wtorek, 19 lipca 2016

Rozdzial IV- ,,Choroba"

Itachi szedł w milczeniu...widocznie nie miał do niej pytań i nie chciał ją zasypywać ich gradem w tym momencie. Postanowił poznać bratanice trochę później i nie tak...gwałtownie zadając jej pytanie za pytaniem.
Zerknął w jej kierunku, a kiedy zauważył, że już opada z sił zatrzymał się szli już dobre parę godzin.
- Zróbmy sobie przerwę.- Powoli usiadł na głazie uważnie ją obserwując. Ta zasnęła pod drzewem, zerknął w niebo, odpoczywając po długiej podróży. Wkrótce wyczuł chakrę Kisame...to dziwne, że jej nie wyciszył. Zmrużył oczy wiedząc co czeka młodą Jinchūriki- śmierć. Powoli wstał biorąc Yoshiko na ręce i kilkoma susami oddalił się od Kisame. Bynajmniej nie czuł jego chakry...albo ją wyciszył.


  ~*~

Powoli otworzyła oczy. Itachi przyłożył jej dłoń do czoła i westchnął ciężko - gorączka rosła. Musieli znaleźć tymczasowe schronienie, a najbliżej była wioska Kumogakure. Nie mieli wyjścia...musieli wstać i iść dalej, pomimo choroby Yoshiko. Itachi podniósł się i zaczął iść dając jej jasno do zrozumienia, że ma pójść w jego ślady. Uchiha raczej delikatny nie był, jego charakter i głos...były chłodne...jeszcze zimniejsze od Sasuke. Ojciec jednak pomimo ciężkiego usposobienia był wobec niej czuły i opiekuńczy i zawsze powtarzał, że jest z niej dumny. Teraz jednak był wpieniony...tak jej się wydawało. Itachi przystanął i spojrzał na nią kątem oka. Z jego kosmyków włosów kapały krople deszczu. Nastolatka powoli wstała, podeszła do niego chwiejnym krokiem i zaczęli iść. 
- Jak właściwie stałaś się Jinchūriki?- Zapytał w końcu przerywając ciszę.
- Nie wiem, zapieczętowano we mnie Nibiego kiedy byłam jeszcze niemowlęciem.- Stwierdziła.- Nie mogę tego pamiętać,a po za tym ojciec nic mi nie mówił.- Dodała po chwili.
- Aha.- Mruknął jakby od niechcenia. Yoshi najwidoczniej się tym nie przejmowała, szła dalej mimo bólu, który ledwo co wytrzymała. Zastanawiała się ile Itachi żyje z tą chorobą... i przede wszystkim...jak wytrzymał tak silny ból? Był z żelaza czy jak? Tak czy owak była zdumiona...od kąt pamiętała, Sasuke jej opowiadał jak Itachi cierpiał z powodu choroby...tak mu powiedział ktosiek imieniem Tobi. Nie wiedziała jakim cudem jej stryj żyje, ale chyba wolała nie wnikać w takie rzeczy. I chociaż zawsze chciała go poznać, teraz miała ochotę zabrać tyłek w troki i uciekać gdzie pieprz rośnie. Tak bardzo chciała wrócić do domu...do ojca. Kto wie? Może Itachi kłamał mówiąc, że zabierze ją do domu? Może tak naprawdę miał inne plany? Wcześniej wydawał się dość miły, a teraz był oschły i nieczuły. Szła tak zamyślona do póki nie uderzyła w drzewo.
- Ał! - Jej cichy jęk bólu zagłuszyły krople deszczu spadające z szumem na ziemię. Itachi obejrzał się zdezorientowany, widząc swoją bratanicę na ziemi powoli do niej podszedł i podał jej rękę.
- Mogę Cię ponieść. - Zaproponował.
- Nie trzeba. Poradzę sobie. - Stwierdziła i powoli go wyprzedziła.
- Do Kumogakure jest w tamtą stronę. - Pokazał ręką kierunek. Yoshi stanęła z jedną nogą w powietrzu, a na jej twarzy malował się wyraz zakłopotania.
- Przecież wiem. - Burknęła niezadowolona, idąc w wyznaczonym kierunku. Powoli szła koło wuja, ale zaraz została w tyle, starszy Uchiha odwrócił się w jej kierunku.
- Coś nie tak? - Zapytał uważnie jej się przyglądając, stwierdził, że ciężko oddycha. Podszedł trochę bliżej.
- Tak... ja zaraz pójdę... proszę idź dalej. Dogonię Cię. - Odpowiedziała cicho. Uchiha spojrzał na nią niepewnym wzrokiem, trochę się bał ją zostawiać w jej stanie, ale ostatecznie odszedł wolnym krokiem. Usiadła przy drzewie oddychając ciężko. Pomiędzy drzewami zauważyła jakąś postać i prawie, że pisnęła z zaskoczenia... Nie czuła niczyjej chakry oprócz Itachiego. Miała już zamiar wezwać Uchihę ,ale poczuła rękę na swoich ustach. W oczy rzuciły jej się biało-niebieskie włosy i fioletowe tęczówki  chłopaka. Zmrużyła oczy, znała ten opis wyglądu. Odepchnęła od siebie rękę i zmierzyła dziada chłodnym wzrokiem równym spojrzenia Sasuke czy Madary. Kiedy chłopak chciał coś powiedzieć, od razu mu przerwała.
- Daruj sobie, Suigetsu.
- He? Skąd znasz moje imię? - Zapytał zdziwiony.
- Hm... ciekawe, nie przypominam Ci może kogoś? - Uniosła brew ku górze. Suigetsu zastanowił się chwilę patrząc w niebo.
- Uh... Wyglądasz jak damska wersja Sasuke. - Przyjrzał jej się uważnie. I nagle wpadło mu do głowy coś strasznego.- Orochimaru zmienił Sasuke w dziewczynę! O zgrozo! - Zrobił minę ,,OMG" i wpatrywał się w nią swoimi purpurowymi oczami. - Sasuke co oni Ci zrobili! - Przytulił ją mocno, na co dziewczyna zareagowała cichym piskiem.
- Nie jestem moim ojcem! -Warknęła mu prosto do ucha, a ten przestał jęczeć i płakać i spojrzał na nią z zaskoczeniem.
- Sasuke ma dziecko? - Otworzył szeroko oczy. - Z kim? Kiedy? Gdzie? Jak? O której godzinie? - Zasypywał ją gradem pytań.
- Skąd mam wiedzieć? Moja matka nazywała się Uchiha Teruko. - Wywróciła oczami.
- Och... - Jęknął przypominając sobie ploteczki na temat smutnej historii partnerki Sasuke. Powoli czuła zbliżającą się chakrę Itachiego, więc wstała, pożegnała się i poszła w tamtym kierunku powolnym krokiem. Widząc Suigetsu, straszy Uchiha wbił w niego lodowate spojrzenie, które mówiło "nie zbliżaj się do niej". Ruszyli w dalszą podróż  i wkrótce byli już w Kraju Błyskawic. Dotarli do Kumogakure, ale mieszkańcy patrzyli wrogo na ową parkę. To chyba ze względu na płaszcz Itachiego, jednak nie była pewna.
Zamknęła powoli oczy idąc dalej. Wkrótce jednak straciła przytomność z przemęczenia i wysokiej gorączki.

~*~

Kiedy się obudziła w pokoju od razu się zerwała. Rozejrzała się, koło niej siedział Itachi ze zmartwioną miną.
- Obudziłaś się. - Stwierdził patrząc na nią.
- Ile spałam?
- Zaledwie kilka godzin. To tylko omdlenie, za bardzo Cię przemęczałem, wybacz. - Spojrzał na nią ze skruchą w oczach. Pokiwała przecząco głową. Itachi wynajął pokój w hotelu na ten dzień. Starał się jej rozbić gorączkę i choć trochę poprawić jej stan. Spojrzała w okno myśląc cały czas o ojcu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy