sobota, 9 lipca 2016

Rozdzial III- ,,Wuj"

Ten dzień był wyjątkowo piękny i słoneczny... Dotarli do Doliny Końca, szum wodospadu dało się słyszeć już z bardzo daleka. W końcu ujrzeli dwa posągi założycieli Konohy. Yosuke zachwycił się na widok pomnika Hashiramy. Od razu stanął na jego głowie i usiadł. Jedyne co odciągało uwagę Yoshiko od tych wszystkich rzeczy... była myśl gdzie podziewa się Sai. Ich senseia nie było od bardzo długiego czasu i opiekował się nimi Yamato... można powiedzieć, że odkąd przydzielono im Saia, Yamato był ich senseiem ,,wspomagającym" z pewnego powodu...
Tak czy owak Uchiha była zamyślona...aż za bardzo.
- Yoshiko.- Zaczął Yamato,a ta na niego spojrzała ze znakiem zapytania nad głową.- Wszystko w porządku?
- Ta...Zastanawia mnie...gdzie się podziewa Sai-sensei.- Wypaliła prosto z mostu. Kapitan jedynie uśmiechnął się lekko.
- Jest już na miejscu...z nowym członkiem drużyny.- Odrzekł, a widząc, że Uchiha się spięła dodał.- To nie jest łatwa misja. Więc przyda nam się wsparcie.
Nie odpowiedziała. Bez słowa skierowała się do swojego przyjaciela i widząc jego zmieszanie w końcu zaczęła rozmowę.
-Sai jest już na miejscu.
- To świetnie! Wreszcie z nim pogadamy...nie cieszysz się?- Zauważył Yosuke.
- Zobaczysz jak dotrzemy.- Westchnęła ciężko po czym ruszyła za Yamato, który już ich wyprzedził. Trzymała się tyłów i raczej nie bardzo rozmawiała ze swoim nauczycielem.
Jej kontakty z nim...były neutralne. O wiele lepiej dogadywała się z Kakashim, który trenował jej ojca, a później jej brata. Pomagał jej także doskonalić technikę Chidori.
W końcu na moście Nieba i Ziemi, który od dawna już stał odbudowany po starciu Naruto z Orochimaru, zauważyli Saia. Yoshi zagryzła wargę... nie chciała nowego członka drużyny. I choćby świat miałby się walić..nie zaakceptuje go. Zatrzymali się przed Saiem,  Yosuke i Yamato byli...dość optymistycznie nastawieni do tego spotkania, jednak na pewno nie Uchiha. Zmrużyła lekko oczy wbijając wzrok w chłopaka...no cóż brzydki na pewno nie był... Złote tęczówki oczu chłopaka nagle spotkały się z jej wściekłym spojrzeniem...Sharingana. Yamato zesztywniał.
- To jest wasz nowy kolega... nazywa się Daisuke i jest z klanu Kurama.- Sai wreszcie przerwał grobową ciszę. Kurama? Już gdzieś obiło się jej to o uszy, ale co z tego? Przegryzła wargę i minęła ich z kamienną twarzą. Wolała się nie odzywać zamiast palnąć coś głupiego i żałować tego do powrotu...no właśnie! Ojciec... z pewnością dostanie jej się za to po głowie...będzie pewnie mieć areszt domowy,a co najgorsze dostanie misję rangi D. Nie uśmiechało jej się łapać jakieś koty czy wyprowadzać psy... chociaż nie mogła narzekać...zasłużyła sobie na to i dobrze o tym wiedziała.
Nagle odskoczyła do tyłu, a  w miejscu gdzie przed chwila stała wbił się kunai. Przed nią pojawiły się dwie postacie w czarnych płaszczach z czerwonymi chmurami.
- *Akatsuki*- Pomyślała jedynie i skierowała wzrok na jednego z nich i nagle zesztywniała.- *Sharingan?*- Zaczęła kojarzyć wątki...Itachi był w Akatsuki. Ale on od dawna nie żył...chyba.- Kim jesteście?- Wypaliła chłodnym głosem. Czarnowłosy mężczyzna pochylił się nad nią.
- Przypominasz mi kogoś, Nibi.-Ostatnie słowo odbiło się echem w jej głowie. Skąd wiedzieli, że jest Jinchūriki? Zesztywniała gwałtownie i odskoczyła, jednak poczuła na swoim nadgarstku dłoń. Yamato i Sai natychmiast zareagowali, starając się oddzielić Yoshiko od członków Akatsuki. I udało się. Uważnie obserwowała ich walkę... Techniki ognia... Sharingan... Wszystko wskazywało na to, że jest on z klanu Uchiha...a co najgorsze znał ją. I jeszcze jego słowa...przecież...była uderzająco podobna do Sasuke.  On zresztą też go trochę przypominał. Zaczęła gorączkowo myśleć...czy to możliwe by Itachi jednak przeżył...?
- *Nie...na pewno nie...* -Zaprzeczała w myślach. Jednak im dłużej go obserwowała tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że był to jej stryj. W dodatku jego partner...był dosyć nietypowy..przypominał bardziej rybę skrzyżowaną z...człowiekiem. Po chwili poczuła jak pan Rybcia przerzuca ją sobie przez ramię. Tak..wkurzyła się. Dlatego przyfasoliła mu parę kopniaków w twarz by się wydostać.... i już miała skorzystać z mocy Matatabiego, jednak to ona skończyła nieprzytomna...chcąc nie chcąc.
Miał zamiar się wycofać, kiedy drogę zagrodził mu Yosuke...
- Daj sobie spokój dzieciaku.- Burknął z uśmiechem  wyciągając swój miecz. Senju jednak łatwo się nie poddał... zaatakował pana Rybcie...ba wyrwał mu nawet miecz, ale natychmiast go upuścił, czując jak mu przecina skórę. Skrzywił się lekko, wykorzystując chwilę, pan Paluszek Rybny wycofał się, przez chwilę gonili go Daisuke, Sai i Yosuke, ale po chwili ich zgubił.
- Łatwo poszło.- Burknął. Po dłuższym czasie dołączył do niego  czarnowłosy.- No dłużej się nie dało?-Dogryzł mu. Sharinganowiec się nie odezwał.- Co z nią zrobimy? 
- To co z innymi.- Odpowiedział niewzruszony.- To będzie długa droga.- Stwierdził.

~*~
Wieczorem Yoshiko się obudziła. Miała związane ręce, dlatego nie mogła złożyć pieczęci...nawet jedną ręką. Cudownie...jakby od razu nie mogła użyć transformacji Jinchūriki i im przyfasolić Bijūdamą. Przymrużyła oczy czując jak światło ogniska razi je. No nic...trzeba obmyślić plan działania.
- *Zapewne moja drużyna mnie szuka...i mają już plan działania*- Nie pomyliła się. Rzeczywiście tak było..Drużyna Siódma zmierzała właśnie w ich kierunku...z Kakashim i Pakkunem. Nie obeszło się także bez jej ojca i brata.
- Hej Itachi....teraz ty ją ponieś...może i jest lekka,ale zaczyna mi zawadzać.- Czyli jednak... jednak Itachi żyje. Aż zachłysnęła się własną śliną. Uchiha skierował na nią wzrok, ale potem przeniósł na pana Paluszka Rybnego  imieniem Kisame.
- Zgoda.- Burknął jakby od niechcenia, podszedł do swojej bratanicy i przerzucił ją sobie przez ramię. Dopiero teraz zauważyła, że nogi również ma związane. No to pięknie. Spojrzała w niebo...było pełne gwiazd...chciałaby, żeby to wszystko wreszcie się skończyło. Chwilę tak szli... Dostała silnego napadu kaszlu z krwią.Nerki przeraźliwe ją bolały... po jej policzkach spływały łzy. Świetnie. Umrze podczas podróży do kryjówki Akatsuki...i już nigdy nie zobaczy ojca, nie zdąży się pożegnać i powiedzieć rodzinie jak bardzo ją kocha. No i Yosuke...
W końcu Itachi zatrzymał się.
- Idź do kryjówki, a ja zaraz wrócę.-I zanim Kisame zareagował odszedł w zupełnie innym kierunku niż zmierzali. Gdy byli już wystarczająco daleko położył ją na ziemi i wyciągnął kunaina. Spanikowała, ale to co się stało potem ją...zaskoczyło. Przeciął liny jednym szybkim ruchem. Yoshi usiadła masując nadgarstki, a w jej głowie krążyły setki myśli.
Po co? Dlaczego? I inne takie różne...
- Nie zamierzam Cię skazywać na śmierć.- Wyszeptał jej do ucha.- Pomogę Ci wrócić do Twojego ojca, a potem zniknę i już nigdy mnie nie zobaczysz.- Pomógł jej wstać.- Przyrzekam jako Shinobi.
- Poszukiwany Shinobi...-Zauważyła. Spuściła wzrok.- Dziękuję...-Wyszeptała.- Oji-san.* -Dodała po chwili jakoś niepewnie. Itachi uśmiechnął się lekko. Pierwszy raz od wielu lat się uśmiechał.
-Nie masz za co mi dziękować. -Odparł.- Po prostu robię to dla...mojego brata i jego córki...czyż nie?- Zerknął na nią powoli idąc.- Boli Cię coś?- Zapytał nagle się zatrzymując się i widząc...że lekko...kuleje i ,,podtrzymuje" ręką okolice nerek...oczywiście były z drugiej strony ,ale raczej nie będzie wyginać ręki do tyłu.
-Em...ja...właściwie to choruję... i mam problemy z nerkami..przejdzie mi.- Zapewniła starając dotrzymać mu kroku. Krwioplucie, osłabienie, problemy z nerkami i gorączka. Itachi znał te objawy...bardzo, bardzo dobrze. Zrobiło mu się jej żal... to smutne, że tak młoda dziewczyna choruje na śmiertelną chorobę...tą samą co on. Miał na szczęście leki więc nie było aż tak źle. Szli w ciszy... przeszli przez strumyk i zniknęli w lesie.

~*~

Kilka godzin później Pakkun energicznie wąchał ziemię tego terenu. Dotarł wreszcie do strumyka.
-Tu ślad się urywa... nie zapachu już dalej nie czuję...chakry również nie. -Sasuke spuścił wzrok...myślał o córce cały czas i bał się o nią... nie tylko dlatego, że była Jinchūriki, ale też..ze względu na jej chorobę o której Akatsuki mogło nie mieć pojęcia.

*Oji-san- jest to japoński zwrot do wuja...bardziej skromną wersją jest  Oji. 

~Autorka:
Nie chciało mi się za bardzo opisywać walki...nie miałam dziś do tego weny..ale notka i tak już jest długa jak na moje możliwości... Jestem z niej..dumna xD Swoją drogą nie wiedziałam jak napisać ten...przypis do "Oji-san", ale najważniejsze, że jest zrozumiałe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy