*90 lat wcześniej,Konoha*
Izuna i młoda sześcioletnia Yoshiko siedzieli spokojnie pod jednym z drzew sakury. Wuj ostrożnie rozejrzał się i teraz patrzył prosto na młodą Uchihę, która posłała mu nieco niepewne spojrzenie.
Pogładził delikatnie jej policzek i uśmiechnął się. Była jeszcze młoda i głupiutka nie rozumiała niektórych rzeczy, i pewnie nawet jej do głowy nie przyszło by kiedyś poprosić swojego ojca, aby ją zabił. Izuna ucałował czule jej czubek głowy, sam chciał mieć dzieci, jednak nie miał partnerki, dlatego bardzo często opiekował się Yoshiko, pod nieobecność Madary, który wojował z klanem Senju.
Jedyną Uchihą, która przyjaźniła się z kimś z wrogiego klanu była właśnie Yoshiko, jednakże... ani Madarze ani Izunie to się nie podobało.
Próbowali jej przymówić do rozsądku, tłumaczyli, że ich klan przelał wiele krwi przez wojnę z Senju. Mimo to młoda Uchiha wiedziała swoje i postanowiła się tego trzymać.
- Powinnaś dać sobie już tym spokój. - Odrzekł poważnym głosem Izuna. Yoshiko spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
- Nie rozumiem, stryjku. - Odpowiedziała cichutko, nie wiedząc za bardzo o co mu może chodzić.
- O klan Senju dokładniej o syna Hashiramy. - Zerknął na nią. - Twój ojciec może zginąć przez nich. - Odparł po chwili. Yoshiko zamilkła, ale po chwili wyczuła dość potężną i znajomą chakę i podniosła się podekscytowana.
- Tata! - Krzyknęła podbiegając do poturbowanego Madary, pomimo iż wszystko go bolało i był przeraźliwe zmęczony, ucieszył się na widok córki. Pogładził ją po włosach, klękając przed nią by był na wysokości jej twarzy. Zaraz po tym ucałował ją w policzek, a ta wtuliła się w ojca szczęśliwa, że go widzi.
Izuna podszedł do brata i zmierzył go wzrokiem.
- Dobrze się czujesz, bracie? - Zapytał z troską, jednak Madara pokiwał przecząco głową.
- Bywało gorzej. - Powiedział przy tym biorąc rozweseloną córkę na ręce. -Lepiej mi powiedz czy podpadła. - Zaśmiał się cicho, zerkając w ciemne tęczówki oczu Yoshiko.
- Nie. - Izuna powoli usiadł pod drzewem sakury, a Madara zadowolony, że pod jego nieobecność wszystko działo się po jego myśli dołączył do niego. Jego córka cały czas siedziała mu na kolanach i zrywała kwiatki, z których potem zrobiła kolorowy wianek . - Musiałem jej jednak przemówić do rozsądku. - Powiedział, a Madara zmrużył oczy.
- Co zrobiła? - Zapytał marszcząc brwi.
- Tak jak już mówiłem nic nie zrobiła. Pouczyłem ją, że nie może chodzić do Senju i tyle.
Madara powoli skinął głową patrząc gdzieś w dal. W końcu stwierdził, że pora wrócić do domu, kiedy wszedł do środka zastał...porządek...o dziwo.
Spojrzał w kierunku Yoshiko zadowolony z tego, że pomaga w domowych obowiązkach i pocałował ją w głowę.W tej chwili dostała silnego napadu kaszlu z krwiopluciem i dusznościami, Izuna podbiegł do niej nie wiedząc co się dzieje, jego brat przytrzymał młodą gdy ta upadała i delikatnie położył ją na ziemi podtrzymując głowę.
- Sprowadź medyka. - Polecił mu Madara.
Pogładził delikatnie jej policzek i uśmiechnął się. Była jeszcze młoda i głupiutka nie rozumiała niektórych rzeczy, i pewnie nawet jej do głowy nie przyszło by kiedyś poprosić swojego ojca, aby ją zabił. Izuna ucałował czule jej czubek głowy, sam chciał mieć dzieci, jednak nie miał partnerki, dlatego bardzo często opiekował się Yoshiko, pod nieobecność Madary, który wojował z klanem Senju.
Jedyną Uchihą, która przyjaźniła się z kimś z wrogiego klanu była właśnie Yoshiko, jednakże... ani Madarze ani Izunie to się nie podobało.
Próbowali jej przymówić do rozsądku, tłumaczyli, że ich klan przelał wiele krwi przez wojnę z Senju. Mimo to młoda Uchiha wiedziała swoje i postanowiła się tego trzymać.
- Powinnaś dać sobie już tym spokój. - Odrzekł poważnym głosem Izuna. Yoshiko spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
- Nie rozumiem, stryjku. - Odpowiedziała cichutko, nie wiedząc za bardzo o co mu może chodzić.
- O klan Senju dokładniej o syna Hashiramy. - Zerknął na nią. - Twój ojciec może zginąć przez nich. - Odparł po chwili. Yoshiko zamilkła, ale po chwili wyczuła dość potężną i znajomą chakę i podniosła się podekscytowana.
- Tata! - Krzyknęła podbiegając do poturbowanego Madary, pomimo iż wszystko go bolało i był przeraźliwe zmęczony, ucieszył się na widok córki. Pogładził ją po włosach, klękając przed nią by był na wysokości jej twarzy. Zaraz po tym ucałował ją w policzek, a ta wtuliła się w ojca szczęśliwa, że go widzi.
Izuna podszedł do brata i zmierzył go wzrokiem.
- Dobrze się czujesz, bracie? - Zapytał z troską, jednak Madara pokiwał przecząco głową.
- Bywało gorzej. - Powiedział przy tym biorąc rozweseloną córkę na ręce. -Lepiej mi powiedz czy podpadła. - Zaśmiał się cicho, zerkając w ciemne tęczówki oczu Yoshiko.
- Nie. - Izuna powoli usiadł pod drzewem sakury, a Madara zadowolony, że pod jego nieobecność wszystko działo się po jego myśli dołączył do niego. Jego córka cały czas siedziała mu na kolanach i zrywała kwiatki, z których potem zrobiła kolorowy wianek . - Musiałem jej jednak przemówić do rozsądku. - Powiedział, a Madara zmrużył oczy.
- Co zrobiła? - Zapytał marszcząc brwi.
- Tak jak już mówiłem nic nie zrobiła. Pouczyłem ją, że nie może chodzić do Senju i tyle.
Madara powoli skinął głową patrząc gdzieś w dal. W końcu stwierdził, że pora wrócić do domu, kiedy wszedł do środka zastał...porządek...o dziwo.
Spojrzał w kierunku Yoshiko zadowolony z tego, że pomaga w domowych obowiązkach i pocałował ją w głowę.W tej chwili dostała silnego napadu kaszlu z krwiopluciem i dusznościami, Izuna podbiegł do niej nie wiedząc co się dzieje, jego brat przytrzymał młodą gdy ta upadała i delikatnie położył ją na ziemi podtrzymując głowę.
- Sprowadź medyka. - Polecił mu Madara.
*Kilka lat później*
- Zabij mnie. - Wyszeptała cicho. - Zrób to tak jakbyś mnie nienawidził.
Madara patrzył na córkę w szoku. Czy ona właśnie poprosiła go by ten ją zabił?
- Leki rozrzedzają mi krew. - Spuściła głowę. - Wszyscy myślą, że się nade mną znęcasz... nawet Hashirama. - Dodała po chwili cicho.
- Nie obchodzi mnie zdanie innych! Yoshiko, ja tego nie zrobię! Nie mogę Cię zabić...Yumi... - Urwał, gdy ta postanowiła się wciąć mu w zdanie.
- Skróć mi cierpienia. Ulżyj mi, proszę... - Spuściła wzrok. - Ja... ja już nie chcę tak dalej żyć.. Mama...też by nie chciała bym cierpiała, prawda? - Spojrzała teraz ojcu w oczy, w których dostrzegła łzy. Pierwszy raz widziała jak płakał, dlatego początkowo Madara mógł dostrzec jej zdziwione spojrzenie.
- Nie chciałaby... - Odszepnął jej opierając czoło o jej. - Ale z pewnością nie chciałaby patrzeć na śmierć swojego jedynego dziecka. - Pogładził jej policzek.
Yoshiko milczała, zamknęła oczy.
- Jeżeli tego nie zrobisz podczas walki...
- Przestań! - Warknął Madara, łapiąc ją boleśnie za nadgarstki na co ona nie zwróciła za bardzo uwagi.
- ...zabiję się sama. - Dokończyła poprzednie zdanie, które jej przerwał. Spojrzała mu prosto w oczy, które tym razem były zalane łzami. Yoshiko pokiwała przecząco głową i westchnęła.
- Proszę... - Mężczyzna się w nią wtulił z cichym szlochem. Skierowała na niego zaskoczony wzrok.-...przestań... - Pokiwała przecząco głową i odsunęła się od niego wychodząc z domu. Mogła jeszcze usłyszeć swoje imię...właściwie wykrzyczane w taki sposób jakby ktoś rozczłonkowywał Madarze ciało. Westchnęła jedynie i poszła przed siebie. Gdzieś w oddali zobaczyła Hashiramę wraz z jego synem- Yosuke.
- *Wybacz... to już ostatni raz.*- Pomyślała i odeszła tylko sobie znanym kierunku.
Kilka dni później tak jak chciała, zmarła, ale z powodu choroby i dużych zniszczeń w organizmie. Na jej twarzy tuż przed śmiercią malował się uśmiech, ból ustąpił i pomimo iż zbliżał się jej koniec uśmiechała się... pierwszy raz tak od serca...nie sztucznie.
Madara patrzył na córkę w szoku. Czy ona właśnie poprosiła go by ten ją zabił?
- Leki rozrzedzają mi krew. - Spuściła głowę. - Wszyscy myślą, że się nade mną znęcasz... nawet Hashirama. - Dodała po chwili cicho.
- Nie obchodzi mnie zdanie innych! Yoshiko, ja tego nie zrobię! Nie mogę Cię zabić...Yumi... - Urwał, gdy ta postanowiła się wciąć mu w zdanie.
- Skróć mi cierpienia. Ulżyj mi, proszę... - Spuściła wzrok. - Ja... ja już nie chcę tak dalej żyć.. Mama...też by nie chciała bym cierpiała, prawda? - Spojrzała teraz ojcu w oczy, w których dostrzegła łzy. Pierwszy raz widziała jak płakał, dlatego początkowo Madara mógł dostrzec jej zdziwione spojrzenie.
- Nie chciałaby... - Odszepnął jej opierając czoło o jej. - Ale z pewnością nie chciałaby patrzeć na śmierć swojego jedynego dziecka. - Pogładził jej policzek.
Yoshiko milczała, zamknęła oczy.
- Jeżeli tego nie zrobisz podczas walki...
- Przestań! - Warknął Madara, łapiąc ją boleśnie za nadgarstki na co ona nie zwróciła za bardzo uwagi.
- ...zabiję się sama. - Dokończyła poprzednie zdanie, które jej przerwał. Spojrzała mu prosto w oczy, które tym razem były zalane łzami. Yoshiko pokiwała przecząco głową i westchnęła.
- Proszę... - Mężczyzna się w nią wtulił z cichym szlochem. Skierowała na niego zaskoczony wzrok.-...przestań... - Pokiwała przecząco głową i odsunęła się od niego wychodząc z domu. Mogła jeszcze usłyszeć swoje imię...właściwie wykrzyczane w taki sposób jakby ktoś rozczłonkowywał Madarze ciało. Westchnęła jedynie i poszła przed siebie. Gdzieś w oddali zobaczyła Hashiramę wraz z jego synem- Yosuke.
- *Wybacz... to już ostatni raz.*- Pomyślała i odeszła tylko sobie znanym kierunku.
Kilka dni później tak jak chciała, zmarła, ale z powodu choroby i dużych zniszczeń w organizmie. Na jej twarzy tuż przed śmiercią malował się uśmiech, ból ustąpił i pomimo iż zbliżał się jej koniec uśmiechała się... pierwszy raz tak od serca...nie sztucznie.