dlatego ona sama żywiła do niego urazę i nienawiść. Chciała pokoju w przeciwieństwie Madary. W końcu kazał zapieczętować w niej Bijuu- Nibiego. Stała się jednym z pierwszych Jinchūriki. Madara chciał wykorzystać córkę w swoim planie, był gotów ją zabić dla swoich ambicji. I pewnego dnia spotkali się w miejscu gdzie rozegrała się słynna bitwa założycieli. Ona chroniąc Hashiramę przed atakiem zginęła, podobno jej ciało wrzucono do wody i teraz spoczywa na dnie miejsca które zwie się dziś Doliną Końca. Twierdziła, że woli poświęcić swoje życie dla Wioski niż ją zniszczyć, ona...nie kontrolowała Nibiego. Ale wypełniła Wolę Ognia. - Spojrzał teraz w górę. - Nazywała się Yoshiko Uchiha. -Wyszeptał trochę ciszej, a widząc jak młoda ściska kołdrę dodał. - Ale większość może być tylko plotkami. Nie jest powiedziane, że nie istniała i że rzeczywiście zginęła od ręki ojca jednakże...przynajmniej jedna rzecz może być nieprawdą. Tego nikt nie wie. - Uśmiechnął się do niej. Zobaczył jak spuszcza powoli wzrok, domyślił się o co chodzi.- Twój ojciec Cię kocha i nigdy by Cię nie skrzywdził, nie żywi do Ciebie urazy i do niczego Cię nie zmusza, szanuje Twoje decyzje i stara się byś wyrosła na silną kunoichi.- Yoshi podniosła na niego wzrok, coraz bardziej tęskniła za ojcem, jednak uśmiech Itachiego sprawiał, że robiło jej się jakoś cieplej na sercu.
-Dziękuję,stryjku. - Powoli się do niego przysunęła i przytuliła się. Itachi zdziwiony tym gestem przez chwilę nie odwzajemniał uścisku, jednak potem wtulił ją w siebie.Uchiha powoli zasnęła trzymając głowę na jego kolanach. Itachi również tęsknił za swoim bratem, co jak co ,ale był do niego bardzo przywiązany, w końcu...byli rodzeństwem.
Gładził jej czarne włosy co jakiś czas odgarniając kosmyk i zakładając go za ucho. Wcześniej, tam na moście widział jej ogromne ilości chakry...bez korzystania mocy Bijuu. Zmrużył oczy zastanawiając się nad tym. Czyżby Yoshiko była reinkarnacją córki Madary? I czy założyciel Liścia nadal żyje? Tego nie był do końca pewien, jednak jego bratanica była w niebezpieczeństwie i chciał ją chronić za wszelką cenę- dla Sasuke. Przez chwilę pomyślał też o Shisuim- jego dawnym przyjacielu, którego traktował jak starszego brata. Miał też młodsza siostrę imieniem Teruko Uchiha. To właśnie ona była matką Yoshiko, tak słyszał, jednak już od dawna nie żyje. Przez tego przeklętego Sannina Orochimaru. Itachi zagryzł wargę, nie mógł dłużej o tym myśleć, dlatego teraz skierował wzrok na Uchihę, która aktualnie spała, była już o wiele spokojniejsza, nawet jej chakra już się nieco uspokoiła i nie buzowała tak jak podczas ich podróży, jej mięśnie były rozluźnione, widocznie powoli przyzwyczajała się do jego obecności i stwierdziła, że nie ma już dla niej żadnego zagrożenia.
Bynajmniej nie z Itachim.
Starszy Uchiha wyczuł, że coś jest nie tak, w pokoju ktoś jeszcze był, zerknął w kierunku cienia dostrzegając w nim postać.
- Kim jesteś? - Zapytał spokojnym głosem uważnie patrząc na ową sylwetkę mężczyzny. Z cienia wyszedł...Madara. Teorię Itachiego się sprawdzały, ale pomimo widoku założyciela Konohy nie ruszył się nawet o milimetr. Madara szedł powolnym krokiem w jego kierunku, wbijając wzrok w córkę Sasuke. Itachi drgnął. - Nie pozwolę Ci.
- Nie mam zamiaru, przynajmniej nie teraz. - Odparł zimnym głosem przerywając mu. - Pilnujesz jej. Jednak nie zdołasz jej uratować przede mną , jedyny który może się ze mną równać jest Twój brat, czyż nie Itachi?
- Tak masz rację, nie jestem taki jak Sasuke. -Odwrócił się w jego kierunku - Jednak będę chronił Yoshiko za wszelką cenę, Madara. Nie pozwolę Ci jej skrzywdzić.
Uchiha powoli zmrużył oczy.
-Yoshiko..to imię...przypomina mi kogoś. - Wyszeptał. - Kogoś kogo zabiłem.
- Dla Ciebie to był tylko ,,ktoś" ? - Zapytał zszokowany Itachi.
- Była nikim, słabeusz który nie zasługuje by być moim dzieckiem. - Zmrużył oczy. - To jej wina, że jej matka nie żyje, że Yumi...- Urwał po chwili spuszczając wzrok.
- To nie była wina dziecka. - Itachi w końcu zirytował się. Zacisnął lekko dłonie na ramionach swojej bratanicy. - Zabiłeś ją bezpodstawnie, oskarżając ją za coś czego nie zrobiła!
- Mylisz się. - Itachi był zszokowany jego słowami. Madara spojrzał przez okno po czym je otworzył stanął na parapecie. - Do zobaczenia, Itachi.- Wyszeptał i zaraz wyskoczył z budynku.
Uchiha w dalszym ciągu był zdenerwowany obecnością Madary. Nie podobało mu się to jak patrzył na Yoshiko, nadal chciał wprowadzić swój plan w życie, jednak...tak jak powiedział tylko Sasuke może się z nim równać. Młodsza Uchiha zaraz kaszlnęła krwią. Powoli z płaszcza wyciągnął pudełko a z niego listek leków. Przechylił jej głowę tak by wszystko połknęła, nie był pewny czy może brać taką dawkę, dlatego tabletki skruszył na pół a drugą połowę wziął dla siebie. Mimo to kaszel nie ustępował co go zmartwiło. Od razu nie zadziałają, ale wypluwała ogromne ilości krwi...przy tym stado wampirów pewnie by się najadło. Gładził jej włosy delikatnie i zerkał w jej uchylone oczy. Były matowe i pozbawione blasku. Potrzebowała więcej czasu na odpoczynek. Jednak Madara wiedział gdzie są... Postanowił jednak przedłużyć kwaterę dla jej dobra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz