wtorek, 26 lipca 2016

Rozdział VII- ,,Prawda o Yoshiko"

~80 lat temu, Konoha~

Nastał kolejny piękny dzień, były to początki Wioski Liścia i wciąż się rozbudowywała. Uchiha powoli wstała z futonu i przetarła oczy, skrzywiła się po chwili z bólu, miała posiniałe ciało od ostatniego treningu z ojcem i wolała mu dziś nie wchodzić w drogę, ponieważ pod koniec nieco się pokłócili. W drodze do kuchni cały czas się krzywiła i w duchu się modliła by nie spotkać Madary. Jej nadzieje zniknęły, kiedy zobaczyła Uchihę spokojnie jedzącego śniadanie przy stole. Stanęła jak wryta, jakby ktoś wylał na nią litr betonu.
- Stoisz czy jesz? - Mruknął do niej wskazując na miskę z posiłkiem. Yoshiko westchnęła ciężko po czym usiadła przy stole, w milczeniu jadła śniadanie wpatrując się w podłogę. - Zawiodłem się. - Spojrzał na nią z wyrzutem. - Oczekiwałem, że będziesz po mojej stronie, a nie po Senju. - Yoshiko wstała położyła ręce na stole, a w kuchni rozległ się huk.
- Chcę pokoju! Nie wojny! Kiedy wreszcie pojmiesz, że Hashirama chce dla Konohy dobrze?! - Warknęła zła.
- Chcę chronić klan. - Odpowiedział spokojnym głosem.
- Chcesz władzy. -Poprawiła go, po czym wyszła z kuchni, położyła się na swoim posłaniu zamykając oczy. Ból nie ustępował, w końcu kaszlnęła krwią. Nie liczyła na pomoc Madary, szczerze to nienawidziła go za to co robił, ale z drugiej strony bardzo go kochała. Postanowiła odwiedzić swojego przyjaciela- Yosuke. Tak więc wymknęła się z domu i pobiegła do domostwa klanu Senju. Powoli zamknęła oczy, a kiedy w drzwiach stanęła Mito Uzumaki jakoś zrobiło jej się cieplej na sercu.
- Wejdź Yoshiko. - Uśmiechnęła się do niej, jednak widząc jej siniaki zrobiło jej się żal Uchihy. Ta jedynie zamknęła oczy, wchodząc do środka. Napotkała wzrok ciemnych tęczówek Hashiramy i zielonych jego syna Yosuke. Chłopak wstał i powoli wyszedł z nią na zewnątrz dotykając jej lekko fioletowego policzka. - Hashirama... - Wyszeptała Mito ze spuszczoną głową.
- Wiem. - Odpowiedział jej wychodząc na dwór za swoim potomkiem. - Yosuke, zostaw nas na chwile samych. - Polecił, a kiedy jego syn zniknął gdzieś w korytarzach domu, usiadł przy Yoshi patrząc w niebo. - Jeżeli masz jakiś problem, możesz tu zawsze przyjść i mi powiedzieć. - Odrzekł teraz patrząc na nią.
- Nie mam żadnych problemów. - Spuściła wzrok nie patrząc na niego. - Mimo to dziękuję za troskę Hokage-sama.
- Yoshiko. - Zaczął Hashirama. - Wiem o wszystkim. O tym, że Madara się nad Tobą znęca i ma wobec Ciebie pewne oczekiwania. Przykro mi z tego powodu, może uda mi się z nim porozmawiać...
- Proszę nic nie mówić mojemu ojcu. - Spuściła wzrok. - Już i tak mam wystarczające kłopoty. - Westchnęła ciężko.- Po za tym... ojciec się nade mną nie znęca.- Chwila milczenia i wątpliwości w oczach Hashiramy, które pozostały z Senju do końca życia młodej Uchiha.
- Rozumiem, jednak...
- Hokage-sama...ja sobie poradzę. - Uśmiechnęła się lekko. - Jeszcze raz dziękuję za troskę. - Hashirama uśmiechnął się lekko.
- Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży... i za kilka lat może doczekam się wnuków! - Roześmiał się cicho.
- Kto wie... - Uśmiechnęła się.

~*~

Ojciec stał naprzeciwko córki z ponurą miną, która nie wyrażała żadnych uczuć.
- Nie pozwolę Ci zniszczyć Wioski. - Powiedziała chłodnym głosem. Madara powoli zamknął oczy.
- Jestem od Ciebie silniejszy, Yoshiko. Zrezygnuj z tego. - Odpowiedział jej. - Po za tym pójdziesz ze mną. Masz zapieczętowanego Nibiego, więc... - Urwał kiedy zobaczył Pierwszego Hokage.
- Więc? - Zmierzył go wzrokiem. Zawiał chłodny wiatr, który rozwiał im włosy niosąc za sobą liście. Hashirama uważnie się przysłuchiwał... i przypatrywał całej tej sytuacji... Ale to nie była prawda...to była iluzja... tylko genjutsu rzucone na Pierwszego i jego syna... rzeczywistość była...nieco inna, niż to co widzieli Senju. 
Madara powoli podszedł do niej.
- Nienawidzę Cię, to wszystko Twoja wina, że Yumi nie żyje... Nie powinnaś się narodzić. - Wyszeptał cicho do jej ucha.
- Madara! - Wrzasnął Hashirama po czym go zaatakował, rozpoczęła się walka, w której uczestniczyła także Yoshiko. Była po stronie Hashiramy. W końcu osłoniła  Senju przed atakiem Madary, osuwając się na ziemię. Uchiha z niewzruszonym wyrazem twarzy wyciągnął z jej brzucha katanę. Zszokowany Pierwszy chciał ją wyleczyć jednak jego przeciwnik mu nie pozwolił. Przybiegł Yosuke, chwytając ją za zimną rękę.
- Yoshi... -Wyszeptał cicho.
- Wybacz Yosuke, to... nasze ostatnie spotkanie. - Wyszeptała dławiąc się krwią, czuła jak zaczyna ją gładzić po głowie, a po jej twarzy kapnęło parę łez jej partnera. - Płaczesz? - Zapytała z uśmiechem. - Będę przy Tobie... nie martw się, kiedyś się jeszcze spotkamy... - Powoli zasnęła. a Hashirama korzystając z okazji kiedy nieco unieszkodliwił Madarę podbiegł do Yoshiko i korzystając z medycznego ninjutsu zaczął ją leczyć, jednak nie dał rady jej ocalić. Spojrzał z szokiem w kierunku Uchihy... nie mógł uwierzyć, że to zrobił. Jeden z założycieli powoli wstał.
- Wielka szkoda. Przydałaby mi się. - Westchnął ciężko Madara.
Zaraz potem zaczęła się walka na poważnie, z której zwycięsko wyszedł Hashirama, ciało Yoshiko wrzucono do wody ,która wciąż się podnosiła. Hashirama odszedł z bólem w sercu z tego miejsca wraz z synem , który w tej chwili myślał o śmierci. Zaś Madara, który symulował śmierć podniósł się i kiedy się upewnił, że nikogo już nie ma, podszedł do córki , której ciało powoli się zanurzało. Pogłaskał ją po policzku, a jego oczy przepełniły łzy.
- Wybacz mi Yoshiko...naprawdę nie chciałem. - Ucałował ją w czoło i zaraz wyprostował się. - Niedługo będziesz ze swoją mamą, dobranoc. - Wyszeptał po czym odszedł. Tak naprawdę Yoshiko zaplanowała z Madarą całe to zdarzenie. Stwierdziła, że chce umrzeć, a ten znajdzie kogoś innego kto będzie nosił w sobie Nibiego... Ale Madara się nie zgodził, tak naprawdę choroba zniszczyła córkę Madary. Taka była prawda o pierwszej Yoshiko, której historia przeszła do legendy klanu Uchiha.

sobota, 23 lipca 2016

Rozdział VI- ,,Yoshi"

Znów ten sam sen. Posiniałe i zmasakrowane ciało dziewczyny no i Madara stojący nad nią, gdzieś z boku kucał wykończony Pierwszy Hokage zszokowany zachowaniem założyciela. Nie mógł pojąć jak Madara mógł zabić własne dziecko. Postać Madary jednak zmieniła się na postać Sasuke, a Hashiramy...na Naruto.
Natychmiast otworzyła oczy podrywając się, ciężko oddychała i kaszel z krwiopluciem się nasilił. Itachi słysząc to od razu się obudził i podszedł do jej łóżka, masując po plecach. Uważnie ją obserwował, a zaraz po tym przyłożył jej dłoń do czoła. Gorączka cały czas rosła, nawet gdy w dzień ją trochę rozbił ta nadal rosła. Zmrużył oczy siadając obok niej, odgarnął delikatnie jej kosmyk włosów. Czuł się winny, za bardzo ją przemęczał,dlatego źle się czuła.
- Odpocznij jeszcze. - Zaproponował patrząc na nią spokojnym wzrokiem.
- Nie. - Wysapała cicho. - Nie zasnę...
- Dlaczego? - Zapytał zdziwiony Uchiha.
- Co noc mi się śni..ta dziewczyna...którą zabił Madara. - Wyszeptała łapiąc się za głowę i próbując jakoś o tym zapomnieć. Itachi  otworzył szerzej oczy.
- Śni Ci się córka Madary? - Dziewczyna spojrzała na niego pytającym wzrokiem. Itachi powoli zamknął oczy.
- Ok 80 lat temu Madara prowadził wojnę z klanem Senju. Jednak...mało kto wie, że miał córkę. Podobno urodziła się z potężnymi złożami chakry, Uchiha wierzył, że będzie szła jego śladami, jednak, tak się nie działo. Ona...często spotykała się z jednym z synów Hashiramy- Yosuke. Twój przyjaciel, który dzieli z Tobą chakre Nibiego ma po nim imię.- Zerknął na nią, po czym odwrócił głowę w bok.- Madara tego nie tolerował, dlatego był wobec niej surowy i nie okazywał jej uczuć. Często się nad nią znęcał, dlatego ona sama żywiła do niego urazę i nienawiść. Chciała pokoju w przeciwieństwie Madary. W końcu kazał zapieczętować w niej Bijuu- Nibiego. Stała się jednym z pierwszych Jinchūriki. Madara chciał wykorzystać córkę w swoim planie, był gotów ją zabić dla swoich ambicji. I pewnego dnia spotkali się w miejscu gdzie rozegrała się słynna bitwa założycieli. Ona chroniąc Hashiramę przed atakiem zginęła, podobno jej ciało wrzucono do wody i teraz spoczywa na dnie miejsca które zwie się dziś Doliną Końca. Twierdziła, że woli poświęcić swoje życie dla Wioski niż ją zniszczyć, ona...nie kontrolowała Nibiego. Ale wypełniła Wolę Ognia. - Spojrzał teraz w górę. - Nazywała się Yoshiko Uchiha. -Wyszeptał trochę ciszej, a widząc jak młoda ściska kołdrę dodał. - Ale większość może być tylko plotkami. Nie jest powiedziane, że nie istniała i że rzeczywiście zginęła od ręki ojca jednakże...przynajmniej jedna rzecz może być nieprawdą. Tego nikt nie wie. - Uśmiechnął się do niej. Zobaczył jak spuszcza powoli wzrok, domyślił się o co chodzi.- Twój ojciec Cię kocha i nigdy by Cię nie skrzywdził, nie żywi do Ciebie urazy i do niczego Cię nie zmusza, szanuje Twoje decyzje i stara się byś wyrosła na silną kunoichi.- Yoshi podniosła na niego wzrok, coraz bardziej tęskniła za ojcem, jednak uśmiech Itachiego sprawiał, że robiło jej się jakoś cieplej na sercu.
-Dziękuję,stryjku. - Powoli się do niego przysunęła i przytuliła się. Itachi zdziwiony tym gestem przez chwilę nie odwzajemniał uścisku, jednak potem wtulił ją w siebie.Uchiha powoli zasnęła trzymając głowę na jego kolanach. Itachi również tęsknił za swoim bratem, co jak co ,ale był do niego bardzo przywiązany, w końcu...byli rodzeństwem.
Gładził jej czarne włosy co jakiś czas odgarniając kosmyk i zakładając go za ucho. Wcześniej, tam na moście widział jej ogromne ilości chakry...bez korzystania mocy Bijuu. Zmrużył oczy zastanawiając się nad tym. Czyżby Yoshiko była reinkarnacją córki Madary? I czy założyciel Liścia nadal żyje? Tego nie był do końca pewien, jednak jego bratanica była w niebezpieczeństwie i chciał ją chronić za wszelką cenę- dla Sasuke. Przez chwilę pomyślał też o Shisuim- jego dawnym przyjacielu, którego traktował jak starszego brata. Miał też młodsza siostrę imieniem Teruko Uchiha. To właśnie ona była matką Yoshiko, tak słyszał, jednak już od dawna nie żyje. Przez tego przeklętego Sannina Orochimaru. Itachi zagryzł wargę, nie mógł dłużej o tym myśleć, dlatego teraz skierował wzrok na Uchihę, która aktualnie spała, była już o wiele spokojniejsza, nawet jej chakra już się nieco uspokoiła i nie buzowała tak jak podczas ich podróży, jej mięśnie były rozluźnione, widocznie powoli przyzwyczajała się do jego obecności i stwierdziła, że nie ma już dla niej żadnego zagrożenia.
Bynajmniej nie z Itachim.
Starszy Uchiha wyczuł, że coś jest nie tak, w pokoju ktoś jeszcze był, zerknął w kierunku cienia dostrzegając w nim postać.
- Kim jesteś? - Zapytał spokojnym głosem uważnie patrząc na ową sylwetkę mężczyzny. Z cienia wyszedł...Madara.  Teorię Itachiego się sprawdzały, ale pomimo widoku założyciela Konohy nie ruszył się nawet o milimetr. Madara szedł powolnym krokiem w jego kierunku, wbijając wzrok w córkę Sasuke. Itachi drgnął. - Nie pozwolę Ci.
- Nie mam zamiaru, przynajmniej nie teraz. - Odparł zimnym głosem przerywając mu. - Pilnujesz jej. Jednak nie zdołasz jej uratować przede mną , jedyny który może się ze mną równać jest Twój brat, czyż nie Itachi?
- Tak masz rację, nie jestem taki jak Sasuke. -Odwrócił się w jego kierunku - Jednak będę chronił Yoshiko za wszelką cenę, Madara. Nie pozwolę Ci jej skrzywdzić.
Uchiha powoli zmrużył oczy.
-Yoshiko..to imię...przypomina mi kogoś. - Wyszeptał. - Kogoś kogo zabiłem.
- Dla Ciebie to był tylko ,,ktoś" ? - Zapytał zszokowany Itachi.
- Była nikim, słabeusz który nie zasługuje by być moim dzieckiem. - Zmrużył oczy. - To jej wina, że jej matka nie żyje, że  Yumi...- Urwał po chwili spuszczając wzrok.
- To nie była wina dziecka. - Itachi w końcu zirytował się. Zacisnął lekko dłonie na ramionach swojej bratanicy. - Zabiłeś ją bezpodstawnie, oskarżając ją za coś czego nie zrobiła!
- Mylisz się. - Itachi był zszokowany jego słowami. Madara spojrzał przez okno po czym je otworzył  stanął na parapecie. - Do zobaczenia, Itachi.- Wyszeptał i zaraz wyskoczył z budynku.
Uchiha w dalszym ciągu był zdenerwowany obecnością Madary. Nie podobało mu się to jak patrzył na Yoshiko, nadal chciał wprowadzić swój plan w życie, jednak...tak jak powiedział tylko Sasuke może się z nim równać. Młodsza Uchiha zaraz kaszlnęła krwią. Powoli z płaszcza wyciągnął pudełko a z niego listek leków. Przechylił jej głowę tak by wszystko połknęła, nie był pewny czy może brać taką dawkę, dlatego tabletki skruszył na pół a drugą połowę wziął dla siebie. Mimo to kaszel nie ustępował co go zmartwiło. Od razu nie zadziałają, ale wypluwała ogromne ilości krwi...przy tym stado wampirów pewnie by się najadło. Gładził jej włosy delikatnie i zerkał w jej uchylone oczy. Były matowe i pozbawione blasku. Potrzebowała więcej czasu na odpoczynek. Jednak Madara wiedział gdzie są... Postanowił jednak przedłużyć kwaterę dla jej dobra.

wtorek, 19 lipca 2016

Rozdział V- ,,Ojciec i córka"

Uchiha Madara stał kilka metrów przed dziewczyną, bardzo podobną do niego. Mierzyli się wzrokami, ale nie aktywowali swoich Kekkei Genkai, mężczyzna nie drgnął nawet o milimetr, ich włosy rozwiewał wiatr ,który niósł za sobą zielone liście. Atmosfera była wyraźnie napięta i czuć ją było na tej niewielkiej...polance, na której się obecnie znajdowali. Nawet ptaki już nie ćwierkały... żadne zwierze nie śmiało pisnąć słówkiem. Madara powoli zaczął iść w jej kierunku, zatrzymał tuż się koło niej, ta w dalszym ciągu się nie ruszała. Jakby ktoś na nią wylał wosk, jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Gdyby nie ty, Twoja matka na pewno by żyła. Nienawidzę Cię, wolałbym, żeby Cię tu nigdy nie było.- Wychrypiał w końcu. Wyciągnął katanę, jednak w porę zainterweniował Hashirama.
Rozegrała się tu znana bitwa założycieli Wioski Liścia, którą wygrał Pierwszy Hokage. Dziewczyna została zabita przez swojego ojca, ciało wyrzucono do wody a miejsce to nazwano później Doliną Końca.


Sasuke powoli szedł w kierunku Doliny Końca. Stanął na posągu Madary, zaś naprzeciwko niego- na posągu Hashiramy- stała Yoshiko. Chwilę mierzyli się wzrokiem, po czym ojciec postanowił się ruszyć z miejsca i szedł w jej kierunku. Jednym susem przeskoczył wodospad i znalazł się przy swojej córce.
- To Twoja wina...nienawidzę Cię. - Wyszeptał.
Sasuke obudził się oddychając ciężko... po jego czole spływał zimny pot. Co za sen!
- Moje dziecko...- Wyszeptał wycierając kropelki spływające po jego czole, Kakashi poklepał go po plecach.
- Naaa... Sasuke...już wszystko w porządku to tylko sen. - Uśmiechnął się lekko przez maskę.
- Był taki dziwny... - Odszepnął patrząc na dawnego mistrza. - Ja..chyba zabiłem Yoshiko. - Ledwo przeszło mu to przez gardło. Kakashi milczał przez chwilę.
- Uchiha Madara podobno zabił swoją córkę. Chciała go powstrzymać przed zniszczeniem Konohy. - Stwierdził. - Ale nie wiem, może to tylko plotki... w zwojach klanu może będzie o tym wzmianka.
- Madara...śnił mi się. - Sasuke przełknął ślinę.
- Nie martw się Sasuke, to tylko sen. One nie zawsze się spełniają. - Powiedział spokojnie. - Po za tym raczej byś nie skrzywdził własnego dziecka?
- Kiedyś twierdziłem, że nie tknę nigdy starszego brata, że nie zrobię mu krzywdy. - Zauważył Sasuke. - Ludzie się zmieniają Kakashi.
Hatake spochmurniał, zaczął myśleć nad słowami Sasuke wpatrując się w gwiazdy migoczące na niebie. Sasuke zaś cały czas myślał o swojej córce. Wstał powoli gasząc ognisko, Kakashi spojrzał na niego zaskoczony.
- Sasuke co ty robisz? - Zapytał zdziwiony. - Jest środek nocy.
- Chcę znaleźć moje dziecko. - Warknął do niego odwracając się.
- Powinieneś odpocząć. - Stwierdził patrząc na niego.
- Nie chcę, nie zasnę póki jej nie znajdę. - Zmierzył go wzrokiem. Sai nagle wstał ze śpiworu, na którym spał.
- Kakashi- san ma racje, Sasuke- kun. Powinieneś odpocząć. - Sasuke spiorunował go wzrokiem swojego Rinnegana.
- Albo wstajecie, albo idę sam, spowalniacie mnie. - Mruknął niezadowolony.
- Jesteśmy zmęczeni, Sasuke. - Stwierdził Yamato budząc się. - Drużyna siódma potrzebuje odpoczynku - Zerknął na śpiących chłopaków.
- Tato ma racje. Nie wiadomo co Itachi planuje wobec Yoshiko. - Taiyou nagle wstał, a jego brązowe włosy rozwiał wiatr. - W dodatku jest poważnie chora i w każdej chwili jej stan może się pogorszyć. Najgorsze jest to, że wyszła- jak twierdzi Oto-san*- z prawie czterdziesto stopniową gorączką. A po za tym nie ma leków. - Zmarszczył brwi patrząc na pozostałych. Zwrócił się teraz do Sasuke. - Ojcze pójdę z Tobą. - Sasuke skinął głową, bardzo się cieszył, że mógł liczyć na syna. A co najważniejsze, że martwił się o swoją młodsza siostrę. Mimo protestów pozostałej trójki wyruszyli w samotne poszukiwanie.
Taiyou przegryzł palec i czując spływającą krew po kciuku, od razu wykonał serię ręcznych pieczęci. Następnie przyłożył dłoń do ziemi, na której pojawiła się jakby pajęczynka (aut: nwm jak to lepiej i dokładniej opisać), a w kłębie dymu pojawiły się ninkeny Taiyou. Rozkazał im szukać jakichkolwiek śladów Itachiego lub Yoshiko.
Sasuke powoli usiadł niecierpliwie czekając. Po dłuższej chwili w lesie rozległo się wycie. Natychmiast się zerwali i kilkoma susami byli już na drzewach. Kiedy dotarli na miejsce ujrzeli niewielkie kleksy krwi na ziemi. Sasuke i jego syn się przerazili. Były dwie opcje: Albo dostała ataku, albo ktoś ją zaatakował.
Zaczęli iść za śladami krwi razem z ninkenem. Reszta psów się wycofała.


~*~

Naruto wstał wczesnym rankiem, przeciągnął się ziewając i mlaskając przy tym. Chciał pospać jeszcze trochę ,ale jego instynkt Shinobi podpowiadał mu, że coś jest nie tak. Powoli usiadł na brzegu łóżka, które pozostawił w nieładzie. Poszedł do kuchni siadając przy stole i robiąc sobie ramen... właściwie zupkę błyskawiczną. Wystarczy zalać gorącą wodą i ta da! Zachwycony jadł dalej, delektując się smakiem ramenu... z proszku. O wiele bardziej wolał ramen z Ichiraku. Pomasował brzuch mrucząc cicho. Chciał jednak więcej. Powinien dużo jeść! Treningi go wyczerpywały i odbierały energię, mimo to nadal chciał zostać Hokage, było to jego marzenie. Po skończonym dużym śniadaniu postanowił przejść się do Doliny Końca. Tutaj też zmierzył się z Sasuke, kiedy ten chciał odejść do Orochimaru. Przypomniał sobie stare czasy i lekko zesztywniał na te wspomnienia. Pamiętał jak bardzo chciał by Sasuke wrócił do Konohy, pamiętał puste obietnice , które składał Sakurze, jej łzy, ból... a teraz Uchiha został ojcem i jednocześnie głową klanu. Naruto uśmiechnął się na tą myśl, Sasuke wreszcie był szczęśliwy i miał powód do życia. No i ...Teruko. Wielka szkoda, że nigdy nie poznał wielkiej miłości swojego przyjaciela i jednocześnie matki jego córki. Wiedział, że to był ogromny cios dla Sasuke ze strony Orochimaru, a najbardziej martwiła go sprawa Yoshiko, która przysięgła zemstę na Sanninie. Naruto powoli szedł przez las, aż w końcu dotarł na miejsce. Usiadł na klifie wpatrując się w posąg Pierwszego Hokage i wsłuchując się w szum wodospadu. Było tu jednak... cicho... to znaczy... nie widać tu było ani żywej duszy. Nawet ptaki nie ćwierkały, zdziwiło to Uzumakiego. Spojrzał w dół, w rzekę i przypomniał sobie pewną historię... a dokładniej o Madarze i jej córce, którą zabił właśnie tu- w Dolinie Końca. Nazywała się... Yoshiko Uchiha.

*
Oto-san - jest to forma zwrotu ( w tym przypadku z szacunkiem ) do ojca.

Rozdzial IV- ,,Choroba"

Itachi szedł w milczeniu...widocznie nie miał do niej pytań i nie chciał ją zasypywać ich gradem w tym momencie. Postanowił poznać bratanice trochę później i nie tak...gwałtownie zadając jej pytanie za pytaniem.
Zerknął w jej kierunku, a kiedy zauważył, że już opada z sił zatrzymał się szli już dobre parę godzin.
- Zróbmy sobie przerwę.- Powoli usiadł na głazie uważnie ją obserwując. Ta zasnęła pod drzewem, zerknął w niebo, odpoczywając po długiej podróży. Wkrótce wyczuł chakrę Kisame...to dziwne, że jej nie wyciszył. Zmrużył oczy wiedząc co czeka młodą Jinchūriki- śmierć. Powoli wstał biorąc Yoshiko na ręce i kilkoma susami oddalił się od Kisame. Bynajmniej nie czuł jego chakry...albo ją wyciszył.


  ~*~

Powoli otworzyła oczy. Itachi przyłożył jej dłoń do czoła i westchnął ciężko - gorączka rosła. Musieli znaleźć tymczasowe schronienie, a najbliżej była wioska Kumogakure. Nie mieli wyjścia...musieli wstać i iść dalej, pomimo choroby Yoshiko. Itachi podniósł się i zaczął iść dając jej jasno do zrozumienia, że ma pójść w jego ślady. Uchiha raczej delikatny nie był, jego charakter i głos...były chłodne...jeszcze zimniejsze od Sasuke. Ojciec jednak pomimo ciężkiego usposobienia był wobec niej czuły i opiekuńczy i zawsze powtarzał, że jest z niej dumny. Teraz jednak był wpieniony...tak jej się wydawało. Itachi przystanął i spojrzał na nią kątem oka. Z jego kosmyków włosów kapały krople deszczu. Nastolatka powoli wstała, podeszła do niego chwiejnym krokiem i zaczęli iść. 
- Jak właściwie stałaś się Jinchūriki?- Zapytał w końcu przerywając ciszę.
- Nie wiem, zapieczętowano we mnie Nibiego kiedy byłam jeszcze niemowlęciem.- Stwierdziła.- Nie mogę tego pamiętać,a po za tym ojciec nic mi nie mówił.- Dodała po chwili.
- Aha.- Mruknął jakby od niechcenia. Yoshi najwidoczniej się tym nie przejmowała, szła dalej mimo bólu, który ledwo co wytrzymała. Zastanawiała się ile Itachi żyje z tą chorobą... i przede wszystkim...jak wytrzymał tak silny ból? Był z żelaza czy jak? Tak czy owak była zdumiona...od kąt pamiętała, Sasuke jej opowiadał jak Itachi cierpiał z powodu choroby...tak mu powiedział ktosiek imieniem Tobi. Nie wiedziała jakim cudem jej stryj żyje, ale chyba wolała nie wnikać w takie rzeczy. I chociaż zawsze chciała go poznać, teraz miała ochotę zabrać tyłek w troki i uciekać gdzie pieprz rośnie. Tak bardzo chciała wrócić do domu...do ojca. Kto wie? Może Itachi kłamał mówiąc, że zabierze ją do domu? Może tak naprawdę miał inne plany? Wcześniej wydawał się dość miły, a teraz był oschły i nieczuły. Szła tak zamyślona do póki nie uderzyła w drzewo.
- Ał! - Jej cichy jęk bólu zagłuszyły krople deszczu spadające z szumem na ziemię. Itachi obejrzał się zdezorientowany, widząc swoją bratanicę na ziemi powoli do niej podszedł i podał jej rękę.
- Mogę Cię ponieść. - Zaproponował.
- Nie trzeba. Poradzę sobie. - Stwierdziła i powoli go wyprzedziła.
- Do Kumogakure jest w tamtą stronę. - Pokazał ręką kierunek. Yoshi stanęła z jedną nogą w powietrzu, a na jej twarzy malował się wyraz zakłopotania.
- Przecież wiem. - Burknęła niezadowolona, idąc w wyznaczonym kierunku. Powoli szła koło wuja, ale zaraz została w tyle, starszy Uchiha odwrócił się w jej kierunku.
- Coś nie tak? - Zapytał uważnie jej się przyglądając, stwierdził, że ciężko oddycha. Podszedł trochę bliżej.
- Tak... ja zaraz pójdę... proszę idź dalej. Dogonię Cię. - Odpowiedziała cicho. Uchiha spojrzał na nią niepewnym wzrokiem, trochę się bał ją zostawiać w jej stanie, ale ostatecznie odszedł wolnym krokiem. Usiadła przy drzewie oddychając ciężko. Pomiędzy drzewami zauważyła jakąś postać i prawie, że pisnęła z zaskoczenia... Nie czuła niczyjej chakry oprócz Itachiego. Miała już zamiar wezwać Uchihę ,ale poczuła rękę na swoich ustach. W oczy rzuciły jej się biało-niebieskie włosy i fioletowe tęczówki  chłopaka. Zmrużyła oczy, znała ten opis wyglądu. Odepchnęła od siebie rękę i zmierzyła dziada chłodnym wzrokiem równym spojrzenia Sasuke czy Madary. Kiedy chłopak chciał coś powiedzieć, od razu mu przerwała.
- Daruj sobie, Suigetsu.
- He? Skąd znasz moje imię? - Zapytał zdziwiony.
- Hm... ciekawe, nie przypominam Ci może kogoś? - Uniosła brew ku górze. Suigetsu zastanowił się chwilę patrząc w niebo.
- Uh... Wyglądasz jak damska wersja Sasuke. - Przyjrzał jej się uważnie. I nagle wpadło mu do głowy coś strasznego.- Orochimaru zmienił Sasuke w dziewczynę! O zgrozo! - Zrobił minę ,,OMG" i wpatrywał się w nią swoimi purpurowymi oczami. - Sasuke co oni Ci zrobili! - Przytulił ją mocno, na co dziewczyna zareagowała cichym piskiem.
- Nie jestem moim ojcem! -Warknęła mu prosto do ucha, a ten przestał jęczeć i płakać i spojrzał na nią z zaskoczeniem.
- Sasuke ma dziecko? - Otworzył szeroko oczy. - Z kim? Kiedy? Gdzie? Jak? O której godzinie? - Zasypywał ją gradem pytań.
- Skąd mam wiedzieć? Moja matka nazywała się Uchiha Teruko. - Wywróciła oczami.
- Och... - Jęknął przypominając sobie ploteczki na temat smutnej historii partnerki Sasuke. Powoli czuła zbliżającą się chakrę Itachiego, więc wstała, pożegnała się i poszła w tamtym kierunku powolnym krokiem. Widząc Suigetsu, straszy Uchiha wbił w niego lodowate spojrzenie, które mówiło "nie zbliżaj się do niej". Ruszyli w dalszą podróż  i wkrótce byli już w Kraju Błyskawic. Dotarli do Kumogakure, ale mieszkańcy patrzyli wrogo na ową parkę. To chyba ze względu na płaszcz Itachiego, jednak nie była pewna.
Zamknęła powoli oczy idąc dalej. Wkrótce jednak straciła przytomność z przemęczenia i wysokiej gorączki.

~*~

Kiedy się obudziła w pokoju od razu się zerwała. Rozejrzała się, koło niej siedział Itachi ze zmartwioną miną.
- Obudziłaś się. - Stwierdził patrząc na nią.
- Ile spałam?
- Zaledwie kilka godzin. To tylko omdlenie, za bardzo Cię przemęczałem, wybacz. - Spojrzał na nią ze skruchą w oczach. Pokiwała przecząco głową. Itachi wynajął pokój w hotelu na ten dzień. Starał się jej rozbić gorączkę i choć trochę poprawić jej stan. Spojrzała w okno myśląc cały czas o ojcu.

sobota, 9 lipca 2016

Rozdzial III- ,,Wuj"

Ten dzień był wyjątkowo piękny i słoneczny... Dotarli do Doliny Końca, szum wodospadu dało się słyszeć już z bardzo daleka. W końcu ujrzeli dwa posągi założycieli Konohy. Yosuke zachwycił się na widok pomnika Hashiramy. Od razu stanął na jego głowie i usiadł. Jedyne co odciągało uwagę Yoshiko od tych wszystkich rzeczy... była myśl gdzie podziewa się Sai. Ich senseia nie było od bardzo długiego czasu i opiekował się nimi Yamato... można powiedzieć, że odkąd przydzielono im Saia, Yamato był ich senseiem ,,wspomagającym" z pewnego powodu...
Tak czy owak Uchiha była zamyślona...aż za bardzo.
- Yoshiko.- Zaczął Yamato,a ta na niego spojrzała ze znakiem zapytania nad głową.- Wszystko w porządku?
- Ta...Zastanawia mnie...gdzie się podziewa Sai-sensei.- Wypaliła prosto z mostu. Kapitan jedynie uśmiechnął się lekko.
- Jest już na miejscu...z nowym członkiem drużyny.- Odrzekł, a widząc, że Uchiha się spięła dodał.- To nie jest łatwa misja. Więc przyda nam się wsparcie.
Nie odpowiedziała. Bez słowa skierowała się do swojego przyjaciela i widząc jego zmieszanie w końcu zaczęła rozmowę.
-Sai jest już na miejscu.
- To świetnie! Wreszcie z nim pogadamy...nie cieszysz się?- Zauważył Yosuke.
- Zobaczysz jak dotrzemy.- Westchnęła ciężko po czym ruszyła za Yamato, który już ich wyprzedził. Trzymała się tyłów i raczej nie bardzo rozmawiała ze swoim nauczycielem.
Jej kontakty z nim...były neutralne. O wiele lepiej dogadywała się z Kakashim, który trenował jej ojca, a później jej brata. Pomagał jej także doskonalić technikę Chidori.
W końcu na moście Nieba i Ziemi, który od dawna już stał odbudowany po starciu Naruto z Orochimaru, zauważyli Saia. Yoshi zagryzła wargę... nie chciała nowego członka drużyny. I choćby świat miałby się walić..nie zaakceptuje go. Zatrzymali się przed Saiem,  Yosuke i Yamato byli...dość optymistycznie nastawieni do tego spotkania, jednak na pewno nie Uchiha. Zmrużyła lekko oczy wbijając wzrok w chłopaka...no cóż brzydki na pewno nie był... Złote tęczówki oczu chłopaka nagle spotkały się z jej wściekłym spojrzeniem...Sharingana. Yamato zesztywniał.
- To jest wasz nowy kolega... nazywa się Daisuke i jest z klanu Kurama.- Sai wreszcie przerwał grobową ciszę. Kurama? Już gdzieś obiło się jej to o uszy, ale co z tego? Przegryzła wargę i minęła ich z kamienną twarzą. Wolała się nie odzywać zamiast palnąć coś głupiego i żałować tego do powrotu...no właśnie! Ojciec... z pewnością dostanie jej się za to po głowie...będzie pewnie mieć areszt domowy,a co najgorsze dostanie misję rangi D. Nie uśmiechało jej się łapać jakieś koty czy wyprowadzać psy... chociaż nie mogła narzekać...zasłużyła sobie na to i dobrze o tym wiedziała.
Nagle odskoczyła do tyłu, a  w miejscu gdzie przed chwila stała wbił się kunai. Przed nią pojawiły się dwie postacie w czarnych płaszczach z czerwonymi chmurami.
- *Akatsuki*- Pomyślała jedynie i skierowała wzrok na jednego z nich i nagle zesztywniała.- *Sharingan?*- Zaczęła kojarzyć wątki...Itachi był w Akatsuki. Ale on od dawna nie żył...chyba.- Kim jesteście?- Wypaliła chłodnym głosem. Czarnowłosy mężczyzna pochylił się nad nią.
- Przypominasz mi kogoś, Nibi.-Ostatnie słowo odbiło się echem w jej głowie. Skąd wiedzieli, że jest Jinchūriki? Zesztywniała gwałtownie i odskoczyła, jednak poczuła na swoim nadgarstku dłoń. Yamato i Sai natychmiast zareagowali, starając się oddzielić Yoshiko od członków Akatsuki. I udało się. Uważnie obserwowała ich walkę... Techniki ognia... Sharingan... Wszystko wskazywało na to, że jest on z klanu Uchiha...a co najgorsze znał ją. I jeszcze jego słowa...przecież...była uderzająco podobna do Sasuke.  On zresztą też go trochę przypominał. Zaczęła gorączkowo myśleć...czy to możliwe by Itachi jednak przeżył...?
- *Nie...na pewno nie...* -Zaprzeczała w myślach. Jednak im dłużej go obserwowała tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że był to jej stryj. W dodatku jego partner...był dosyć nietypowy..przypominał bardziej rybę skrzyżowaną z...człowiekiem. Po chwili poczuła jak pan Rybcia przerzuca ją sobie przez ramię. Tak..wkurzyła się. Dlatego przyfasoliła mu parę kopniaków w twarz by się wydostać.... i już miała skorzystać z mocy Matatabiego, jednak to ona skończyła nieprzytomna...chcąc nie chcąc.
Miał zamiar się wycofać, kiedy drogę zagrodził mu Yosuke...
- Daj sobie spokój dzieciaku.- Burknął z uśmiechem  wyciągając swój miecz. Senju jednak łatwo się nie poddał... zaatakował pana Rybcie...ba wyrwał mu nawet miecz, ale natychmiast go upuścił, czując jak mu przecina skórę. Skrzywił się lekko, wykorzystując chwilę, pan Paluszek Rybny wycofał się, przez chwilę gonili go Daisuke, Sai i Yosuke, ale po chwili ich zgubił.
- Łatwo poszło.- Burknął. Po dłuższym czasie dołączył do niego  czarnowłosy.- No dłużej się nie dało?-Dogryzł mu. Sharinganowiec się nie odezwał.- Co z nią zrobimy? 
- To co z innymi.- Odpowiedział niewzruszony.- To będzie długa droga.- Stwierdził.

~*~
Wieczorem Yoshiko się obudziła. Miała związane ręce, dlatego nie mogła złożyć pieczęci...nawet jedną ręką. Cudownie...jakby od razu nie mogła użyć transformacji Jinchūriki i im przyfasolić Bijūdamą. Przymrużyła oczy czując jak światło ogniska razi je. No nic...trzeba obmyślić plan działania.
- *Zapewne moja drużyna mnie szuka...i mają już plan działania*- Nie pomyliła się. Rzeczywiście tak było..Drużyna Siódma zmierzała właśnie w ich kierunku...z Kakashim i Pakkunem. Nie obeszło się także bez jej ojca i brata.
- Hej Itachi....teraz ty ją ponieś...może i jest lekka,ale zaczyna mi zawadzać.- Czyli jednak... jednak Itachi żyje. Aż zachłysnęła się własną śliną. Uchiha skierował na nią wzrok, ale potem przeniósł na pana Paluszka Rybnego  imieniem Kisame.
- Zgoda.- Burknął jakby od niechcenia, podszedł do swojej bratanicy i przerzucił ją sobie przez ramię. Dopiero teraz zauważyła, że nogi również ma związane. No to pięknie. Spojrzała w niebo...było pełne gwiazd...chciałaby, żeby to wszystko wreszcie się skończyło. Chwilę tak szli... Dostała silnego napadu kaszlu z krwią.Nerki przeraźliwe ją bolały... po jej policzkach spływały łzy. Świetnie. Umrze podczas podróży do kryjówki Akatsuki...i już nigdy nie zobaczy ojca, nie zdąży się pożegnać i powiedzieć rodzinie jak bardzo ją kocha. No i Yosuke...
W końcu Itachi zatrzymał się.
- Idź do kryjówki, a ja zaraz wrócę.-I zanim Kisame zareagował odszedł w zupełnie innym kierunku niż zmierzali. Gdy byli już wystarczająco daleko położył ją na ziemi i wyciągnął kunaina. Spanikowała, ale to co się stało potem ją...zaskoczyło. Przeciął liny jednym szybkim ruchem. Yoshi usiadła masując nadgarstki, a w jej głowie krążyły setki myśli.
Po co? Dlaczego? I inne takie różne...
- Nie zamierzam Cię skazywać na śmierć.- Wyszeptał jej do ucha.- Pomogę Ci wrócić do Twojego ojca, a potem zniknę i już nigdy mnie nie zobaczysz.- Pomógł jej wstać.- Przyrzekam jako Shinobi.
- Poszukiwany Shinobi...-Zauważyła. Spuściła wzrok.- Dziękuję...-Wyszeptała.- Oji-san.* -Dodała po chwili jakoś niepewnie. Itachi uśmiechnął się lekko. Pierwszy raz od wielu lat się uśmiechał.
-Nie masz za co mi dziękować. -Odparł.- Po prostu robię to dla...mojego brata i jego córki...czyż nie?- Zerknął na nią powoli idąc.- Boli Cię coś?- Zapytał nagle się zatrzymując się i widząc...że lekko...kuleje i ,,podtrzymuje" ręką okolice nerek...oczywiście były z drugiej strony ,ale raczej nie będzie wyginać ręki do tyłu.
-Em...ja...właściwie to choruję... i mam problemy z nerkami..przejdzie mi.- Zapewniła starając dotrzymać mu kroku. Krwioplucie, osłabienie, problemy z nerkami i gorączka. Itachi znał te objawy...bardzo, bardzo dobrze. Zrobiło mu się jej żal... to smutne, że tak młoda dziewczyna choruje na śmiertelną chorobę...tą samą co on. Miał na szczęście leki więc nie było aż tak źle. Szli w ciszy... przeszli przez strumyk i zniknęli w lesie.

~*~

Kilka godzin później Pakkun energicznie wąchał ziemię tego terenu. Dotarł wreszcie do strumyka.
-Tu ślad się urywa... nie zapachu już dalej nie czuję...chakry również nie. -Sasuke spuścił wzrok...myślał o córce cały czas i bał się o nią... nie tylko dlatego, że była Jinchūriki, ale też..ze względu na jej chorobę o której Akatsuki mogło nie mieć pojęcia.

*Oji-san- jest to japoński zwrot do wuja...bardziej skromną wersją jest  Oji. 

~Autorka:
Nie chciało mi się za bardzo opisywać walki...nie miałam dziś do tego weny..ale notka i tak już jest długa jak na moje możliwości... Jestem z niej..dumna xD Swoją drogą nie wiedziałam jak napisać ten...przypis do "Oji-san", ale najważniejsze, że jest zrozumiałe.

czwartek, 23 czerwca 2016

Rozdzial II- ,, Teruko Uchiha"

W Wiosce Dźwięku nastał kolejny chłodny  ranek.  Orochimaru już od dawna nie spał, zastanawiał się co zrobić dalej, jaki kolejny krok postawić by położyć kres Konohy.
W końcu otworzył drewniane drzwi i wyszedł na korytarz, zaczął iść w tylko dla niego znanym kierunku. Po drodze spotkał Kabuto. Białowłosy zerknął na niego z kamiennym wyrazem twarzy.
- Wiesz jak się mają sprawy  we Wiosce Liścia?-Zapytał sannin schrypniętym głosem.
-  Z tego co wiem Yoshiko szybko dojrzewa. Jest już silną kunoichi....Po za tym Akatsuki ją szuka...-Urwał, ponieważ Orochimaru mu przerwał.
- Wiem...chce mieć i Sasuke i Yoshiko.- Kąciki jego ust delikatnie się podniosły, po czym się oblizał.- Akatsuki mi nie przeszkodzi.-Dodał, po chwili pewny wygranej. Kabuto spojrzał na mistrza niepewnie, ale słowem się nie odezwał. Od razu wiedział, że ten pomysł nie wyjdzie...Sasuke posiadał już Rinnegana w lewym oku...całkiem od niedawna,mimo to potrafił go już używać na tyle, by bez problemu pokonać Orochimaru. Okularnik coraz bardziej się martwił o sannina. Był zbyt pewny siebie, tego, że wygra.
- Czy...udało Ci się go ożywić?- Zapytał zmieniając temat. 
-A od kiedy tym się tak interesujesz, co Kabuto?- Roześmiał się cicho.- Tak udało mi się, zresztą nie powinno to Cię dziwić.- Skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
Kabuto zamilkł i stwierdził, że już sobie pójdzie, więc powoli zaczął odchodzić...
- Kabuto...-Wychrypiał Orochimaru.- Zajrzyj do niego później.- Białowłosy jedynie skinął głową, poprawił okulary i odszedł znikając za drzwiami jakiegoś pomieszczenia. Sannin patrzył w miejsce gdzie przed chwilą stał Yakushi, zmrużył delikatnie oczy i pokręcił głową.- Coś w nie sosie dziś jesteś.- Wyszeptał, po czym znów zaczął iść.


  ***
U Yoshiko ten dzień oznaczał dzień pełen....marudzenia ojca. Jej stan zdrowia pogorszył się, a Sasuke najzwyczajniej w świecie się o nią martwił. Yoshiko jednak skrzyżowała ręce na piersi siedząc na łóżku przykryta kołdrą.
- Chcę iść na misję! -Powiedziała stanowczo.- Beze mnie Yamato odwoła ta misję i wyślą inną drużynę, a ja tak bardzo nie chcę siedzieć w domu, tu jest nudno!- Ciągnęła dalej. Sasuke stał nad jej łóżkiem z poważnym wyrazem twarzy, a jego oczy stanowczo mówiły ,,nie".
- Kiepskie argumenty. -Pokręcił głową.- Zaniepokoiło mnie Twoje krwioplucie i wysoka gorączka.- Młoda Uchiha w dalszym ciągu była na niego zła. Wyraz twarzy Sasuke nagle złagodniał, pochylił się  nad nią całując w  czubek głowy.- Po prostu martwię się o Ciebie, ponieważ Cię kocham.-Yoshiko w końcu odpuściła.
- No dobrze.- Westchnęła ciężko.- Przemęczę się parę dni w domu i najwyżej pójdę na inną...- Burknęła niezadowolona. Uchiha  uśmiechnął się leciutko i usiadł na brzegu jej łóżka. Nastolatka zamyśliła się na chwilę, wpatrzyła się w ojca...i przypomniało jej się, że Sasuke miał brata...nazywał się Itachi. Wiedziała o nim tyle co jej przyjaciel Yosuke- czyli praktycznie nic.
Ojciec jej mówił jedynie, że wybił klan zostawiając jego... a potem Sasuke go zabił. Zastanawiała się jaki był... Jak wyglądał i czy mają jakieś wspólne cechy... Jej stryj zawsze ją interesował... Ale ojciec niewiele jej mówił, był to dla niego trudny temat i raczej często go nie poruszali, podobnie jak temat matki.
- Jesteś rozkojarzona.- Zauważył Sasuke.- Coś jest nie tak?
- Wiesz...właściwie zastanawiam się nad...w sumie nie ważne...-Przegryzła niepewnie wargę.
- Skoro już zaczęłaś to dokończ. Przecież nie gryzę.- Złapał ją delikatnie za rękę.
- Ym...no bo chodzi o...mamę.- Momentalnie dłoń Sasuke lekko wycofała się, pomimo tego nadal ją delikatnie trzymał, a kciukiem zataczał delikatne kręgi na jej nadgarstku.- Przepraszam, ja nie powinnam...-Speszyła się i spuściła nieco wzrok.
- Spokojnie.- Przerwał jej.- To normalne, że chcesz wiedzieć coś o swojej matce.- Usiadł nieco bliżej obok niej. Oparł  się plecami o poduszkę i spojrzał na nią.- Twoja mama zginęła za Ciebie...i za mnie.- Zaczął niepewnie Sasuke.- Orochimaru ją zabił... ale to już wiesz. Twoja mam przeżyła masakrę klanu...ponieważ w tym czasie była w innej wiosce. Ja byłem wtedy jeszcze u Orochimaru, poznaliśmy się przy pewnym starciu...w sumie uratowała mi życie. Opiekowałem się już wtedy Twoim starszym bratem... No i jakoś tak wyszło, że potem spotykaliśmy się, nie często, ale jednak. Potem Teruko zaszła w ciążę, a kiedy Orochimaru się o tym dowiedział...koniecznie chciał mieć kolejnych Uchiha do swoich chorych pomysłów. Tak więc wszystko sobie zaplanował, kilka tygodni przed porodem zniknąłem bez śladu w Otogakure, opiekowałem się Twoją matką ,a kiedy doszło do porodu Orochimaru wykorzystał okazję i was zabrał... Doszło do starcia w którym zginęła ona.-Położył się na boku i pogładził ją po policzku.- Ona i ja nadaliśmy Ci imię ,,Yoshiko".- Uchiha powoli spuściła głowę, Sasuke uważnie jej się przyjrzał.- Kochanie?
- Gdyby nie ja to ona by żyła...- Wyszeptała.- Tak samo Yasuhiro by żył... Ja...Nie powinnam nigdy przyjść na świat.- Zacisnęła ręce na kołdrze,a do oczu napłynęły jej się kolejne łzy. Uchiha poczuł drobne ukłucie w sercu, mocno przytulił córkę do siebie i po chwili sam uronił kilka łez. 
- Nawet tak nie mów.- Wyszeptał cicho tuląc ją.- Jesteś dla mnie całym światem...kocham Cię.- Wyszeptał gładząc ją po czarnych włosach. Przegryzła delikatnie wargę i wtuliła się w niego mocniej.
 Chwilę jeszcze tak leżeli, aż w końcu Sasuke poszedł do kuchni coś zjeść, powoli wstała i podeszła do drzwi, zaczęła nasłuchiwać... Sasuke z pewnością był w kuchni. Od razu sięgnęła pod łóżko i wyciągnęła swoją pojemną torbę, w której oczywiście wszystko miała już spakowane. Jeszcze się tylko przebrała, ogarnęła trochę włosy, spięła je w wysoki kucyk i otworzyła okno wyskakując z niego, chwyciła się gałęzi drzewa  sakury i wylądowała zgrabnie w ogrodzie. Teraz wystarczyło się przemknąć niezauważona do wyjścia, co oczywiście poszło jej jak z płatka. Następnie pobiegła na miejsce spotkania drużyny. Yamato i Yosuke już czekali. Zwolniła kroku stając przy przyjacielu, który na jej widok uśmiechnął się szeroko. 
- Gotowi?
- Hai!
Nie czekając dłużej wybiegli z Konohy... Mieli znaleźć lokalizację nowej kryjówki Orochimaru.

środa, 22 czerwca 2016

Rozdział I- ,,Początek"

Późna wiosna...początek lata, lasy od dawna były już zielone i pełne zwierząt. Zima już dawno minęła. Było pięknie i słonecznie... ale ten dzień oczywiście musiał skończyć się tragicznie.
Ich drużyna została rozdzielona od opiekunów.  Utakata i Sai mimo poszukiwań nie znaleźli nastolatków. Pomimo iż byli już chuuninami, wiedzieli, że z nim nie mają szans.
W tym czasie trójka przyjaciół przystanęła. Rozejrzeli się uważnie, czy aby na pewno uciekli, nikogo nie było, cisza i spokój. Nie na długo, znaleźli ich, w końcu doszło do starcia posypało się masę pieczęci i technik, ale pomimo tego nie dali rady. Dziewczyna poczuła jak jej miękną nogi, zaraz po tym złapała upadającego rannego przyjaciela, wszystko działo się powoli...i pomimo uciskania rany i udzielenia pierwszej pomocy...Odszedł. Była w takim szoku, że dosłownie nie umiała wyronić nawet łzy, nie mogła uwierzyć, że on,zabił jej jednego z najlepszych przyjaciół. Poczuła duży przypływ chakry, pod wpływem silnych emocji aktywowała Mangekyou Sharingana, w końcu znaleźli ich Utakata i Sai...dopiero teraz coś w niej pękło, zaczęła płakać, ciszę w lesie przerwał jej krzyk. Patrzyła przez chwilę na ziemię... W końcu  podniosła wzrok na niego... na tego jak go nazywają... ,,genialnym sanninem". I to właśnie od tamtej pory znienawidziła go jeszcze bardziej, przysięgła zemsty...
- Yasuhiro...

Obudziła się zrywając się z łóżka, jej oddech przyśpieszył, po jej czole spływał zimny pot, słyszała bicie własnego serca. Sasuke siedział obok niej na łóżku, wbijając w nią wzrok ciemnych oczu...dopiero teraz go zauważyła.
- Wszystko dobrze?-Wyszeptał lekko schrypniętym głosem. Dopiero co wstał...
Chwilę dochodziła do siebie, po czym spojrzała na niego i pokiwała przecząco głową, nie odpowiadając na jego pytanie. Przysunął się bliżej, przytulając dziewczynę do siebie i masował ją po plecach.- Znów ten sen?- Zdał kolejne pytanie bardziej ściszonym głosem.
- Hai...- Odszepnęła lekko zdławionym głosem,łzy znów jej się cisnęły do oczu, minęły już dwa lata,a ona dalej się nie pogodziła ze stratą przyjaciela.
- Zapomnij o tym.-W tym momencie  nastolatka odsunęła się od niego. Przybrała ponury wyraz twarzy, dokładnie jak on, byli tacy do siebie podobni.
Sasuke uważnie ją obserwował, wiedział, że zaraz posypie się masę wyzwisk i wypominania jak to on stracił rodzinę i planował zabić swojego brata, ale tak się nie stało. Uchiha jedynie siedziała z kamienną twarzą świdrując go zimnym wzrokiem, ale po chwili złagodniała.
Wtuliła się w niego mocno zamykając oczy, a spod jej powiek wypłynęły łzy.
- Potrzebuję Cię, tato.- Wyszeptała cicho, Sasuke delikatnie oparł brodę na jej  głowie i spojrzał w ścianę, jakby wzrokiem chciał ją zburzyć....ze złości...do Orochimaru.
- Jestem tu, Yoshi- chan.- Ucałował ją w czoło uspokajająco. Po chwili przyszedł chłopak o brązowych włosach i złotych tęczówkach oczu. Uśmiechnął się czule na widok ojca i siostry, odkaszlnął lekko, a oni nieco zdziwieni jego obecnością skierowali na niego wzrok.
- Ja już idę na misję.- Podrapał się niepewnie w tył głowy. Sasuke i Yoshiko rzucili sobie spojrzenia, powoli wstali z łóżka i zaczęli się żegnać z chłopakiem.
Podczas śniadania Sasuke i Yoshi milczeli. Atmosfera nie był napięta... bardziej depresyjna, pomimo tego, iż pogoda była piękna.
- Nie zapomnij wziąć leków.- Przypomniał jej pijąc herbatę.
- Myślisz, że wróci?- Zapytała zmieniając nagle temat. Uchiha postawił kubek na stole i wpatrzył się w swoje odbicie w zielonej cieczy.
- Taiyou jest silnym shinobi, poradzi sobie.- Zapewnił ją. Skinęła jedynie głową, popiła tabletki herbatą i wpatrzyła się w podłogę.
- Tato...-Sasuke spojrzał na nią i wyciągnął rękę by pogładzić ją po policzku.
- Tak?
- A jeżeli nie wróci?- Przegryzła wargę, czarnowłosy westchnął ciężko.
- Yoshiko...-Zaczął zamykając oczy.- Wiem, że się o niego martwisz, w końcu to Twój brat, ale nie powinnaś widzieć jakiś czarnych scenariuszy. Wróci, zobaczysz. A teraz zagrajmy w Shougi.- Uśmiechnął się lekko, wstając. 


Yoshi uważnie skupiła wzrok na planszy,  spojrzała na pionki Sasuke, po czym wykonała kolejny ruch. Uchiha uśmiechnął się lekko, od razu wiedział, że zbije mu pionka.
- Haaa....to Climbing Silver?- Zapytała z uśmiechem.- Myślałam, że nie lubisz tak grać...zresztą jak Shikamaru...
- Bo nie lubię, ale czasem trzeba coś poświęcić....żeby wygrać.-Wykonał kolejny ruch.- Szach mat,córeczko.
- No nieee...znów mnie ograłeś...- Spojrzała na ojca z wyrzutem. Pogładził ją po głowie po czym poszedł  do domu.
W tym czasie Yoshiko poszła się przejść po Wiosce, by trochę porozmyślać. Ten sen...powtarzał się prawie co noc, nie mogła się uwolnić od przeszłości, chociaż bardzo chciała. Ale miała jeszcze ich ojca, brata i ...
- Yoshi-chan! -Usłyszała wrzask za sobą. Momentalnie odwróciła się do czarnowłosego chłopaka o zielonych oczach. Uśmiechnęła się najszerzej jak mogła, po czym podeszła do niego, od razu mocno go przytuliła.  
- Yosuke...- Wyszeptała  cicho.- Strasznie tęskniłam.- Dodała po chwili.
- Poważnie? -Zaśmiał się, drapiąc się w tył głowy.- Nie widziałaś mnie jeden dzień.
Mina Yoshi....bezcenna. Nic tylko zrobić jej zdjęcie i powiesić nad łóżkiem na pamiątkę.
- Damare Yosuke!*- Wrzasnęła mu do ucha.
- Jakiś problem?- Usłyszeli znajomy głos. Był to Utakata- ich sensei. Pomachał im na przywitanie i podszedł bliżej.- Nie kłóćcie się już. Postawię wam ramen,ale przestańcie.
- Nie lubię ramen i słodyczy...-Burknęła Yoshi, z pewnością większość rzeczy odziedziczyła właśnie po ojcu. Min. to, że właśnie nie lubiła ramen i słodyczy. Uwielbiała jednak dango.
- Ale ja chętnie! -Wypalił Yosuke.- Jak można nie lubić ramen?!      
- Normalnie i po ludzku- Westchnęła Uchiha. Po chwili byli już w Ichiraku. Siedziała z dziwnym grymasem na twarzy i wpatrywała się w ścianę. W końcu po długich naleganiach Yamato zgodziła się na niewielką miskę ramenu.
Powoli wzięła pałeczki do ręki.
-Itadakimasu**-Uśmiechnęła się do nich po czym złamała je i zaczęła jeść powoli makaron. Nie było takie złe. Yosuke wcinał szybko,jakby jedzenia nie widział przez tydzień. Uwielbiał ramen...była to jego ulubiona potrawa. 
-Hej,hej! Spokojnie,bo się udławisz!-Uśmiechnął się sensei. Yosuke wciągnął makaron do ust po czym uśmiechnął się uroczo.

***

- Gdzie jest Nibi?- Zapytał mężczyzna lekko schrypniętym głosem.
- W Konoha.- Odpowiedział drugi.- Jest rozdzielony na dwie chakry... Tak mówią.   
Jego czarny płacz z czerwonymi chmurami powiewał na wietrze.
-Konoha...dawno nie widziałem Konohy...od czasu mojej rzekomej śmierci.- Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć...Powoli zaczęli iść w kierunku Kraju Ognia....  



* damare- znaczy tyle co zamknij się
** itadakimasu- mniej więcej Z pokorą przyjmę ten posiłek czyli tyle co nasze Smacznego

Obserwatorzy