- Gdyby nie ty, Twoja matka na pewno by żyła. Nienawidzę Cię, wolałbym, żeby Cię tu nigdy nie było.- Wychrypiał w końcu. Wyciągnął katanę, jednak w porę zainterweniował Hashirama.
Rozegrała się tu znana bitwa założycieli Wioski Liścia, którą wygrał Pierwszy Hokage. Dziewczyna została zabita przez swojego ojca, ciało wyrzucono do wody a miejsce to nazwano później Doliną Końca.
Sasuke powoli szedł w kierunku Doliny Końca. Stanął na posągu Madary, zaś naprzeciwko niego- na posągu Hashiramy- stała Yoshiko. Chwilę mierzyli się wzrokiem, po czym ojciec postanowił się ruszyć z miejsca i szedł w jej kierunku. Jednym susem przeskoczył wodospad i znalazł się przy swojej córce.
- To Twoja wina...nienawidzę Cię. - Wyszeptał. Sasuke obudził się oddychając ciężko... po jego czole spływał zimny pot. Co za sen!
- Moje dziecko...- Wyszeptał wycierając kropelki spływające po jego czole, Kakashi poklepał go po plecach.
- Naaa... Sasuke...już wszystko w porządku to tylko sen. - Uśmiechnął się lekko przez maskę.
- Był taki dziwny... - Odszepnął patrząc na dawnego mistrza. - Ja..chyba zabiłem Yoshiko. - Ledwo przeszło mu to przez gardło. Kakashi milczał przez chwilę.
- Uchiha Madara podobno zabił swoją córkę. Chciała go powstrzymać przed zniszczeniem Konohy. - Stwierdził. - Ale nie wiem, może to tylko plotki... w zwojach klanu może będzie o tym wzmianka.
- Madara...śnił mi się. - Sasuke przełknął ślinę.
- Nie martw się Sasuke, to tylko sen. One nie zawsze się spełniają. - Powiedział spokojnie. - Po za tym raczej byś nie skrzywdził własnego dziecka?
- Kiedyś twierdziłem, że nie tknę nigdy starszego brata, że nie zrobię mu krzywdy. - Zauważył Sasuke. - Ludzie się zmieniają Kakashi.
Hatake spochmurniał, zaczął myśleć nad słowami Sasuke wpatrując się w gwiazdy migoczące na niebie. Sasuke zaś cały czas myślał o swojej córce. Wstał powoli gasząc ognisko, Kakashi spojrzał na niego zaskoczony.
- Sasuke co ty robisz? - Zapytał zdziwiony. - Jest środek nocy.
- Chcę znaleźć moje dziecko. - Warknął do niego odwracając się.
- Powinieneś odpocząć. - Stwierdził patrząc na niego.
- Nie chcę, nie zasnę póki jej nie znajdę. - Zmierzył go wzrokiem. Sai nagle wstał ze śpiworu, na którym spał.
- Kakashi- san ma racje, Sasuke- kun. Powinieneś odpocząć. - Sasuke spiorunował go wzrokiem swojego Rinnegana.
- Albo wstajecie, albo idę sam, spowalniacie mnie. - Mruknął niezadowolony.
- Jesteśmy zmęczeni, Sasuke. - Stwierdził Yamato budząc się. - Drużyna siódma potrzebuje odpoczynku - Zerknął na śpiących chłopaków.
- Tato ma racje. Nie wiadomo co Itachi planuje wobec Yoshiko. - Taiyou nagle wstał, a jego brązowe włosy rozwiał wiatr. - W dodatku jest poważnie chora i w każdej chwili jej stan może się pogorszyć. Najgorsze jest to, że wyszła- jak twierdzi Oto-san*- z prawie czterdziesto stopniową gorączką. A po za tym nie ma leków. - Zmarszczył brwi patrząc na pozostałych. Zwrócił się teraz do Sasuke. - Ojcze pójdę z Tobą. - Sasuke skinął głową, bardzo się cieszył, że mógł liczyć na syna. A co najważniejsze, że martwił się o swoją młodsza siostrę. Mimo protestów pozostałej trójki wyruszyli w samotne poszukiwanie.
Taiyou przegryzł palec i czując spływającą krew po kciuku, od razu wykonał serię ręcznych pieczęci. Następnie przyłożył dłoń do ziemi, na której pojawiła się jakby pajęczynka (aut: nwm jak to lepiej i dokładniej opisać), a w kłębie dymu pojawiły się ninkeny Taiyou. Rozkazał im szukać jakichkolwiek śladów Itachiego lub Yoshiko.
Sasuke powoli usiadł niecierpliwie czekając. Po dłuższej chwili w lesie rozległo się wycie. Natychmiast się zerwali i kilkoma susami byli już na drzewach. Kiedy dotarli na miejsce ujrzeli niewielkie kleksy krwi na ziemi. Sasuke i jego syn się przerazili. Były dwie opcje: Albo dostała ataku, albo ktoś ją zaatakował.
Zaczęli iść za śladami krwi razem z ninkenem. Reszta psów się wycofała.
~*~
Naruto wstał wczesnym rankiem, przeciągnął się ziewając i mlaskając przy tym. Chciał pospać jeszcze trochę ,ale jego instynkt Shinobi podpowiadał mu, że coś jest nie tak. Powoli usiadł na brzegu łóżka, które pozostawił w nieładzie. Poszedł do kuchni siadając przy stole i robiąc sobie ramen... właściwie zupkę błyskawiczną. Wystarczy zalać gorącą wodą i ta da! Zachwycony jadł dalej, delektując się smakiem ramenu... z proszku. O wiele bardziej wolał ramen z Ichiraku. Pomasował brzuch mrucząc cicho. Chciał jednak więcej. Powinien dużo jeść! Treningi go wyczerpywały i odbierały energię, mimo to nadal chciał zostać Hokage, było to jego marzenie. Po skończonym dużym śniadaniu postanowił przejść się do Doliny Końca. Tutaj też zmierzył się z Sasuke, kiedy ten chciał odejść do Orochimaru. Przypomniał sobie stare czasy i lekko zesztywniał na te wspomnienia. Pamiętał jak bardzo chciał by Sasuke wrócił do Konohy, pamiętał puste obietnice , które składał Sakurze, jej łzy, ból... a teraz Uchiha został ojcem i jednocześnie głową klanu. Naruto uśmiechnął się na tą myśl, Sasuke wreszcie był szczęśliwy i miał powód do życia. No i ...Teruko. Wielka szkoda, że nigdy nie poznał wielkiej miłości swojego przyjaciela i jednocześnie matki jego córki. Wiedział, że to był ogromny cios dla Sasuke ze strony Orochimaru, a najbardziej martwiła go sprawa Yoshiko, która przysięgła zemstę na Sanninie. Naruto powoli szedł przez las, aż w końcu dotarł na miejsce. Usiadł na klifie wpatrując się w posąg Pierwszego Hokage i wsłuchując się w szum wodospadu. Było tu jednak... cicho... to znaczy... nie widać tu było ani żywej duszy. Nawet ptaki nie ćwierkały, zdziwiło to Uzumakiego. Spojrzał w dół, w rzekę i przypomniał sobie pewną historię... a dokładniej o Madarze i jej córce, którą zabił właśnie tu- w Dolinie Końca. Nazywała się... Yoshiko Uchiha.
*Oto-san - jest to forma zwrotu ( w tym przypadku z szacunkiem ) do ojca.
*Oto-san - jest to forma zwrotu ( w tym przypadku z szacunkiem ) do ojca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz